Nie ma prądu, gazu, nawet wody. Krym jest uzależniony od ukraińskiej pępowiny

Wacław Radziwinowicz
04.03.2014 03:00
A A A Drukuj
Odcięty od Ukrainy półwysep może okazać się suchą, pozbawioną prądu i gazu pustynią, którą Rosja za ogromne pieniądze będzie musiała na nowo zagospodarować. Ale ludzie, na których tam stawia, prędzej te pieniądze rozdrapią, niż coś za nie zbudują.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Półwysep niczym pępowiną jest związany z ukraińskim lądem szerokim na zaledwie 7 km Przesmykiem Perekopskim. Tędy przejeżdża i przepływa prawie wszystko, co utrzymuje przy życiu gospodarkę i ok. 2 mln mieszkańców Krymu.

To przede wszystkim Kanał Północno-Krymski, którym od Kachowskiego Zbiornika Retencyjnego na Dnieprze płynie do oddalonego o 403 km Kerczu woda pitna dla tego miasta, a także dla Symferopola, Sewastopola i innych miejscowości.

Z wodą na półwyspie jest dramatycznie. Tatarzy, przez wieki gospodarze tej ziemi, nauczyli się zimą gromadzić w cysternach wodę na cały rok. Budowali je wszędzie, potrafili o nie dbać.

Dziś jest wiele takich zbiorników, ale są zamulone. Przy tym klimat staje się coraz bardziej suchy - właśnie panuje tam najgorsza od 125 lat susza. Studnie artezyjskie to też nie ratunek. Naturalne środowisko, niszczone bezmyślnie w czasach ZSRR, zmienia się i podziemne wody są bardzo zanieczyszczone. W rezultacie tylko czwartą część potrzebnej mu wody Krym czerpie z własnych źródeł i zbiorników.

Bilans energetyczny wygląda jeszcze gorzej. Cztery piąte zużywanego w regionie prądu płynie liniami wysokiego napięcia przez Przesmyk Perekopski z Ukrainy. Do tego jedna trzecia prądu wytwarzanego na miejscu to energia słoneczna, na której nie zawsze można polegać.

Przez przesmyk gazociągiem Chersoń - Symferopol przepływa też cały gaz dla półwyspu.

W Rosji mówi się, że przywódca ZSRR Nikita Chruszczow oderwał 60 lat temu Krym od radzieckiej Rosji i oddał go radzieckiej Ukrainie, bo sam był Ukraińcem, a ochota na szczodrość naszła go po kielichu. To jednak nie tak.

Nikita Siergiejewicz miał żyłkę gospodarza i rozumiał, że półwysep lepiej połączyć z sąsiadującą z nim i połączoną choćby wąskim przesmykiem republiką ukraińską niż oddzieloną od niego morzami Azowskim i Czarnym Rosją.

I to właśnie przy Chruszczowie w roku 1961 zaczęto budować kanał niosący wodę z Dniepru na półwysep. Wtedy też zbudowano linie energetyczne na Krym.

Genseka bardzo martwił stan rolnictwa na Krymie. Gdy Józef Stalin w maju 1944 r. deportował Tatarów krymskich do Uzbekistanu, a na ich miejscu posadził Rosjan zwiezionych z różnych regionów ZSRR, kwitnący region przyszło zaopatrywać w prawie całą żywność.

- Osadnicy nie mieli pojęcia o przyrodzie naszej ziemi, o irygacji, o tym, co się tu udaje, a co nie. A i robić im się nie chciało, więc bardzo szybko zniszczyli ogrody i pola - mówił mi Ajder Asanow z Bakczysaraju.

Chruszczow ratunek widział w przesiedleniu na Krym mieszkańców Ukrainy zachodniej, którzy niedługo żyli w ZSRR i nie oduczyli się jeszcze pracować na ziemi. Rolnictwa Krymu nawet im się nie udało odbudować. Dziś 80 proc. żywności niezbędnej mieszkańcom żyznego regionu trzeba przywozić z zewnątrz.

Wśród ukraińskich internautów hitem stał się więc plan "zneutralizowania" zajmowanego przez Rosjan Krymu "w 15 minut". Pomysł jest prosty - wystarczy odciąć wodę, prąd oraz gaz i w ten sposób "wyłączyć" region. Tyle że i Rosja nie potrzebuje wiele czasu, by odciąć całą Ukrainę od dostaw gazu i w ten sposób rozłożyć gospodarkę kraju.

W Moskwie zdają sobie sprawę, że aneksja Krymu nawet bez wojny kosztować musi drogo. Dziś deficyt budżetu regionu jest ogromny - na bieżące wypłaty prorosyjskie samozwańcze władze regionu potrzebują od zaraz 1,1 mld dol.

Wczoraj premier Rosji Dmitrij Miedwiediew zarządził przyspieszenie budowy mostu między rosyjskim Półwyspem Tamańskim a Krymem przez szeroką na 5 km Cieśninę Kerczeńską, łączącą morza Azowskie i Czarne. Inwestycja ma kosztować 1 mld dol., co przy panującej w Rosji korupcji oznacza minimum 2 mld.

Prokremlowscy biznesmeni obiecują ponoć, że włożą w Krym 5 mld dol. To jednak nie zwolni Moskwy od obowiązku opłacania bieżących rachunków regionu, którego połowa budżetu pochodziła z przysyłanych z Kijowa dotacji. A półwysep może okazać się beczką bez dna.

Moskwa pod lufami pistoletów maszynowych niezidentyfikowanych ludzi w rosyjskich mundurach, którzy opanowali siedzibę parlamentu regionu, oddała władzę nad Krymem osobliwym ludziom.

Szefem rządu Autonomicznej Republiki Krym (region ma od 19 lat taki status z wyłączeniem samego Sewastopola) został 42-letni Siergiej Aksionow, znany miejscowym pod ksywą "Goblin". Krymscy blogerzy piszą o nim jako o rekieterze średniej klasy i publikują materiały milicyjne, z których wynika, że wymuszał pieniądze oraz był zamieszany w handel narkotykami. Do polityki przyszedł całkiem niedawno i dziś szefuje niezbyt popularnemu na Krymie ruchowi Ruska Jedność.

Sowietem Najwyższym, lokalnym parlamentem, kieruje zaś Władimir Konstantinow. Deputowany Andrij Senczenko w wywiadzie dla radia Swoboda opowiedział, że Konstantinow zgromadził spory majątek, bo wziął od tysięcy ludzi pieniądze na mieszkania i ani ich im nie dał, ani niczego nie zwrócił. Wyłudził też od banku duży kredyt pod zastaw domu, który wcześniej sprzedał.

Julia Łatynina, publicystka "Nowej Gaziety", napisała w poniedziałek, że ludziom, którym Kreml dał władzę na Krymie, wcale nie chodzi o to, by region stał się częścią Rosji, lecz niezależnym tworem, niby-państwem szczodrze finansowanym przez Moskwę. Liczą bowiem na to, że będą mogli "piłować", czyli chować do kieszeni przysyłane przez Moskwę fundusze.

Tak właśnie, jak przypomina Łatynina, dzieje się w Abchazji i Osetii Południowej - prowincjach odłączonych od Gruzji w wyniku wojny w 2008 r. Tam Moskwa śle ogromne sumy na odbudowę, a pieniądze przepadają.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.

Zobacz więcej na temat:

Zobacz także
Komentarze (136)
Zaloguj się
  • kreciek.i.plankton

    Oceniono 483 razy 379

    wiwat Wacław Radziwinowicz! oprócz tego, że świetnie napisane i bez niepotrzebnej pompy - jak ja lubię to dyskretne poczucie humoru, które go nie opuszcza nawet w takich razach - to pokazuje, dlaczego rosyjska władza jest takim zagrożeniem. rosyjska władza to koniec snu o klasie średniej i rządach prawa. za rosyjską władzą jak maruderzy idą kacyki od wyłudzania kredytów, szantażyści, cwaniaki ze swoimi złotymi sedesami, bezguście i złodziejstwo podniesione do rangi najwyższej cnoty.

  • la111da

    Oceniono 215 razy 183

    Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu - już Mickiewicz w "Sonetach krymskich" opisywał to właśnie o czym mowa w artykule, wielka literatura zawsze mówi prawdę!

  • acototak

    Oceniono 147 razy 125

    Inwestycja ma kosztować 1 mld dol., co przy panującej w Rosji korupcji oznacza minimum 2 mld

  • belferski

    Oceniono 130 razy 90

    Wodę pitną Armia Czerwona wkrótce dowiezie cysternami. Będzie racjonowana; tzn. WODA, nie armia.

  • inwestor_ltd

    Oceniono 86 razy 80

    Adolf Hitler nazywał Krym "sowieckim lotniskowcem na Morzu Czarnym". Krym jest bezwartościowy ekonomicznie, ale ma wymierną wartość strategiczną, ponadto z Krymu biegnie "skrót" na Kaukaz.

  • rezun-one

    Oceniono 105 razy 61

    Dziś to nie jest wielki problem.
    Potrafili zbudować Nord Stream, potrafią pokonać cieśninę Kercz, to dużo bliżej.

  • waldek20

    Oceniono 65 razy 37

    Z tego co gdzieś czytałem przez Ukrainę przepływa 60% Europejskiego gazu więc nawet gdyby Ukraińcy zakręcili kurek na Krym to nic by to nie zmieniło. Po prostu Rosja nie może odciąć całej Europy. A więc mogą ich odciąć bezkarnie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX