Kwaśniewski jest byłym prezydentem, współtwórcą sukcesów kilkunastu lat polskiej transformacji, której PiS do spółki z LPR i Samoobroną budują czarną legendę. Toczy się w Polsce wojna o pamięć, a w takiej wojnie liczy się morale i wizerunek rycerzy.
Jest twarzą (dosłownie - na billboardach) poważnej koalicji, której liderzy powtarzają - i słusznie - że tylko głos na LiD daje gwarancję, że nie popiera się PiS. Każda inna partia może z PiS zrobić powyborczą koalicję.
Jest wreszcie numerem 2 w ostatnich sondażach zaufania, a wielu ludzi - niekoniecznie sympatyzujących z LiD - uważa go za polityka życzliwego ludziom, Europie i światu, normalnego w innym sensie niż owa normalność, którą przywraca PiS.
Dlatego Kwaśniewski nie powinien być zanadto na luzie - gdy udziela wywiadu niemieckiemu pismu kobiecemu i zwłaszcza gdy spotyka się z ukraińską młodzieżą (tu dodatkowo wchodzi w grę aspekt wychowawczy i po prostu wizerunek Polski).
Mniejsza nawet o to, że Kwaśniewski robi prezenty politykom PiS, którzy wygadują głupoty, np. by ogolić mu głowę za zdradę narodową, czy publicystom IV RP, którzy nazywają go prezydentem wszystkich Niemców ("Wprost") albo piszą, że "poleciał z jęzorem do sąsiadów, bo w Polsce nikt by mu za to nie dał ani grosza" ("Dziennik"), albo twierdzą, że wypowiedź dla niemieckiego magazynu to typowe dla komunistów wołanie o bratnią pomoc ("Rzeczpospolita").
Rzecz jest znacznie poważniejsza - Kwaśniewski jest potrzebny polskiej demokracji w tej szybkiej kampanii wyborczej, a jego debata z Kaczyńskim może dać do myślenia wyborcom wszystkich partii.
Także dlatego powinien uważać na to, co robi i co mówi.
Źródło: Gazeta Wyborcza