http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kibole napadli na piłkarzy. Siedmioletnich

Grzegorz Kubicki, Katarzyna Fryc
2012-02-14, ostatnia aktualizacja 2012-02-13 22:04

Drużyny startujące w turnieju w Redzie. Trzecia z prawej to piłkarze Lechii Gdańsk, których później zaatakowali kibole
Drużyny startujące w turnieju w Redzie. Trzecia z prawej to piłkarze Lechii Gdańsk, których później zaatakowali kibole
FOT.ARCHIWUM PRYWATNE

Grupa kiboli Arki Gdynia zaatakowała piłkarzy Lechii Gdańsk z rocznika... 2004! Napastnicy zrywali z dzieci koszulki i bili rodziców, którzy stanęli w ich obronie. - Jak mamy im teraz wytłumaczyć, że to byli bandyci, że zabawa w piłkę wcale tak nie wygląda - pyta załamany trener Lechii

SONDAŻ
Kibole to problem?

tak, czarno widzę, co będzie za 4 miesiące
nie, media z igły robią widły
nie interesuje mnie ani piłka, ani Euro 2012

W ogólnopolskim turnieju halowym, który odbył się w Redzie (woj. pomorskie), grały dzieci do lat dziewięciu. Lechia przyjechała nawet z zespołem z rocznika 2004, a więc z drużyną siedmiolatków.

W niedzielę ok. godz. 16 do hali wtargnęli pseudokibice Arki, którzy rzucili się na młodziutkich piłkarzy Lechii.

- Około 15 bandytów w wieku 20-30 lat, niektórzy w kominiarkach, zdzierało z dzieci koszulki Lechii, zabierało im szaliki. W obronie dzieci stanęli rodzice. Kiedy wybiegłem z szatni, bo usłyszałem krzyki, jeden z nich leżał już zakrwawiony na podłodze - relacjonuje trener młodych piłkarzy Lechii Grzegorz Grzegorczyk i dodaje: - Płacz dzieci był porażający.

Kibole pobili rodziców, jeden z nich, który ucierpiał najbardziej, został przewieziony do pomorskiego Centrum Traumatologii w Gdańsku.

- Podszedł do mnie jeden z napastników i powiedział, żebym oddał szalik. Nie zgodziłem się, więc najpierw mnie szarpnął, a potem uderzył. Upadłem. Wtedy podbiegli kolejni chuligani, zaczęli mnie kopać po głowie i wrzeszczeć "Arka Gdynia!". Potem uciekli - powiedział Radiu Gdańsk Krzysztof Bohdan, jeden z rodziców.

Rodzice młodych piłkarzy z Gdańska chodzili w hali i przed nią w szalikach Lechii. - I co tego? Mieliśmy szaliki, bo dopingowaliśmy nasze dzieci. Szaliki nosili też opiekunowie piłkarzy Warty Poznań czy Jagiellonii Białystok - mówi jeden z zaatakowanych rodziców. Drugi dodaje: - Gdyby to byli jacyś gówniarze, to pewnie dalibyśmy sobie radę. Ale to była duża grupa dryblasów, którzy rzucili się na dzieci. Mojemu synowi próbowali zerwać nawet frotkę, którą miał na ręce.

Trener Grzegorczyk: - To były karczycha, takie koksy.

Zaatakowani rodzice natychmiast powiadomili policję.

- Choć posterunek znajduje się zaledwie 100 m od hali, radiowóz pojawił się dopiero po 20 minutach. A następny po kolejnych 20. Dla nas był to oczywiście koniec turnieju. Dzieci nie były w stanie grać, a nawet rozmawiać z mamą czy tatą - mówi Grzegorczyk.

- Zdarzenie trwało kilkanaście sekund - tłumaczy asp. sztab. Wiesław Krause z Komendy Powiatowej Policji w Wejherowie, która bada sprawę. - Ale ustalamy już, kim byli sprawcy. Ma nam w tym pomóc zapis z monitoringu.

W poniedziałek przed godz. 15 właśnie dzięki zapisowi z kamer policjanci zatrzymali trzy pierwsze osoby podejrzane o napaść. - Zatrzymani są pełnoletni. Są przesłuchiwani w komisariacie w Redzie - informuje sierżant Michał Sienkiewicz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku.

Postępowanie odbywa się pod nadzorem prokuratury rejonowej w Wejherowie. Wczoraj wieczorem przesłuchiwano też świadków zdarzenia.

Młodzi piłkarze Lechii będą potrzebowali pomocy psychologa. - To nieuniknione. 90 proc. dzieci nie przespało nocy, nadal nie rozumieją, co się właściwie stało. Jak mamy im wytłumaczyć, że to byli tylko bandyci, że zabawa w piłkę wcale tak nie wygląda - pyta trener Lechii.

Kilkadziesiąt minut po napadzie w hali pojawili się... kibice Arki.

- Ale to byli zupełnie inni ludzie, dużo starsi. Powiedzieli, że kiedy tylko dowiedzieli się o zajściu, postanowili przyjechać, przeprosić i podkreślić, że oficjalna grupa kibiców Arki nie ma z tym nic wspólnego - mówi Grzegorczyk.

A jeden z rodziców dodaje: - Ci drudzy byli w porządku. Przez pół godziny przepraszali nas i dzieci, zapewniali, że odzyskamy wszystko, co straciliśmy. I powiedzieli, że potrzebują kilku dni, żeby namierzyć sprawców i podać ich dane policji.

- Będziemy szukać napastników, nie zostawimy tak tego - potwierdza Tomasz Urbaniak, prezes Stowarzyszenia Kibiców Gdyńskiej Arki. - Nie da się ukryć, że meczom towarzyszy czasem agresja, wrogie zachowanie kibiców, ale ludzie! Nie wtedy, kiedy grają dzieci!

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 4
  • 113 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    70 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':