Na stronie internetowej Ministerstwa Cyfryzacji i Administracji natknąłem się na dokumentację projektu rozporządzenia w sprawie bazy danych geodezyjnych sieci uzbrojenia terenu. Rozporządzenie dotyczy m.in. struktury komputerowych baz danych. Informatycy często takie rzeczy opisują plikami XML, które człowiek jest w stanie przeczytać, a dla programów komputerowych to naturalny sposób wymiany informacji. Ministerstwo natomiast publikuje wydruk takiego pliku. Efekt? Zamiana go do odpowiedniego formatu to co najmniej pół dnia
pracy.
Ale mogło być gorzej. Reszta dokumentów powstała poprzez zeskanowanie czarno-białych kserokopii kolorowych dokumentów papierowych. Efekt? Minister Zdrojewski pisze: "W poniższym wykazie obiekty przestrzenne, które mogą być wpisane do rejestru zabytków oznaczono kolorem zielonym". I dalej mamy obszerną listę ciągnącą się na cztery strony A4. Czarno-białą. Kolor zielony zniknął w procesie kopiowania i skanowania.
Sprawa byłaby tylko komiczna, ale pokazuje poważniejszy problem.
Większość dokumentów udostępnianych na rządowych stronach to pliki PDF, przygotowane w taki sposób, że nie da się ich odczytać maszynowo. Jako obywatele, nie jesteśmy w stanie przeszukiwać treści dokumentów urzędowych, porównywać łatwo różnych wersji tekstów. Niektórzy z nas nie mają kompletnie szans zapoznać się z pracami administracji - oprogramowanie czytające mowę, używane przez niewidomych, nie jest w stanie poradzić sobie z taką kserokopią dokumentu.