Jestem przekonany, że aby ostatecznie ocenić skomplikowany przypadek Magdaleny Środy, Najwyższy Trybunał Niebieski powoła specjalną Komisję. Nieco uprzedzając zdarzenia, chciałbym już teraz poprosić Niebieską Komisję, by z Czyśćca... lub z innego miejsca ściągnęła na świadka mnie. Mam nadzieję, że moje zeznania mogą coś wnieść do sprawy.
- Chciałbym Wysokiej Komisji opowiedzieć o cierpieniu Karoliny, osoby głęboko wierzącej, która pokochała Marka niedowiarka. Była to najsłodsza miłość wzajemna, na Ziemi nazywaliśmy ją "nieziemską", tutaj mówicie "oblubieńcza"... Aż do chwili, gdy urodził się Patryk. Karolina wzięła urlop z agencji reklamowej, gdzie oboje pracowali, spędzała całe dnie w domu. Marek ubzdurał sobie, że żona go zdradza.
Gdy pierwszy raz ją uderzył, oboje płakali przez pół nocy. Obsypał ją kwiatami, wziął trzy dni wolnego. Ale po kilku dniach znowu zaczął dzwonić: gdy się odzywała, przerywał połączenie, gdy nie - dostawał szału. Potem zaczął pić.
Namawialiśmy Marka na terapię (wyśmiał nas), a Karolinę na rozwód. Ale uznała, że musi dźwigać swój krzyż - tak powiedziała.
Wiem, że takie świadectwa były znane Komisji już wcześniej. Ale pragnę powołać się tu na opinię niejakiego Roberta Cialdiniego, psychologa, z którym już na ziemi miałem przyjemność...
- ...a teraz przebywacie razem w... - ...tak. Ów Cialdini, jak mało kto, rozumie ten mechaniczny aspekt ludzkiej natury, który określamy mianem dysonansu poznawczego. "Oto - tłumaczył mi Cialdini - Karolina kocha Marka. On się nad nią znęca. Gdyby odeszła, dałaby się ponieść nienawiści z korzyścią dla zdrowia psychicznego. Skoro nie odchodzi, żyje w stanie silnego dysonansu. Musi znaleźć wyjaśnienie, które nadałoby sens jej cierpieniu".
Proszę wybaczyć zuchwalstwo, ale Karolina sięgnęła po wzór Matki Boskiej, która powiedziała: "Jam jest służebnica pańska". Poświęcenie uszlachetnia ją we własnych oczach - im bardziej cierpi, tym bardziej w to wierzy.
"Ale, drogi Robercie, nie wiesz najgorszego" - mówiłem Cialdiniemu. "Gdy Patryk skończył dwa lata, Karolina miała wrócić do pracy. Na interview błysnęła, jak tylko ona potrafi. Szczęśliwa zaprosiła Marka na kolację. Ale w knajpie Marek zaczął wypytywać, z kim będzie w zespole. Kazał sobie dokładnie opisywać tych facetów, Karolina przyznała się, że jeden jej się podoba, nic takiego, po prostu przystojny.
Na ulicy Marek uderzył mocniej niż zwykle. Zbiegowisko, pogotowie. I wtedy Karolina poczuła, że świat się zawalił. Że lepiej sobie odebrać życie".
"Dysonans, ten okrutny psychologiczny motor" - zasmucił się Cialdini.
- Ale znalazła inne wyjście? - Tak. Uwierzyła Markowi. Zrozumiała, że jest grzeszna. Sięgnęła - a on przyjął to z wyrozumiałością i ulgą, bo przecież też jest człowiekiem - po starą chrześcijańską prawdę o kobiecie, która jest narzędziem szatana albo, jak pisał Tertulian, »komnatą diabła «”.
- Ale jaki związek świadek widzi ze sprawą profesor Magdaleny Środy?- Bezpośredni, bo niedługo potem Magdalena Środa stwierdziła, że katolicym niedostatecznie sprzeciwia się przemocy wobec kobiet, a nawet pośrednio może temu sprzyjać. Problem katolicyzm a kobiety zrobił się modny i Karolina sięgnęła po papieski "List do kobiet" z 1995 r., a potem po starszy o kilka lat list "Mulieris dignitatem" - "O godności kobiety". A właściwie to ja jej podsunąłem tę lekturę, uznałem, że to jej pomoże. Wiem, że Karolina, czytając słowa Papieża, płakała, bo...
- ...czy świadek twierdzi, że Karolina, osoba religijna, dopiero od świadka, osoby niewierzącej, dowiedziała się o poglądach Papieża na temat godności kobiet? Że o tym, co Papież Polak powiedział kobietom całego świata, Polacy nie wiedzieli? - Ta nauka Papieża nie była szeroko znana.
- Co świadkowi wiadomo o przemocy w polskich rodzinach początku XXI wieku?- W różnych badaniach ok. 7-9 proc. Polek przyznawało, że są często bite przez mężów, drugie tyle twierdziło, że to się zdarza sporadycznie. Te dane były zaniżone.
- Skąd taka teza?- Kobietom wstyd się było przyznać przed ankieterem, to chyba zrozumiałe, poza tym wiele z nich się bało, bo a nuż mąż się dowie. Wśród kobiet po rozwodzie, wolnych od tych ograniczeń, aż 41 proc. twierdziło, że były bite często. Oczywiście bicie mogło być przyczyną rozwodu. Tak czy inaczej prawdziwa ciemna liczba przemocy była pewnie wyższa, zwłaszcza w rodzinach chłopskich i robotniczych, bo kobiety z takich rodzin podejrzanie rzadko przyznawały się do przemocy. Być może niektóre uważały, że z bicia nie należy robić sprawy, wszak "gdy mąż żony nie bije, to w niej wątroba gnije" albo "jeśli bije, to znaczy, że kocha" - cytuję tu ówczesne stereotypy.
Był też stereotyp bardziej okrutny, że "zawsze jest jakaś część winy po stronie kobiety", najwyraźniej widoczny w przypadku gwałtów, kiedy nawet sędziowie doszukiwali się, w jaki sposób zgwałcona kobieta sprowokowała obcych sprawców, nie mówiąc już o gwałtach własnego męża.
- To inny temat...- ...około 50 maltretowanych kobiet rocznie próbowało w tamtych czasach popełnić w Polsce samobójstwo. Prawo zwiększało wtedy maksymalny wyrok dla sprawcy o dwa lata: z 10 lat za "znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem" do 12 lat, jeśli - cytuję - "następstwem przemocy jest targnięcie się pokrzywdzonego na swoje życie". Okrutne sformułowanie, prawda? Tamta sprawiedliwość była zresztą nierychliwa: policja lekceważyła doniesienia, prokuratura reagowała powoli, do sądu trafiało ledwie kilkanaście tysięcy spraw rocznie, a jeśli już zapadał wyrok, to w zawieszeniu.
- Jakieś konkrety?- Znam dane z 1997 r., kiedy na 13 tys. wyroków aż 91 proc. było w zawieszeniu. I recydywa, ogromna recydywa - aż 72 proc. sprawców po wyroku wracało do bicia. To wszystko w warunkach obojętności albo wręcz przyzwolenia opinii publicznej. Kobietom bitym trudno było znaleźć świadka. Połowa Polaków twierdziła, że jest przeciw wtrącaniu się w wewnętrzne sprawy rodziny. To nie przynosiło nam chluby.
- Nam?- Nam społeczeństwu, nam działającym w organizacjach społecznych i pozarządowych, nam feministkom. A także przedstawicielom władz. No i ludziom Kościoła też.
- W grudniu 2004 r. prof. Magdalena Środa powiedziała dziennikarzowi w Sztokholmie: 1. Katolicyzm nie wspiera bezpośrednio przemocy wobec kobiet, ale też nie sprzeciwia się jej, oraz 2. Istnieją jednak pośrednie związki, przez kulturę, która jest silnie oparta na religii. Jak świadek przyjął te opinie?- Uważałem te słowa za przesadzone, tylko częściowo prawdziwe. Ale uważałem, że dobrze, iż padły, bo przypomniały o problemie przemocy w rodzinie. Postawiły też pytanie o przyzwolenie na cierpienia kobiet. I złamały tabu, zaczęły debatę na temat roli Kościoła i jego wpływu na kulturę, na pozycję kobiety, na relacje mężczyzn i kobiet.
- Proszę odwołać się do własnego wyobrażenia o religii, świadek występuje bowiem jako exemplum.- Pismo mówi wyraźnie: "To od kobiety wywodzi się grzech, i przez nią wszyscy musimy umrzeć" (Syr 25,24). Albo opisana w Księdze Sędziów historia lewity, który dla ratowania siebie i swego gospodarza wydał napastnikom żonę: ci ją gwałcili, aż umarła, on zaś poćwiartował jej ciało i rozesłał po całym Izraelu...
- Jednak świadek mógłby rozumieć zamierzchłe uwarunkowania kulturowe.- Ale i w Nowym Testamencie w Liście do Koryntian św. Paweł pisał: "Tak jak to jest we wszystkich zgromadzeniach świętych, kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie pozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje. A jeśli pragną się czegoś nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów!".
A Akwinata? "Z natury żona jest podległa mężowi, gdyż z natury mężczyzna ma większe rozeznanie rozumu". Dlatego gdy zajrzałem do dokumentów papieskich, przeżyłem szok i wzruszenie. W porywający sposób Papież, jak prorok nowego ładu moralnego, odrzucił męskie uprzedzenia tak wyraźne w Biblii.
- Świadek, osoba niewierząca, przeżył wzruszenie?- Poraziła mnie ta próba Jana Pawła II, by u samych korzeni chrześcijaństwa znaleźć perspektywę duchowej równości płci. Wiele znanych cytatów z Pisma wymagało od Papieża nowatorskiego komentarza, a czasem wręcz odrzucenia.
- Jakiś przykład?- Św. Paweł o grzechu pierworodnym jako winie Ewy: "I nie Adam został zwiedziony, ale zwiedziona kobieta popadła w przestępstwo". Na to Papież: "Nie ulega jednakże wątpliwości, że - niezależnie od tego rozdziału ról w biblijnym opisie - ów pierwszy grzech jest grzechem człowieka, którego Bóg stworzył i mężczyzną, i niewiastą. Jest grzechem pierwszych rodziców, z czym łączy się jego charakter dziedziczny. W tym znaczeniu nazywamy go grzechem pierworodnym". Czy Niebieska Komisja nie słyszy w tych papieskich słowach irytacji?
- Świadek przedstawia Jana Pawła II jako radykalnego interpretatora Pisma?!- U bram Raju Bóg obarczył Ewę winą za grzech pierworodny i wydał wyrok: "Obarczę cię niezmiernie wielkim trudem twej brzemienności, w bólu będziesz rodzić dzieci, ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad Tobą". Papież to po prostu odrzuca: "Kiedy czytamy te słowa, odkrywamy załamanie się i stałe zagrożenie tej właśnie jedności dwojga, która odpowiada godności obrazu i podobieństwa Bożego w obojgu. Zagrożenie dotyczy jednak bardziej kobiety (...). Bo owo panowanie [mężczyzny nad kobietą] wskazuje na zakłócenie i zachwianie tej podstawowej równości, jaką w jedności dwojga posiadają kobieta i mężczyzna".
I dalej prawdziwe feministyczne wyznanie wiary: "Tymczasem tylko równość wynikająca z osobowej godności obojga może nadać wzajemnym odniesieniom charakter prawdziwej communio personarum". Papież w imię Boże broni kobiety przed słowami Pisma!
- Świadek się zagalopował, wszak Papież całą swą naukę opiera na słowach Boga Ojca, tyle że innych, i na nauce Chrystusa... Ale rozumiemy te emocjonalne uproszczenia, bo świadek przeżywa rzecz tak gorąco, jakby sam był kobietą. - Papież, jak wielki prorok, dokonuje nowej interpretacji Pisma. Musi odrzucić niektóre treści. Zachwycając się tą rewolucyjną interpretacją, identyfikowałem się - to fakt - z kobietami, ale feminizm Papieża jest też adresowany do męskiego poczucia godności: "Jeżeli naruszenie tej równości, która jest zarazem darem i prawem pochodzącym od Boga Stwórcy, niesie ze sobą upośledzenie kobiety, to równocześnie pomniejsza ono prawdziwą godność mężczyzny".
- Świadek mówi o feminizmie Papieża, powtarzając raczej metaforyczne określenia swoich czasów.- Proszę zatem pozwolić opowiedzieć, jak przemówiła do nas papieska interpretacja postawy Jezusa. "W całym nauczaniu Chrystusa podobnie jak w jego postępowaniu, nie spotyka się niczego, co by było przejawem upośledzenia kobiety, właściwego dla jego czasów. Wręcz przeciwnie, jego słowa i jego czyny wyrażają zawsze należny dla kobiety szacunek i cześć". A jak Jan Paweł II opisuje, jak Chrystus uratował kobietę schwytaną na cudzołóstwie? Groziło jej zabójstwo honoru, ukamienowanie. Chrystus rzekł: "Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień". Zawsze mi się wydawało, że idzie tu o uniwersalną naukę, że nikt nie jest bez grzechu. Ale Papież ujmuje przesłanie w kategoriach feministycznych: "Jezus zdaje się mówić oskarżycielom: czyż ta kobieta wraz ze swoim grzechem nie jest równocześnie i przede wszystkim potwierdzeniem waszych przestępstw, waszej męskiej niesprawiedliwości, waszych nadużyć".
I dalej, wciąż z perspektywy kobiet: „Kobiety, które znajdują się w pobliżu Chrystusa, odnajdują siebie w prawdzie, jakiej On naucza, nawet jeśli to prawda o ich własnej grzeszności. Czują się przez tę prawdę »wyzwolone «, przywrócone sobie, czują się umiłowane tą miłością odwieczną”.
- Świadek opisuje w swoim języku boską miłość do człowieka. Do człowieka, a nie do kobiet. - Ale my z Karoliną uwierzyliśmy wtedy, że Papież najgłębiej zrozumiał perspektywę kobiet. I dlatego je przeprosił w "Liście do kobiet": "Jesteśmy, niestety, spadkobiercami dziejów, które we wszystkich czasach i na każdej szerokości geograficznej utrudniały życiową drogę kobiety, zapoznanej w swojej godności, pomijanej i niedocenianej, nierzadko spychanej na margines, a wreszcie sprowadzanej do roli niewolnicy. (...) Ale jeśli obiektywną odpowiedzialność ponieśli również liczni synowie Kościoła, szczerze nad tym ubolewam. Niech to ubolewania stanie się w całym Kościele bodźcem do odnowy wierności wobec ducha Ewangelii, która właśnie w odniesieniu do kwestii wyzwolenia kobiet spod wszelkich form ucisku i dominacji głosi zawsze aktualne orędzie płynące z postawy samego Chrystusa (...) On bowiem czcił w kobiecie ową godność, którą ma ona od początku w planie i miłości Boga".
- A jak nauki Jana Pawła II odnosił świadek do przemocy w rodzinie?- Szukaliśmy z Karoliną w papieskich listach jakiś konkretów, wskazówek, apelu do mężczyzn. Znaleźliśmy tylko jedną wzmiankę z audiencji generalnej z 1999 r.: "Coraz mocniej odczuwana jest konieczność uznania godności kobiet, aby można było przeciwstawić się skutecznie praktykom obrażającym kobietę w jej wolności i kobiecości, a więc tzw. turystyce seksualnej, handlowi młodymi kobietami, masowej sterylizacji i w ogóle wszelkim formom przemocy wobec kobiet".
Papież wiele razy wraca do naruszeń etyki seksualnej, ale przemocy w rodzinie wprost nie piętnował. Może nie przypadkiem.
- Czemu świadek tak uważa?- Bo mówienie o realiach rodziny patologicznej jest trudne do pogodzenia ze świętością rodziny, instytucji, która ma kluczową rolę do spełnienia w dziele ewangelizacji i w zapewnieniu zbawienia, rodziny, którą "Katechizm Kościoła" opisuje jako "kościół domowy, wspólnotę wiary, nadziei i współczucia". Trwałość rodziny i trwałość małżeństwa, które jest jednym z siedmiu sakramentów Kościoła, ufundowana jest - w ujęciu Papieża - na kobiecej uczuciowości: "Godność kobiety mierzy się porządkiem miłości (...) kobieta nie może odnaleźć siebie inaczej, jak tylko obdarowując miłością innych".
Na gruncie tej pięknej wizji kochającej się rodziny nie ma po prostu miejsca na rzeczy tak straszne jak bicie. Nawiasem mówiąc, związki patologiczne, w których kobiety są bite, przechodzą przez trzy fazy: rosnącego napięcia, rozładowania, czyli przemocy, i wreszcie "miodowego miesiąca", gdy sprawca zwija się z poczucia winy i stara się wynagrodzić kobiecie cierpienia, które jej zadał. Wtedy on ją obdarowuje, uwodzi, zapewnia o swej miłości. Nawet rodzina patologiczna przeżywa zatem stadium rodziny idealnej. Ale to tylko okrutne oszustwo, znowu napięcie zaczyna rosnąć i dochodzi do bicia.
- Świadek nie rozumie istoty nauczania o służbie miłości.- Rozumiem je jako apel do duchowości kobiet i mężczyzn, jako wołanie, byśmy się kochali. W odniesieniu do kobiet Papież używa najmocniejszego argumentu: „Najpełniejszy wyraz geniuszu kobiecego widzi Kościół w Maryi, która oddała się na służbę Bogu, oddała się także na służbę ludzi: służbę miłości. Właśnie ta służba pozwoliła Jej przeżyć doświadczenie tajemniczego, ale prawdziwego królowania (...) To królowanie Maryi jest służeniem! To Jej służenie jest »królowaniem «!”. Piękna nauka o paradoksie egzystencji, ale życie nie zawsze jest piękne, a wnioski z tych nauk można wyciągnąć niebezpieczne.
- Ale Papież ich nie wyciąga!- Oczywiście. W kodeksie prawa kanonicznego z 2002 roku jest nawet zapis, że "jeżeli jedno z małżonków stanowi źródło poważnego niebezpieczeństwa dla duszy lub ciała drugiej strony albo dla potomstwa, to (...) tym samym daje drugiej stronie zgodną z prawem przyczynę odejścia bądź na mocy dekretu ordynariusza miejsca bądź też, gdy niebezpieczeństwo jest bezpośrednie, również powagą własną". Prawo kościelne dało kobiecie prawo do decyzji o separacji.
- Sam świadek widzi.- Czy jednak polscy księża dostrzegli te sygnały? Czy papieska nauka o prawdziwym duchu Ewangelii dotarła na poziom parafii? Mam wątpliwości, zwłaszcza że ten gorący papieski feminizm słabł w miarę upływu lat. Watykański list z 2004 roku "O współdziałaniu mężczyzny i kobiety w Kościele i świecie", podpisany już przez kardynała Ratzingera, ustawiony jest od początku jako polemika z feminizmem. Zamiast debaty o godności kobiety dostaliśmy rozważania o właściwej według Kościoła płciowości człowieka i żarliwy sprzeciw wobec zrównania homoseksualizmu z heteroseksualizmem. Pozostaliśmy zamknięci w kręgu etyki seksualnej, swoistej - proszę wybaczyć - obsesji Kościoła przełomu wieków XX i XXI.
A ostatni akapit tekstu expressis verbis rysował tradycyjne priorytety w kwestii cierpień kobiet: "Kościół oczywiście zna moc grzechu, która działa w jednostkach i w społeczności, i który czasem mógłby się przyczynić do desperacji co do dobra wspólnoty małżonków. Ale przez swoją wiarę w Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, zna on jeszcze lepiej moc przebaczenia i daru z siebie pomimo wszelkich ran i wszelkich niesprawiedliwości". Oczywiście trwałość rodziny jest bezcenną wartością, ale musi mieć swoje granice. Tymczasem niejeden katecheta wyciągnie tu wniosek, że nauka o kobiecie, która musi dla dobra rodziny dźwigać swój krzyż, jest w pełni aktualna, także w odniesieniu do rodzin patologicznych.
- Jak potoczyła się w Polsce dyskusja po wypowiedzi profesor Środy?- Problem przemocy ustąpił niestety miejsca dywagacjom: dobry ten Kościół czy zły. Nawet najbardziej otwarci biskupi poczuli się obrażeni. Pojawiła się teza, że katolikom grozi dyskryminacja, że już taki duch nietolerancji w postaci lewicowej poprawności nadciąga z Zachodu. Wielu nawet rozsądnych publicystów zaatakowało Środę, że tak naprawdę nie broniła kobiet, lecz chciała podważyć świętą wartość rodziny.
Krytycy Kościoła potraktowali zaś spór o Środę jako okazję do budowania laickiej opinii publicznej.
Zresztą dyskusja szybko zgasła, jak to w ówczesnych mediach. Nie odezwały się kobiety, nie broniły swej sprawy. Nie potrafiliśmy znaleźć wspólnych punktów, zjednoczyć się wokół obrony kobiecej i ludzkiej godności, podjąć działań praktycznych i akcji edukacyjnej.
Może to nie ja akurat powinienem mówić, ale my, Polacy, nie usłyszeliśmy - niestety - głosu Papieża w obronie kobiet. Dobrze, że chociaż Karolina usłyszała ten przekaz, że on ją wyzwolił.