http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj RSS Wyborcza.pl

Biedni Polacy patrzą na HIV

Jakub Janiszewski, Radio TOK FM
2007-03-13, ostatnia aktualizacja 2007-03-11 00:00

Plusy boją się mówić o własnym zakażeniu. Minusy wolą nie wiedzieć, że tak naprawdę nie są już minusami

POSŁUCHAJ
1.

Przez lata był daleko.

Stał przed lepianką z kółkiem w nosie. Biegał po buszu. Nie mówił żadnym z ludzkich języków.

Przez lata, szczęśliwie, "przyzwoici i religijni" Polacy nie musieli sobie nim zawracać głowy.

Zapewne wielu podejrzewa, że przemycił go do Polski dopiero pewien czarnoskóry mężczyzna. Nie pokazał go przy kontroli celnej, trzymał dobrze w ukryciu. Przeszedł z nim przez obóz dla uchodźców i wszedł na salony.

"Oto jeden z najczęstszych scenariuszy plagi - napisała w 1988 roku Susan Sontag - choroba nieodmiennie przychodzi z zewnątrz. Nazwy syfilisu, kiedy zaczął on swą epidemiczną wędrówkę po Europie XV wieku, ilustrują dobitnie potrzebę uczynienia przerażającej choroby czymś cudzoziemskim. Dla Anglików była francuską ospą, dla paryżan morbus Germanicus, dla mieszkańców Florencji chorobą neapolitańską, dla Japończyków zaś chorobą chińską".

HIV oczywiście nie ma narodowości, ale jego okrutne rozpowszechnianie się w Polsce zaczęło być przedstawiane jako głęboko obce. Polacy przecież nie zakażają innych wirusem HIV.

2.

Rozprzestrzenia się u nas od 20, a może więcej lat, ale tak naprawdę nigdy go tutaj nie było.

Nikt tutaj publicznie nie oświadczył, że jest zakażony.

Żadna mniej lub bardziej znana postać nie zmarła na AIDS.

(Oczywiście zmarła, ale Polska o tym nie wie).

Simon Mol jest pierwszym mieszkańcem Polski, którego status serologiczny stał się przedmiotem publicznej dyskusji.

O polskim HIV się nie mówiło. Co najwyżej pochylano się nad nim z politowaniem, względnie z troską, bo był biedniusi. Mieszkał na warszawskim Dworcu Centralnym, szlajał się po bajzlach. Miała go w sobie Fraszyńska w "Polowaniu na czarownice" i Janowski też. W filmie ona była prostytutką, on pedałem, oboje ćpunami, czyli pechowcami z marginesu.

W kulturze masowej pojawiał się niczym meteor. Śmignął przez hiphopową muzykę w postaci szlagwortu "Plus czy minus?".

Przeleciał przez "M jak miłość" w postaci wątku zakażonego chłopaka, który trafił na oddział z zapaleniem wyrostka robaczkowego i nic o sobie nie wiedział. Oczywiście, że był gejem. Podobnie jak oczywiste było to, że personel potraktował go z szacunkiem i wyrozumiałością. Zaopiekował się nim jak prawdziwa rodzina - albo nawet lepiej.

3.

Parę lat temu pod Warszawą miał miejsce wypadek samochodowy. Zderzenie boczne, od strony pasażera. Jedna osoba ranna. Pozostałym, w tym siostrze poszkodowanego, nic się nie stało. Karetka przyjechała chwilę później.

Mężczyzna wymagał hospitalizacji, trzeba go było podłączyć pod respirator. Zawieziono go do szpitala, ale szpital odmówił przyjęcia. Zawieziono do innego, ale w tym też nie udzielono pomocy. Zmarł w karetce.

Mężczyzna był zakażony wirusem HIV, o czym jego siostra lekkomyślnie poinformowała ekipę pogotowia. Nie udzielono mu pomocy ze strachu przed wirusem.

ŹRÓDŁO:


Rodzina zdecydowała się zatuszować sprawę. Nie było dochodzenia prokuratorskiego ani procesu sądowego. Przyjaciół, znajomych i wszystkich, którzy znali prawdę, poproszono o milczenie. Strach przed ujawnieniem HIV wygrał nawet ze sprawiedliwością.

Na ostry dyżur do jednego z warszawskich szpitali trafiła kobieta. Problem ginekologiczny wymagający interwencji chirurga. Na izbie przyjęć poinformowała o swoim zakażeniu. Podziękowano jej, że taka uczciwa i dzielna, ale zalecono, by udała się na Leszno, "tam, gdzie leczą się plusy".

Warszawska przychodnia na ul. Leszno istnieje - w teorii - tylko po to, żeby monitorować stan zdrowia zakażonych, ordynować leki antyretrowirusowe, leczyć oportunistyczne zakażenia oraz choroby charakterystyczne dla AIDS. Ale jakoś tak się złożyło, że leczy prawie wszystko, począwszy od bólu zęba i kataru. Tu wszyscy sami swoi i z tematem oswojeni. Tyle że nie ma tu ani sali operacyjnej, ani łóżek, zwyczajnie, jak to w przychodni.

Lekarze z owego szpitala mieli więc dylemat: jak odesłać kogoś, kto wymaga operacji, gdzieś, gdzie się tej operacji na pewno nie uda przeprowadzić?

- No już trudno. Niech zostanie tu, gdzie przyszła - westchnęli w końcu, a nawet dali pacjentce izolatkę.

Następnego dnia, wybrawszy się na poranne siku, kobieta usłyszała za sobą na korytarzu: "O, idzie AIDS!". Tę celną uwagę wy-

głosiła pacjentka z tego samego oddziału.

W poradniku dla zakażonych przygotowanym przez Krajowe Centrum ds. AIDS znajduję zdanie: "Problem z HIV polega ciągle na tym, iż wśród lekarzy innych specjalności wiedza o nim jest dalece niepełna, panuje też wiele uprzedzeń wobec osób żyjących z wirusem". To zdanie umieszczono, bardzo rozsądnie, w rozdziale zatytułowanym "Komu o tym powiedzieć?".

Można było zdanie napisać krócej. Komu o tym powiedzieć w Polsce?

"Na pewno nie lekarzom".

4.

Polskie plusy boją się mówić o własnym zakażeniu. Polskie minusy wolą nie wiedzieć, że tak naprawdę nie są już minusami.

Dziesięć lat temu, kiedy liczba zdiagnozowanych zakażeń oscylowała w granicach 5 tysięcy, Ministerstwo Zdrowia szacowało, że wszystkich zakażonych może być około 30 tysięcy.

Równo dziesięć lat później, kiedy wykryto już 10 tysięcy zakażeń, Krajowe Centrum ds. AIDS szacuje, że w Polsce z wirusem HIV dalej żyje około 30 tysięcy osób. Zupełnie jakby się nic nie zmieniło.

Tu i ówdzie jednak pojawiają się głosy, że obecnie przyjmujemy zbyt optymistyczne przeliczniki. Że tylko 6 procent populacji Polski wykonało test na HIV, a to właśnie ten wskaźnik pozwala określić częstotliwość występowania wirusa.

Że zdecydowana większość Polaków uważa, że nie ma powodu się badać. I że bardzo się myli.

Jak bardzo - okazało się w styczniu. Na fali strachu wywołanego sprawą Simona Mola do punktów testowania pognały tłumy. Wspólnymi siłami pobiły rekord - 94 wykryte przypadki. Wcześniej wykrywano zaledwie kilka zakażeń miesięcznie.

5.

Fachowcom od HIV znana jest historia pewnej pary małżeńskiej, w której mężczyzna został zakażony przez swoją żonę, choć teoretycznie to właśnie z nim straciła dziewictwo. Teoretycznie. Jak się potem okazało, miała przed ślubem partnerów, z którymi uprawiała tylko seks analny.

Zakażona kobieta była bardzo religijna. W kraju, gdzie seks jest zawsze w kręgu podejrzeń, a seks przedmałżeński władze najchętniej uznałyby za występek, uprawia się go tak, by nie zostawiać śladów.

ŹRÓDŁO:


Nieobecność tematu HIV w przestrzeni publicznej nie wynika w Polsce z niewiedzy. Wynika ze strachu, hipokryzji oraz niechęci wobec własnej seksualności.

Jako społeczeństwo wolimy pozostawać w stanie teoretycznego dziewictwa. Nie chcąc się przyznać do uprawiania seksu, nie możemy także uznać chorób wenerycznych za część rzeczywistości. Gdyby HIV rzeczywiście tu był, okazałby się dowodem rzeczowym w sprawie o naszą niemoralność.

To dlatego dziewczyny zakażone przez Simona Mola, które zgłosiły sprawę do prokuratury, w oczach wielu Polaków zostały "murzyńskimi prostytutkami". Najwięcej tego typu określeń można znaleźć w internecie. Szczególnie na forach katolicko-narodowych.

6.

Do HIV zabrało się ostatnio kilku rodzimych pisarzy. Poprosiło ich o to mainstreamowe wydawnictwo, by następnie te mniej lub bardziej udane zmagania z tematem wydać w postaci niewielkiego zbiorku.

Nadano mu tytuł krótki, ale za to wiele mówiący: "Trafieni". Jakby wirus ludziom się trafiał niczym wielkie, niespodziewane nieszczęście - odwrotność szóstki w totku. Szczęśliwy traf rozbija bank w jednorękim bandycie, nieszczęśliwy przynosi HIV. Czy logika gier losowych niweluje chorobę jako konsekwencję nieprzemyślanych lub ryzykownych działań? Staje się losem, ślepym fatum, które spada na człowieka niczym grom z jasnego nieba. Budzi strach jako rzecz przynależna do sfery zjawisk nadprzyrodzonych.

Jeśli rzeczywiście zakażeni HIV w Polsce są "trafionymi", to nic dziwnego, że znikają bezpowrotnie. Nie ma ich wokół nas, "w domu wszyscy zdrowi". Tu działa nasza miejscowa biała magia, której skutkiem jest niewidzialność.

7.

Do szczecińskiego punktu anonimowego testowania zgłosiła się szesnastolatka. W rutynowej rozmowie poprzedzającej badanie powiedziała, że chce się zbadać, bo podczas jednej z dyskotek odbyła kilkanaście stosunków z przypadkowo poznanymi mężczyznami. Wszystkie bez zabezpieczenia. Wiedziała o istnieniu wirusa HIV, ale jak zeznała, szukała miłości.

Miłości się oczywiście nie definiuje. Wszak to emocja, te zaś, jak wiadomo, wymykają się słowom. O emocjach się u nas nie rozmawia, głównie się je przeżywa.

Żywiąc głęboką ambiwalencję wobec własnych potrzeb seksualnych, chętnie wynosimy na ołtarze miłość, choćby miała trwać tylko kilka godzin. Porywy serca stawiają nas w lepszym świetle niż impulsy płynące z innych części ciała. Ze sfery zwierzęcych odruchów przenosi nas w sferę duchowych uniesień, więc "miłość" stosujemy jak jakiś środek prewencyjny.

Dla zakochanych, jak głosi prawda ludowa, świat nie istnieje. Nie istnieje też przeszłość ani przyszłość. W stanie emocjonalnego "teraz" znikają byli partnerzy, nie ma także przyszłych śmiertelnych chorób. Gdy ludzie mają siebie, dlaczego mieliby również mieć HIV?

8.

E. spotkałem na internetowym czacie dla osób zakażonych wirusem HIV. Wybrałem ją na chybił trafił, bo wydawało mi się, że jest tutaj dość zadomowiona.

- Szukam osób, które podejrzewają lub wiedzą, że zostały zakażone przez kogoś, kto wiedział, że ma HIV. Znasz kogoś takiego?

- Siebie.

E. przez pięć miesięcy była w związku z mężczyzną, który nie powiedział jej o tym, że jest seropozytywny.

- Znalazłam jego wynik. Przypadkiem. Potem go zapytałam, dlaczego mi nie powiedział. Odparł, że zapomniał.

Simona Mola udało się zatrzymać z kilku szczególnych powodów. Po pierwsze, miał bardzo wiele partnerek. Po drugie, większość z nich szybko zaczęła chorować. Po trzecie, był czarny. Gdyby na jego miejscu wyobrazić sobie przeciętnego białego mężczyznę, ustalenie, że zakaził kilka kobiet, byłoby znacznie trudniejsze.

Ilu podobnych, działających na mniejszą skalę białych Simonów żyje w Polsce, trudno zgadnąć.

ŹRÓDŁO:


9.

- Ciężko jest żyć samemu, kiedy jest się plusem - wyznał mi kiedyś bywalec jednego z internetowych czatów dla gejów. Od dwóch lat był zakażony HIV.

- Loguję się do sieci, kiedy szukam kogoś na seks. A facetom spotkanym w celach seksualnych nie mówię, że jestem plusem.

- Narażasz ich.

- To ich sprawa, żeby się zabezpieczali. Nikt nie ma zakażenia wypisanego na twarzy. Nigdy nie wiesz, z kim idziesz do łóżka.

- Być może, ale ty wiesz.

- Nie będę się z tego tłumaczył. To moja sprawa.

Artykuł 161 kodeksu karnego przewiduje karę do trzech lat więzienia dla każdego, kto naraża innych na zakażenie wirusem HIV. Przepis stosuje się także w sytuacji, gdy do zakażenia nie doszło. Prezerwatywa niczego nie zmienia, bo zawsze może pęknąć lub się zsunąć. W praktyce oznacza to, że łóżko jest bodaj jedynym miejscem, w którym zakażeni mają bezwzględny obowiązek się ujawnić.

Ale nie wszyscy to robią.

"Niepokojące jest (...), że około jednej czwartej osób nie poinformowało partnera seksualnego o swoim zakażeniu" - czytam w raporcie z badań nad jakością życia osób zakażonych wirusem HIV.

Najlepszą praktyczną radą, jeśli ktoś uprawia seks z przypadkowymi partnerami, jest traktowanie wszystkich jako potencjalnie zakażonych.

10.

22-letnia prostytutka stojąca na trasie Warszawa - Gdańsk o sobie: - Jestem nosicielką od co najmniej trzech lat. Z czegoś muszę żyć, ale prawie wszyscy, którzy chcą mnie mieć, szukają seksu bez zabezpieczeń. I mają. A co będzie potem, to ich sprawa ("Prostytucja jako problem społeczny, moralny i zdrowotny", praca zbiorowa pod redakcją A. Jędrzejko, Warszawa - Pułtusk 2006).

11.

W każdy poniedziałek pracownicy Telefonu Zaufania HIV/AIDS mają mnóstwo roboty. Dzwonią bohaterowie minionego weekendu, a więc przede wszystkim mężczyźni, którzy w ramach sobotnio-niedzielnej rekreacji zawitali do agencji towarzyskich.

Rozmowy zawsze zaczynają się w podobny sposób. - Bo wie pani, to mi się zdarzyło po raz pierwszy. Trochę wypiliśmy, koledzy namówili. No i tak jakoś, że bez prezerwatywy ale one tak zdrowo, ładnie wyglądały.

- Musi pan zrobić test, ale najwcześniej za 12 tygodni.

- Ale co ja powiem żonie, przecież my to robimy raz w tygodniu, w czwartek! Jak nie będę chciał, ona się kapnie!

- To niech pan używa prezerwatyw.

- To wtedy ona się dopiero kapnie, przecież nigdy nie używaliśmy!

ŹRÓDŁO:


Pracownica Telefonu Zaufania HIV/AIDS: - Miałam telefon od mężczyzny, który był żonaty od kilkunastu lat. Właśnie odebrał wynik badania. Pozytywny. Wiedział, kiedy to się stało: siedem lat temu, jednorazowy skok w bok. Żona o niczym nadal nie wie. Jeśli ją zakaził, ona mogła zakazić ich drugie dziecko. Urodziło się kilka miesięcy przed tym, jak zdecydował się zrobić test. Mówił, że bardzo kocha swoją rodzinę.

11 procent polskich mężczyzn przynajmniej raz w życiu płaciło za seks.

12 procent Polaków mówi, że zdradziło swojego partnera przynajmniej raz. Blisko połowa przyznaje, że nie pomyślała wtedy o prezerwatywie. Skoro już ma być grzech, to przynajmniej jeden.

12.

Organizatorka grup wsparcia dla zakażonych mówi, że ilekroć słyszy od producentów prezerwatyw, że ich sprzedaż wzrosła, zastanawia się, czyja to sprawka. - Obstawiam, że kobiet wykonujących badania USG pochwy oraz amatorów dmuchanych baloników. Gdyby to zależało tylko od mężczyzn, większość prezerwatywy by nie używała. Mężczyźni nie lubią, a kobiety z tym nie dyskutują.

Obiegowe opinie mają swoje potwierdzenie w statystykach. Tylko jedna trzecia populacji deklaruje, że stale stosuje kondomy.

72 procent nastolatków używa prezerwatywy podczas pierwszego stosunku. Potem ten wskaźnik spada.

W Polsce nigdy nie było kampanii promującej prezerwatywy jako środek ochrony zdrowia.

Bo prezerwatywa to symbol cywilizacji śmierci.

Kiedy w 2005 roku Krajowe Centrum ds. AIDS rozpoczęło kampanię pod hasłem

"A, B, C. Wybór należy do Ciebie" - gdzie kolejne litery alfabetu oznaczały abstynencję seksualną, bycie wiernym i zabezpieczenie prezerwatywą, na łamach "Naszego Dziennika" pojawił się artykuł z żądaniem odwołania dyrektora.

"Nasz Dziennik" jest teraz nazywany gazetą rządową. Tegoroczna kampania - według planów - będzie mówiła tylko o wierności.

13.

Tu i ówdzie w Polsce widnieją jeszcze bill-boardy ubiegłorocznej kampanii społecznej.

Z ich wysokości spoglądają na przechodniów cztery uśmiechnięte twarze. Obok hasło: "Rodzina razem przeciw AIDS. Miłość. Wierność. Zaufanie".

Przypomina mi się jeden znajomy, gej, który od sześciu lat ma żonę, a od pięciu syna. Miewa też chłopaków, których nazywa partnerami. Zapytałem go kiedyś, po co się żenił. Przecież wiedział jeszcze przed ślubem, że woli facetów.

- Nie chciałem być starym pedałem, którym wszyscy gardzą i który płaci młodym chłopakom za seks - odpowiedział.

Potem dodał, że kiedyś, na samym początku małżeństwa, próbował być wierny, prawomyślny i po polsku rodzinny. Efekt wulkanu zatkanego korkiem - po sześciu miesiącach ascezy zaliczał dziennie dziewięciu partnerów.

W Polsce większość homoseksualistów ukrywa swoją orientację seksualną przed rodzicami i najbliższymi.

W Polsce 80 procent homoseksualistów chciałoby stworzyć stały związek z mężczyzną.

ŹRÓDŁO:


W Polsce ponad 10 procent homoseksualistów miało więcej niż stu partnerów w ciągu życia.

Tyle a propos rodziny obowiązkowo złożonej z mamy, taty, dzieci. Występującej na zdjęciach. Przeciw AIDS.

14.

"W Polsce HIV łapią homoseksualiści i kobiety". Być może ta prawda, obok Adama Małysza, wódki i kiełbasy, powinna stać się symbolem naszego kraju. "Polska - kraj prawdziwie zdrowych mężczyzn".

Posiadłem tę wiedzę dzięki wizycie w jednym z punktów Sieci Plus zrzeszającej osoby zakażone. Siedzieliśmy w rozlatującym się baraku, na kanapie z Ikei i w otoczeniu peerelowskich mebli, które wyglądają, jakby o własnych siłach schroniły się tutaj przed śmiercią na śmietniku.

Obok trwało spotkanie grupy wsparcia.

- Jeśli na spotkanie takiej grupy przyjdzie 25 osób, to zapewniam cię, że pięć z nich to kobiety, a dwadzieścia to homoseksualiści - powiedziała moja rozmówczyni. A potem dodała: - Mężczyzn heteroseksualnych u nas nie ma. Nie przychodzą

Przez chwilę zastanawialiśmy się wspólnie, dlaczego tak jest. Może dlatego, że zakażenie wirusem HIV dla heteroseksualnego mężczyzny oznacza degradację? Zrównuje go z homoseksualistami, z którymi za wszelką cenę stara się nie mieć żadnych wspólnych cech?

Później w raporcie z badania jakości życia osób żyjących z HIV przeczytałem: "Wydaje się, że zakażeni mężczyźni są odrzucani przez swoich ojców w znacznie większym stopniu niż kobiety. Wydaje się, że nie mogą oni liczyć na wsparcie i pomoc ze strony rodzin w tym stopniu co kobiety. Zjawisko to daje się wyjaśnić na kilka sposobów: w sensie społecznym okoliczności zakażenia HIV mogą być postrzegane u synów jako zakłócenie roli mężczyzny, ujmując rzecz w kategoriach biologicznych - jest to zakłócenie w systemie przekazywania genów".

15.

W jednym z telewizyjnych programów omawiających sprawę Simona Mola usłyszałem, że należałoby lepiej rozważyć kwestię wpuszczania do Polski osób zakażonych wirusem HIV, zwłaszcza z Afryki.

Według ostrożnych szacunków UNAIDS, specjalnej komórki ONZ do walki z epidemią, oraz WHO na Ukrainie żyje od 400 do 800 tysięcy zakażonych.

Na Białorusi sytuacja pozostaje nierozpo-

znana.

Najwyższy odsetek zakażeń w Polsce notuje województwo warmińsko-mazurskie. Epidemiolodzy wiążą ten fakt z sąsiedztwem obwodu kaliningradzkiego.

Może wobec tego na wszelki wypadek nie wpuszczajmy do Polski nikogo.

16.

Od lat najwięcej testów wykonuje się we wrześniu i październiku. Polacy wracają wtedy z wakacji. Przywożą opaleniznę, kolorowe zdjęcia, nowe doświadczenia seksualne oraz HIV.

- Wie pan, Polacy poza krajem kwalifikują się do grupy podwyższonego ryzyka - mówi prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog. - Wyjeżdżając, mamy kompleksy, nie jesteśmy asertywni i nie znamy dobrze języka. I to gra rolę także w sprawach seksu. Czasem pytam moich pacjentów, dlaczego zgodzili się na pewne sytuacje seksualne, a oni mówią, że nie wiedzieli, co innego mogliby zrobić. Może gdyby lepiej znali język, skoncentrowaliby się na rozmowie, a tak użyli go w zgoła innym celu. W końcu seks to też forma komunikacji. I nagle to, co się komuś w głowie nie mieściło tutaj, w Polsce, za granicą okazuje się możliwe. Że dziewica zupełnie przypadkowo przestaje być dziewicą, heteroseksualny mężczyzna wchodzi w relację homoseksualną, a homoseksualista ląduje w trójkącie. Dlaczego? Bo głupio było powiedzieć, że nie, bo człowiek na wieśniaka wyjdzie, albo, co gorsza, na Polaka. Takiego z dowcipów. A on nie chciał być polski, on chciał być europejski albo amerykański!

ŹRÓDŁO:


17.

Z budżetu Krajowego Centrum ds. AIDS 95,5 procent środków idzie na leczenie antyretrowirusowe dla osób zakażonych HIV. Reszta to głodowe pensje dla pracowników oraz utrzymanie biura. To, co zostanie, idzie na profilaktykę. Według szacunków European Centre for Disease Prevention and Control w przeliczeniu na jednego obywatela wydajemy 5 eurocentów rocznie na prewencję HIV.

Jesteśmy na ostatnim miejscu w Europie.

18.

W warszawskim ratuszu działa Biuro Polityki Społecznej. W biurze jest wydział ds. uzależnień. W wydziale jest dział ds. przeciwdziałania narkomanii i zapobiegania zakażeniom HIV/AIDS. W dziale są środki na prewencję. Przychodzą po nie przedstawiciele organizacji pozarządowych i trochę się krzywią.

Bo w warszawskim ratuszu jest też Biuro Polityki Zdrowotnej. Też ma działy i wydziały, ale "hifa u nas nie ma". Jest tu profilaktyka wad postawy, świnki i różyczki, różnych rodzajów raka, nadciśnienia, a nawet "grypy wśród bezdomnych".

- Ano nie ma hifa, nie ma - odpowiada miła pani, kiedy dzwonię spytać o tę wielką nieobecność. - I w tym roku też raczej nie będzie, wie pan. Tak jakoś wyszło, że jest w polityce społecznej, a u nas nie ma. Pani dyrektor nawet chciała, żeby się jakoś z nami podzielili, ale nie dało rady, bo oni go tam mają w osobnym dziale.

W Polsce - w przeciwieństwie do świata - HIV nie jest chorobą. Jest patologią. Trzyma się go w zupełnie osobnym dziale, tam, gdzie przemoc, niepełnosprawność i bieda.

19.

Adam Leszczyński swoją książkę "Naznaczeni. Afryka i AIDS" kończy porównaniem afrykańskiej epidemii HIV z dżumą, która pustoszyła Europę w XIV wieku.

Pisze: "Europejczycy zachowywali się tak samo jak Afrykanie: chodzili do kapłanów i magów albo próbowali wznieść wokół siebie niewidzialny mur, negując istnienie choroby, a wobec dotkniętych nią nieszczęśników zachowując się tchórzliwie i bezwzględnie. Niektórzy czuli się upokorzeni przez to, że byli słabi i bezradni, a cały świat mógł zobaczyć ich bezsilność i cierpienie".

Nie musimy się cofać do XIV wieku, by podobnych zachowań doszukać się w Polsce. To jedyna nauka, która płynie dla nas ze sprawy Simona Mola.

ŹRÓDŁO:


Źródło: Duży Format

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

We wtorek z ''Gazetą''
* Mój biznes