http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Wyborcza.pl

Moje komputerowe lego

Rozmawiała Marta Strzelecka
2007-07-11, ostatnia aktualizacja 2007-07-11 18:43

Wirtualna tożsamość za kilka lat może się stać koniecznością jak posiadanie adresu e-mailowego i telefonu komórkowego. Chcielibyśmy, żeby wszyscy ludzie mieli swoje awatary - mówi "Gazecie" Philip Rosedale, który stworzył w internecie trójwymiarowy świat Second Life

Second Life zostało stworzone przez firmę Linden Lab, której szefem od początku jest Philip Rosedale. Projekt powstawał od 1999 roku. Od uruchomienia w internecie w 2003 roku do Second Life zapisało się prawie osiem milionów ludzi. Wirtualne ambasady otworzyły tu Malediwy i Szwecja. Występowali Pet Shop Boys i U2. W ubiegłym tygodniu odbyły się koncerty Live Earth.

Internauci tworzą w Second Life swoje wirtualne charaktery - awatary. Zeby stworzyć awatara, wystarczy wejść na strone http://secondlife.com i zarejestrować się. Każdy nowy użytkownik za darmo dostaje do dyspozycji postać, którą może nazwać, ubrać, określić jej wzrost, wagę, sylwetkę, kolor włosów, oczu, skóry i płeć. Za markowe ubrania i narządy płciowe trzeba zapłacić. Średni wiek użytkowników to 31 lat, jednak najwięcej czasu spędzają w Second Life najstarsi. Jak mówi Philip Rosedale - "powodem może być obietnica, jakiej dopatrują się w nazwie Drugie Życie". W Second Life możliwe jest latanie i teleportowanie.

Ten wirtualny świat symuluje powierzchnię ok. 250 km kw. Linden Lab sprzedaje ziemię za dolary Linden. Cena jednego dolara amerykańskiego to około 270 dolarów Linden. Transakcje dokonywane są za pomocą kart kredytowych. Każdego dnia internauci wydają w Second Life około 500 tys. dolarów amerykańskich. Wirtualne sklepy mają tu Adidas, Dell, Mazda. Swoje biura otworzyły też redakcje i uniwersytety.

Philip Rosedale jest absolwentem fizyki na Uniwersytecie Kalifornijskim. Pierwszą firmę zajmującą się tworzeniem oprogramowania komputerowego założył w liceum. Potem stworzył system wideokonferencji. Był wiceszefem jednej z pierwszych internetowych firm, RealNetworks. W tym roku znalazł się na liście 100 najbardziej wpływowych ludzi na świecie tworzonej przez magazyn "Time". Siedziba Linden Lab mieści się w San Francisco. Firma zatrudnia około 140 pracowników.

Rozmowa z Philipem Rosedale'em

Marta Strzelecka: Czy wirtualny świat Second Life jest lepszy od rzeczywistego?

Philip Rosedale: - Wolność, która tu panuje, sprawia, że zachowujemy się inaczej. Nie ma barier: niezależnie od tego, skąd pochodzisz i ile masz pieniędzy, w Second Life możesz brać udział w wykładach Harvardu, wybudować wymarzony dom i wyglądać, jak chcesz. Ograniczać może cię tylko brak inteligencji i kreatywności. Jeśli ci ich nie brakuje, możesz szybciej niż w rzeczywistości uczyć się i wchodzić w relacje z innymi ludźmi.

Myślimy o tym świecie jak o maszynie, która przenosi w czasie. Skala jest mniejsza. Wszystko dzieje się szybciej. To prototyp prawdziwych sytuacji - jeśli tu możesz coś zrealizować, to znaczy, że możesz też spróbować w rzeczywistości.

Czy to nie jest po prostu gra?

- Nie zdobywa się punktów, nie ma stopni trudności, nie walczy się z innymi o zwycięstwo. Nie chodziło mi o stworzenie gry, ale o zbudowanie nowego świata. Second Life z założenia jest społeczeństwem. Żeby się do niego dostać, wchodzisz na stronę internetową. Od innych różni się tym, że jest trójwymiarowa. Przemieszczasz się po niej jako animowana postać - awatar. Spotkasz innych, którzy odwiedzają tę stronę również jako awatary. Możesz przyjrzeć im się z bliska i porozmawiać. Jest zatem nie tylko inaczej niż w grach, ale też inaczej niż w serwisach społecznościowych. W Yahoo!, MySpace albo YouTube jesteś sam. Oglądasz filmy, słuchasz muzyki, czytasz komentarze, ale nie możesz ogarnąć wzrokiem grupy ludzi, którzy w tym samym czasie robią to, co ty.

Wzorował się pan na jakimś wyimaginowanym świecie?

- Filmy i książki science fiction nie dostarczają dobrych wzorów społeczeństwa, które może się rozwijać. Zazwyczaj ich bohaterami są postaci, które niewiele się od siebie różnią. Rezydenci Second Life mogą być, jacy chcą. Mogą wszystko i chcą spełniać swoje ambicje. Na początku wchodzono tu tylko po to, żeby się bawić: budowano kluby, restauracje, drogie domy z basenami. Teraz powstaje coraz więcej biur ważnych instytucji. Disney przy pracy nad kolejnymi filmami zatrudnia rezydentów Second Life. Pracują wirtualne redakcje Reuters i SkyNews. Duże firmy testują przedsięwzięcia, które chcą przeprowadzić w rzeczywistości. Dobrym przykładem jest hotel Aloft. Jego właściciel Starwood Hotels to pierwsza firma, która zbudowała w Second Life wirtualny hotel. Taki sam zostanie otwarty w realu w przyszłym roku.

Jeśli tak wielu ludzi, używając swoich komputerów, tworzy coś tak skomplikowanego - to przestaje być tylko zabawą.

Jaki system polityczny wybrałby pan dla Second Life?

- Linden Lab nie chce rządzić światem Second Life. Nie chcemy też konstruować żadnego rządu wśród rezydentów. Każdy użytkownik powinien mieć kontrolę nad swoim awatarem i wpływ na to, jak Second Life się rozwija. To świat otwarty na zmiany. Organizujemy wirtualne spotkania, podczas których rezydenci zgłaszają uwagi i dyskutują o tym, co można zmienić. Temu służy też oficjalny blog. Staramy się, żeby zasady użytkowania Second Life były jasne, żeby regulowały również sytuacje, w których ktoś zachowuje się jak wandal albo łamie prawo istniejące w świecie rzeczywistym.

Macie swoje prawo?

- Istnieją zasady udziału w Second Life. Jest w nich zapisany zakaz kradzieży, znieważania, molestowania. Nie tolerujemy pedofilów i gwałtów. Współpracujemy z realną policją, jeśli pojawiają się takie przestępstwa. Jak w prawdziwym społeczeństwie są tu i źli ludzie.

Czy rezydenci w Second Life pozostają anonimowi?

- Możesz stworzyć sobie nowe imię, nazwisko, wygląd. Ale ta nowa twarz poza tym, że łatwiej uniknąć kary, nie sprawia, że jesteś anonimowy. Przeciwnie. Tworzysz siebie od początku i w pełni odpowiadasz za swój wizerunek. Mówisz o sobie, co chcesz i jak potrafisz. Możesz leżeć cały czas na plaży, prowadzić klub nocny, projektować ubrania albo wydawać gazetę. Większość mieszkańców ma domy nad morzem, przycumowaną łódkę do wybrzeża i ogromne tarasy, na których ogląda z przyjaciółmi zachód słońca. Jeśli zrealizowałeś wszystkie banalne marzenia, możesz już tylko rozwijać kreatywność. Ludzie nie chcą być w Second Life anonimowi, chcą mieć charaktery.

Jeśli w jednym z tutejszych klubów odbywa się koncert na żywo, to znaczy, że awatarem artysty steruje ktoś prawdziwy. Dziewczyna siedzi przy pianinie w swoim domu i gra. Jej występu w wirtualnym klubie słuchają rezydenci, którzy potem kupią prawdziwą płytę albo kilka piosenek w internecie. Być może pójdą też na prawdziwy koncert. Ona nie jest tam po to, by się ukrywać za awatarem, ale żeby siebie pokazać taką, jaka chce być.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów