Do Łodzi przyjechało w sobotę 120 przedstawicieli 13 zawodów z największych miast. - Komornicy na lewo, aptekarze na prawo - kierowała przy wejściu do siedziby Okręgowej Rady Adwokackiej młoda dziewczyna.
W lipcu łódzcy lekarze, adwokaci i architekci napisali apel do rządu. Prosili, by z nimi nie walczył. Żalili się, że zamiast naprawiać służbę zdrowia, budować mieszkania i autostrady, "lansuje populistyczne, antyinteligenckie hasła z najgorszych czasów PRL-u". Rzecznik rządu Jan Dziedziczak uznał apel za lokalny, niezasługujący na komentarz.
Pod apelem wykształciuchów podpisywały się jednak kolejne grupy zawodowe z Poznania, Krakowa, Warszawy, Wrocławia, ze Szczecina czy z Lublina. Postanowili się spotkać.
Sobotni zjazd rozpoczął dr Jacek Skrzydło, prawnik z Uniwersytetu Łódzkiego. Mówił, że rząd ma obowiązek dzielić się władzą z samorządami. - Na początku lat 90. twórcy konstytucji stanęli przed pytaniem o model państwa - scentralizowanego czy takiego, w którym coś do powiedzenia mają też obywatele. Ustawodawca wybrał model zdecentralizowany. Państwo powinno zastępować obywateli tylko wtedy, gdy zrobi coś lepiej - mówił łódzki prawnik. - Samorządy - dodawał - zarówno zawodowe, jak i terytorialne - są hamulcami władzy państwowej. W ostatnim czasie jesteśmy świadkami demontowania tych hamulców. Wszystko, co od władzy niezależne, jest z definicji podejrzane.
Andrzej Pelc, dziekan łódzkiej Rady Adwokackiej, mówił, jak premier Jarosław Kaczyński na konwencji PiS w Lublinie porównał korporacje do worka kamieni. - Oburzające, premier mówi tak o sześciuset tysiącach obywateli swojego państwa, bo tyle osób pracuje w zawodach zaufania publicznego - grzmiał Pelc.
Wykształciuchy wymieniali, co ich boli. Lekarze - że rząd ich deprecjonuje i przyprawia gębę łapowników. Weterynarze - że najważniejsze stanowiska chce obsadzać "swoimi", znosząc wymóg studiów weterynaryjnych. Pracownicy laboratoriów medycznych, że są dla NFZ wyłącznie "kosztami". Adwokaci - że pomysły rządu obniżają jakość usług prawnych. Architekci - że jedynym kryterium w przetargach jest cena, dlatego buduje się tanio i brzydko. A rzeczoznawcom majątkowym rząd nie pozwala powołać własnego samorządu. - Słyszę ciągle: "Panowie, nie ma klimatu" - relacjonował rozmowy z ministrami rzeczoznawca Jerzy Filipiak. - Albo "co wy, chcecie państwo zastępować?".
- Od kilkunastu lat opiniuję projekty ustaw - opowiadał Władysław Lewandowski z Krajowej Rady Radców Prawnych. - Zawsze były dyskusje w sejmowych komisjach, potem kompromis. A teraz posłowie niby nas słuchają, ale na koniec jest głosowanie i wynik taki, jaki miał być.
- A o nas przypominają sobie, gdy jest ptasia grypa - wściekał jeden z weterynarzy.
Politycy, którzy przyszli na zjazd i prosili w kuluarach, by ich przedstawić, usłyszeli "nie". Pod najważniejszym dokumentem - stanowiskiem konferencji - podpisała się większość wykształciuchów, którzy do Łodzi przyjechali. Podobnie jak lipcowy apel trafi do rządu i parlamentu.
Źródło: Gazeta Wyborcza