Ów student i kibic Korony
Kielce w pisemku kibicowskim popełnił kilka tekstów, w których nazywał emigrantów "kolorowymi osobnikami", "intruzami", których ojcowie mieszkali w "lepiankach z g... wielbłąda". Napisał też, że "białym, rdzennym mieszkańcom" Zachodniej Europy zagraża "czarny rasizm". A premiera Donalda Tuska nazwał "ćwokiem i prostakiem" i porównał do Goebbelsa.
Może nic by w tym nie było dziwnego, gdyby nie to, że niedawno
Sąd Najwyższy oddalił skargę kasacyjną prokuratury na wyrok wrocławskiego sądu, który nie dopatrzył się przestępstwa w skandowaniu przez demonstrantów z NOP-u haseł takich, jak "Europa dla białych, Afryka dla HIV", "Biała siła, czarna kiła", "Każdy inny, wszyscy biali". I że swojego czasu (2008r.) prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie o obrazę prezydenta (Kaczyńskiego) przez Janusza Palikota, który nazwał go "chamem". Zaś niecały miesiąc temu umorzyła sprawię warszawskiego radnego
PiS-u Macieja Maciejowskiego, który prezydenta (Komorowskiego) nazwał "bydlęciem" i "pajacem". Nie dopatrzyła się znamion przestępstwa. A kielecki sąd tych znamion dopatrzył się w "ćwoku" i "prostaku".
Można powiedzieć: NOP czy Palikot mieli szczęście, kibic Korony - pecha. Tylko, że reakcja państwa - którego organami są sądy i prokuratura - nie powinna zależeć od czyjegoś szczęścia czy pecha. O tym mówi art. 2 konstytucji, z którego wywodzi się zasadę pewności prawa. Tymczasem w sprawach mowy nienawiści i granic wolności słowa mamy zasadę totalnej niepewności.
Kibic nazwał premiera "medialną dziwką". Jest wyrok