Przed dwoma tygodniami niemiecki dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" upomniał się o Berlinkę - zbiór arcydzieł z Biblioteki Pruskiej w Berlinie znajdujący się dziś w krakowskiej Bibliotece Jagiellońskiej - oraz o zabytkowe samoloty ze zbiorów Hermanna Göringa, dziś wchodzące w skład kolekcji Muzeum Lotnictwa w Krakowie. Prof. Tono Eitel, niemiecki negocjator z Polską ds. sztuki przemieszczonej, stwierdził w wywiadzie dla "Gazety", że Niemcy słusznie określają Berlinkę i inne niemieckie dobra kultury przejęte po wojnie przez Polskę jako "łup", i zażądał ich bezwarunkowego zwrotu. Odmówił przy tym Polsce prawa do uzyskania od Niemiec zadośćuczynienia za dzieła sztuki zniszczone i zrabowane przez III Rzeszę.
Berlinka ma dla Niemiec znaczenie symboliczne i prestiżowe. W Bibliotece Jagiellońskiej znajduje się ponad 9 tys. listów i pism odręcznych osobistości ważnych dla niemieckiej i światowej kultury i nauki. Są wśród nich rękopisy muzyczne Bacha, Haydna, Mozarta, Beethovena, Mendelssohna, Schuberta, Brahmsa i Paganiniego. A także rękopis niemieckiego hymnu narodowego pióra Hoffmanna von Fallerslebena.
Pod koniec wojny w obawie przed bombardowaniami Niemcy wywieźli z Berlina na Dolny Śląsk 505 skrzyń ze skarbami Pruskiej Biblioteki Państwowej. Po wojnie niemal wszystkie skrzynie zostały odnalezione przez polskie władze w klasztorze w Krzeszowie. Przewieziono je do Krakowa, a ich zawartość włączono z czasem do zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej.
W podobny sposób trafiły do Krakowa samoloty z berlińskiej kolekcji Deutsche Luftfahrt Sammlung stworzonej w latach 30. jako własność Hermanna Göringa. Znalazły się w niej najstarsze aparaty latające z pionierskich czasów lotnictwa. Po 1939 r. do kolekcji włączano sukcesywnie maszyny pochwycone w kolejnych krajach podbijanych przez III Rzeszę. Jesienią 1943 r. po ciężkim bombardowaniu Berlina, w trakcie którego część kolekcji została zniszczona, najlepiej zachowane maszyny i pewną liczbę silników lotniczych przewieziono i ukryto w Kuźnicy Czarnkowskiej w rejonie Piły - na terenie znajdującym się w granicach przedwojennej Polski. Tam zostały odnalezione po wojnie i ostatecznie w 1963 r. trafiły do zbiorów nowo utworzonego krakowskiego Muzeum Lotnictwa.
Krakowska część byłego zbioru Göringa mogłaby być ozdobą każdego muzeum lotnictwa na świecie. Gwiazdą pierwszej wielkości jest w niej niewątpliwie francuski Levasseur Antoinette z 1909 r. - pierwszy na świecie jednopłatowiec, który odbył lot po zamkniętym kręgu i zdolny był do przewożenia pasażera. Dla nas szczególne znaczenie mają dwa egzemplarze samolotów polskich - jedyne, jakie dotrwały do naszych czasów. Cenny jest zwłaszcza myśliwiec PZL P-11c, który należał do 121. eskadry Armii Kraków. W kampanii wrześniowej musiał toczyć walki powietrzne, bowiem na skrzydłach ma liczne przestrzeliny.
Zacznijmy od Berlinki
Od pierwszych lat po wojnie władze PRL, a potem RP stały niezmiennie na stanowisku, że Berlinka i samoloty zostały przejęte na terenie Polski jako porzucone mienie państwa niemieckiego i bezapelacyjnie stanowią własność państwa polskiego. Natomiast strona niemiecka od lat 80. nie ustawała w wysiłkach, by obie te kolekcje przenieść do Berlina.
Przez kilka lat berlińskie Muzeum Komunikacji i Techniki próbowało przejąć zaniedbane, nieremontowane maszyny. W końcu podpisało umowę o współpracy z ówczesną dyrekcją muzeum krakowskiego. Przewidywała ona, że 24 samoloty z kolekcji Göringa będą przewożone parami do Berlina i tam fachowo remontowane. Po remoncie do Krakowa miał wracać tylko jeden samolot z każdej pary - drugi miał pozostać jako "stały depozyt" w muzeum berlińskim.
Jesienią 1987 r. do Berlina pojechała pierwsza para samolotów. Do Krakowa powrócił niemiecki Albatross L 30 z 1919 r., wyremontowany kiepsko, z błędami w sztuce konserwatorskiej. Ofiarą umowy padł jeden z najcenniejszych krakowskich eksponatów, aparat latający Jeannin Stahltaube z pionierskiej epoki lotnictwa. Armia niemiecka używała tych samolotów w pierwszych miesiącach I wojny światowej jako maszyn rozpoznawczych.
Utrata Stahltaube wywołała skandal. Umowa została zerwana. Pozostałe samoloty doskonale wyremontowano w kraju. Wyeksponowano je w nowym hangarze krakowskiego muzeum oddanym do użytku w 1993 r.
Aż do końca lat 70. władze PRL utrzymywały w tajemnicy fakt, że zbiór Pruskiej Biblioteki Państwowej znajduje się w magazynach Biblioteki Jagiellońskiej. Dopóki jednak istniała NRD, Bonn nie zgłaszało roszczeń do Berlinki. Gdyby bowiem władze polskie zdecydowały się przekazać ją do Berlina, trafiłaby do NRD - i to nie tylko z powodu ideologicznego powinowactwa reżimu Honeckera. Historyczna siedziba biblioteki znajdowała się w Berlinie wschodnim.
W lutym 1992 r., wkrótce po zjednoczeniu Niemiec, rozpoczęto rozmowy o dobrach kultury przemieszczonych wskutek wojny. Na starcie niemieccy negocjatorzy powołali się na art. 28 punkt 3 świeżo podpisanego traktatu polsko-niemieckiego, który stanowił, że kwestie sporne w sprawach archiwaliów i dóbr kultury obie strony będą rozwiązywać, poczynając od konkretnych przypadków. Zacznijmy zatem od kwestii zwrotu Berlinki - zażądali niemieccy dyplomaci. Dali przy tym do zrozumienia, że dalszy postęp w negocjacjach uzależniają od zwrotu Berlinki. W ten sposób zapis traktatu, który w intencji strony polskiej miał ułatwić negocjacje, strona niemiecka potraktowała jako kruczek prawny pozwalający wydobyć Berlinkę z Polski bez zaciągania jakichkolwiek zobowiązań.
Polski negocjator prof. Wojciech Kowalski oprotestował takie stawianie sprawy. Pod naszym naciskiem strona niemiecka zwróciła wówczas Polsce cenne zbiory zrabowane przez hitlerowców z Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie i dawnego Muzeum Wielkopolskiego w Poznaniu. Do Polski wróciły złote ozdoby z epoki brązu wykopane na terenie byłego województwa kaliskiego, inkrustowany złotem czekan z VI wieku pochodzący z Gorszewic w Poznańskiem oraz kolekcja ponad 1,7 tys. srebrnych i złotych monet.
Od tej pory strona niemiecka powtarza, że pierwszym przypadkiem, od którego rozpoczęto zwrot, są zbiory archeologiczne oddane Polsce. Przypadkiem drugim miałoby być przekazanie Berlinki do Berlina. Każda runda rozmów zaczynała się od ponowienia przez Niemców żądania zwrotu Berlinki. Warszawa nigdy nie zgadzała się na takie stawianie sprawy - i rokowania utknęły w impasie.
Strona niemiecka bowiem zawsze stanowczo odrzucała możliwość podjęcia rozmów na temat zadośćuczynienia za ogromne straty zadane kulturze polskiej przez III Rzeszę.
Próżny gest
Od 1992 r. Warszawa dawała do zrozumienia, że skoro Berlin nie chce rozmawiać o jakiejkolwiek rekompensacie za straty wojenne i nie zamierza zwracać zrabowanych dzieł wciąż jeszcze znajdujących się w niemieckich zbiorach publicznych (choćby pontyfikał płocki w zbiorach monachijskiej Bayerische Staatsbibliothek), nie będzie także żadnych rozmów na temat Berlinki ani samolotów.
Wiosną 1997 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski podczas nieoficjalnej wizyty w Niemczech dyskutował o Berlince z przewodniczącym komisji spraw zagranicznych Bundestagu prof. Karlem-Heinzem Hornhuesem i ministrem spraw zagranicznych Klausem Kinkelem. W grudniu 1998 r. Kwaśniewski udzielił wywiadu berlińskiemu dziennikowi "Der Tagesspiegel". Zasugerował, że Berlinka mogłaby powrócić do Berlina już w roku 2000, podczas uroczystości tysiąclecia gnieźnieńskiego spotkania cesarza Ottona III z Bolesławem Chrobrym - pod warunkiem jednak, że zostanie wynegocjowane takie rozwiązanie, które "zapewni, że nikt nie poczuje się rozebrany do koszuli".
Ta czytelna próba powiązania przyszłości Berlinki ze sprawą odszkodowania Niemiec za straty kultury spaliła na panewce. W Polsce pomysł ów oprotestowały prasa i część środowiska naukowego, które zajęło stanowisko "fundamentalistyczne" - Niemcy mają za zniszczenia zapłacić, a Berlinki i tak nie oddamy.
Berlin w ogóle nie podjął tej inicjatywy.
Źródło: Gazeta Wyborcza