W
Warszawie mają zjawić się przedstawiciele 15 stowarzyszeń kibiców z całej Polski, m.in. sławnej Wiary Lecha (ta od kibola "Litara", który opluł kibica podczas meczu reprezentacji Polski) oraz Stowarzyszenia Kibiców Legii
Warszawa (tego od "Starucha", który "z liścia" przyłożył piłkarzowi swej ukochanej Legii, a potem "skroił" szalik kibicowi przeciwnej drużyny) i zadawać trudne pytania m.in. o opóźnienie w budowie Stadionu Narodowego oraz jego rzekome wady konstrukcyjne.
"Rz" napisała przy tym, że "pomysł wywołał w Klubie
PiS kontrowersje. Władze obawiały się, by - jak to miało miejsce w kampanii wyborczej - nie przypisano PiS etykietki sojuszników kiboli".
Tu akurat prezes
Jarosław Kaczyński i jego giermkowie niczego obawiać się nie muszą. Przecież od czasu, gdy słynna obrończyni "Starucha" Beata Kempa skorzystała z okienka transferowego i zamieniła PiS na Solidarną Polskę, nikt o zdrowych zmysłach nie posądza partii prezesa o wykorzystywanie kibicowskiej braci do walki z rządem Tuska.
Ale do rzeczy, czyli młotkowania minister Muchy dokładnie na 100 dni przed rozpoczęciem
Euro 2012. Akurat tak się złożyło, że wypada to 29 lutego, gdy nasza reprezentacja zmierzy się w towarzyskim meczu z Portugalią. Na Stadionie Narodowym, który - jak wynika z ekspertyz - jest już gotowy na tak wielkie wydarzenia, a kibice (akurat nie ci ze stowarzyszeń) na potyczkę z Cristiano Ronaldo i jego kumplami walą drzwiami i oknami (sprawdziłem, bo chciałem kupić bilet).
To trochę wytrąca broń z ręki kibicom szykującym się przy wsparciu PiS do ataku na Muchę i rząd. Widocznie po innym transferze - Jacka Kurskiego, byłego wiceprezesa Lechii Gdańsk, także do SP - w PiS nie ma już piłkarskich fanów na tyle obeznanych z kopaniem piłki, by skojarzyć te dwa fakty.
A może w tym wszystkim nie o dobro polskiej piłki i polskiego sportu chodzi? Eeee tam, chyba zbyt podejrzliwy jestem.