Doda, Larry Flint, wino i zioła

Wojciech Maziarski
20.06.2012 , aktualizacja: 19.06.2012 19:14
A A A Drukuj
Wojciech Maziarski

Wojciech Maziarski (Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

Doda winna obrazy uczuć religijnych. Nie wolno w Polsce mówić, że Biblię napisali faceci napruci winem i palący jakieś zioła. Gdy tak orzekł sąd I instancji, można się było jeszcze łudzić, że to pomyłka wymiaru sprawiedliwości, która rychło zostanie naprawiona. Jednak teraz, kiedy w II instancji wyrok został podtrzymany, pora bić w dzwony na trwogę i mobilizować się w obronie wolności słowa. Nasze konstytucyjne prawa są zagrożone - do Polski wkroczyła cenzura religijna
Wypowiedź Dody dla wielu była przykra, bulwersująca. Wywołała skandal i liczne sprzeciwy. I właśnie dla obrony takich wypowiedzi stworzono w demokratycznych państwach prawa konstytucyjne gwarancje wolności słowa. Swobody obywatelskie nie są potrzebne do obrony wypowiedzi niekontrowersyjnych i niewywołujących niczyjego sprzeciwu. Nie trzeba wspomagać jednostek płynących z prądem i dostosowujących się do zdania większości. Swobody obywatelskie są gwarancją dla płynących pod prąd. Dla tych, którzy narażają się współobywatelom. I to niezależnie od tego, czy mają rację, czy nie.

Sędziom, którzy orzekali w sprawie Dody, zalecałbym jako ćwiczenie warsztatowe wielokrotne uważne oglądanie filmu Milosza Formana "Skandalista Larry Flint". Jego bohater - postać dość antypatyczna i robiąca rzeczy zasługujące na potępienie - stając przed sądem, mówi do swoich współobywateli: dopóki prawo broni takich wrednych figur jak ja, dopóty wy możecie spać spokojnie, ufając, że wasze swobody są odpowiednio chronione.

Doda nie jest odrażającą postacią jak Larry Flint. Jest typową gwiazdką estrady, jakich pełno w popkulturze. Linia obrony przyjęta przez nią na procesie, polegająca na bagatelizowaniu jej własnego wystąpienia, wskazuje, że chyba nie uświadamia sobie, jak ważnej kwestii dotknęła i jak fundamentalną debatę otworzyła. Debatę o wolności słowa i jej granicach. Jednak to, że ona sama nie potrafi docenić znaczenia swoich własnych słów, nie zdejmuje odpowiedzialności z nas wszystkich, którzy uczestniczymy w życiu publicznym.

Zwracam się zwłaszcza do tych moich prawicowych kolegów, którzy wiele energii włożyli ostatnio w lobbing na rzecz interesów medialnego oligarchy Tadeusza Rydzyka, uznając to za walkę o wolność słowa w Polsce. Kochani, teraz naprawdę macie okazję bronić swobód obywatelskich. Czy zdobędziecie się na to, by stanąć w obronie praw osoby, której poglądów i systemu wartości nie podzielacie? Osoby, która głosi i reprezentuje wszystko to, co budzi Wasz zdecydowany sprzeciw. Was pytam, Tomku Terlikowski, Michale Karnowski, Bronisławie Wildsteinie, Janie Pospieszalski - i wielu innych. Pamiętajcie: dopóki prawo broni Dody, dopóty wy możecie spać spokojnie, ufając, że wasze swobody są odpowiednio chronione.

ZOBACZ TAKŻE
  • 0