"Ja nie za bardzo wierzę w państwowe emerytury, staram się zabezpieczyć tę przyszłość właśnie i przez oszczędności, i przez dobre relacje z moimi dziećmi, bo liczę, że to będzie pewniejsze niż te liczne, chimeryczne państwowe rozwiązania" - za te zeszłotygodniowe słowa wicepremiera Waldemara Pawlaka spotkała niezła młócka komentatorów, polityków.
Choć wicepremier podpisał się po prostu pod prawdą obiegową. Znaną z mądrości ludowych typu "jak sobie pościelisz tak się wyśpisz", "człowiek kowalem swego losu itp.". Ludzie tę prawdę wcielają w życie od dawien dawna. Rodzina pożycza sobie pieniądze, odnawia
mieszkania,
dzieci do swego domu dobudowują rodzicom pokój z kuchnią. Na wsi coś hodują. Ludzie na emeryturze dorabiają pilnując cudzych dzieci, sprzątając. Czyli pracując. Mają działki pracownicze. Każde z pracujących dzieci coś emerytowi dorzuci.
Co za rewelację Pawlak powiedział? Pieniądze od państwa rzeczywiście są chimeryczne - dopiero co państwo nasze drogie zabrało część pieniędzy z
OFE i wrzuciło do
ZUS. Ciągle jeszcze nie ma ustawy, która by pozwoliła chronić przed spadkami na giełdzie pieniądze w OFE należące do ludzi tuż przed emeryturą. Raz waloryzację dają procentową, raz kwotową.
Co więc sobie obywatelu sam zaoszczędzisz, to twoje. A jak nie zdołasz zaoszczędzić - licz na rodzinę, filantropię, no i na państwo też. Ale na ostatku. Jak widać Pawlakowi się oberwało za interpretację i propagowanie przysłów.