http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj RSS Wyborcza.pl

Polityk PiS wysyłał podwładnym obleśne SMS-y

Marcin Kwintkiewicz, Marcin Masłowski, Łódź
2007-01-17, ostatnia aktualizacja 2007-01-17 00:00

?Czy niezobowiązujący sex zadowoli cię??. ?Chcę wylizać twoją muszelkę? - SMS-y takiej treści dostawały pracownice Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi. Wysyłał je podczas pracy Zbigniew Piekarski, inspektor wojewódzki, a obecnie dyrektor wydziału, w którym pracują kobiety. - Tak sobie flirtowałem - tłumaczy polityk Prawa i Sprawiedliwości

Zbigniew Piekarski ma 47 lat. Jest absolwentem teologii i politykiem łódzkiego PiS. Dyrektoruje wydziałowi spraw społecznych Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego. W pracy godzinami słucha Radia Maryja.

"Flirt", jak nazywa sytuację Piekarski, trwał ponad rok: od 2005 do 2006 r. Tak przynajmniej twierdzą jego dwie podwładne, które dostały kilkanaście sprośnych SMS-ów. Obie nadal pracują w wydziale kierowanym przez Piekarskiego, więc proszą o anonimowość.

- Wiedział, że nie mamy mężów, więc działał - opowiadają. - Zaczął od "gorących całusków", potem przeszedł do konkretów - urzędniczka pokazuje telefon z treścią SMS-ów: " Witaj. Czy niezobowiązujący sex zadowoli cię?" - pyta Piekarski w jednym z nich. - Potem był bardziej natarczywy, pisał, czy może mnie wylizać, marzył o mojej muszelce. To było obrzydliwe. Odczepić się od niego nie można było. Byłam zażenowana, źle się z tym czułam. Doszło nawet do tego, że bałam się wychodzić do toalety, które są w urzędzie wspólne.

Urzędniczki w końcu nie wytrzymały. - Powiedziałyśmy mu prosto w oczy, że nie życzymy sobie takich wiadomości.

A jeśli się powtórzą, zawiadomimy o tym albo przełożonych, albo prasę. Trochę się uspokoił. Ale jak niedawno został szefem wydziału, nie wytrzymałyśmy. Jak ktoś taki może piastować tak wysokie stanowisko?

Piekarski nie ma czasu, by z nami się spotkać. Zgadza się tylko na krótką rozmowę w drodze do samochodu, gdyż "jest bardzo zajęty". Pytamy o SMS-y do urzędniczek. Piekarski przez chwilę milczy. Potem próbuje obrócić sytuację w żart. - Nie, no proszę panów, to były SMS-y prywatne. Absolutnie niezwiązane z pracą i podległością służbową. Przyznaję, były nieprzyzwoite, ale to był taki flirt towarzyski. Na zasadzie, kto bardziej pikantniejszy wyśle, że tak powiem.

Urzędniczki: - Dla nas to nie była zabawa i nie odsyłałyśmy żadnych pikantnych wiadomości. To można sprawdzić, SMS-y są przecież w bazie operatora. My możemy zeznać wszystko przed prokuratorem czy sądem. Niech to sprawdzą.

Tuż po rozmowie z nami Piekarski pojechał do gabinetu wojewody, by o SMS-ach poinformować Ireneusza Rymanowskiego, dyrektora generalnego ŁUW. Kilka godzin później niespodziewanie zadzwonił do "Gazety".

- Te SMS-y to były tak pół żartem pół serio. Przyznaję, że nigdy nie powinny się zdarzyć, to był błąd. Ja się z tego już wyspowiadałem i do wszystkiego przyznałem żonie. Więc chyba nie ma sensu o tym pisać, prawda?

ŹRÓDŁO:


Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W czwartek z ''Gazetą'':
* Duży Format