Profesor Piotr Winczorek w artykule "Liberałowie nie są sami" zwrócił uwagę na to, że w Polsce oprócz liberałów mieszkają także wyznawcy "autorytetu budowanego na fundamencie objawionej prawdy i moralnej racji, które z natury rzeczy mogą być tylko jedne i niepodważalne". Autor konkluduje, że "odwołanie się do prawd właściwych dla liberalnego etosu nie przekona tych, którzy etos ten odrzucają". Zgadzam się z oboma spostrzeżeniami.

Tylko wg mnie nie mają one żadnego znaczenia praktycznego, a przynajmniej nie powinny mieć dla państwa neutralnego światopoglądowo. Bo jaki można wyciągnąć praktyczny wniosek z tych spostrzeżeń?

Moim zdaniem uprawniony jest tylko jeden. Państwo nie powinno tworzyć prawa, które tej części społeczeństwa utrudniałoby lub uniemożliwiałoby życie w zgodzie ze swoim sumieniem. Ale tylko tyle.

Tworzenie przepisów, które nakładałoby obowiązek życia zgodnie z zasadami głoszonymi przez kościół na obywateli o innym światopoglądzie jest niedopuszczalnym rozszerzeniem tej zasady.
Pozostało 82% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.