Sąd średniowieczny

Włodzimierz Cimoszewicz
21.06.2012 , aktualizacja: 20.06.2012 18:40
A A A Drukuj
Włodzimierz Cimoszewicz

Włodzimierz Cimoszewicz (Fot. Sławomir Kamiński / AG)

Pani Dorota Rabczewska wypowiedziała kilka lat temu parę niezbyt mądrych i taktownych słów o twórcach Biblii. Została oskarżona o obrazę uczuć religijnych. W czasie procesu równie niemądrze się broniła, trywializując spór, zamiast dochodzić swojego prawa do wolności słowa i swobodnego głoszenia własnych poglądów. I oto w sądzie apelacyjnym, podtrzymującym wyrok sądu I instancji, została prawomocnie skazana.


Sąd bez jakiegokolwiek głębszego prawniczego wywodu uznał, że oskarżona uraziła uczucia religijne innych osób. Wobec braku jakiejkolwiek klarownej prawnej definicji uczuć religijnych sąd zapewne kierował się osobistymi poglądami na ten temat. Wyrok jest tak absurdalny w demokratycznym państwie prawnym, za jakie przynajmniej chcemy uchodzić, że aż prowokuje do podobnie nonsensownej reakcji. Można by sobie np. pomyśleć, że pani Doda miała jednak trochę szczęścia. Ten przeniesiony żywcem ze średniowiecza sąd mógł ją w końcu skazać na stos.

Ale rzecz jest zbyt poważna, by podsumować ją jedynie kpiną. Jest tu kilka kwestii odrębnych. Po pierwsze, sam wyrok. Sąd nie miał prawa zbyć milczeniem konfliktu wartości, który musiał rozstrzygnąć. Wolność słowa i poglądów [także antyreligijnych] oraz ochrona uczuć religijnych. Najwyraźniej sąd nie potraktował fundamentalnej wolności politycznej poważnie.

Po drugie, jest to ogólniejszy problem dość dużej łatwości, z jaką w wolnej Polsce ogranicza się wolność słowa. A to uczucia religijne, a to wartości chrześcijańskie, a to ochrona symboli państwa czy jego najwyższych przedstawicieli itd. Ta łatwość, z jaką przyjmowano, że są wartości wyższe niż wolność słowa, jest anachroniczna. Czas zrozumieć, że wiele innych demokratycznych społeczeństw dawno temu odeszło od podobnych przekonań. Orzecznictwo Sądu Najwyższego USA kilkadziesiąt lat temu postawiło tę wolność na szczycie praw i swobód oraz rygorystycznie ograniczyło jakiekolwiek wyjątki. Niestety, sądowi okręgowemu, który skazał panią Dodę, jest dość daleko do Sądu Najwyższego USA. A wstyd.

Po trzecie wreszcie, jest pytanie: co dalej? W tej konkretnej sprawie dobrze byłoby, żeby została ona potraktowana z jak największą powagą i wywołała publiczną dyskusję o jakości naszej demokracji. Z chęcią przyłączyłbym się do jakiejś inicjatywy solidaryzującej się z groźną kryminalistką panią Dodą. Chociaż nie jest ona osobą biedną, myślę, że publiczna zbiórka pieniędzy na tę kompromitującą nasze państwo grzywnę byłaby właściwą reakcją. Jest też kwestia utrzymania wyroku. Uważam, że prezydent RP, pamiętając o swojej dawnej działalności na rzecz wolności w Polsce, powinien natychmiast ułaskawić panią Rabczewską i jako znany gorliwy chrześcijanin zaproponować usunięcie z obowiązującego prawa ograniczeń tę wolność podważających. Okazuje się bowiem, że walka o nasze prawa nie skończyła się w 1989 roku.

ZOBACZ TAKŻE
  • 0