Szeroko reklamowany film dokumentalny "Lekcja polskiego", który w niedzielę wieczorem nadała
telewizja Białoruś 1, to paszkwil na polskich dyplomatów pracujących na Białorusi.
Autorzy dokumentu twierdzą, że to właśnie polska dyplomacja stoi za zamieszkami, do których doszło 19 grudnia 2010 r. w Mińsku po ogłoszeniu wyników wyborów prezydenckich. Białoruskie służby specjalne brutalnie spacyfikowały wówczas opozycjonistów protestujących przeciwko sfałszowaniu wyborów przez prezydenta Aleksandra Łukaszenkę.
Jako dowód polskich machinacji przedstawiono polską depeszę dyplomatyczną opisującą przekazanie przez polski
MSZ 80 tys. euro Uładzimirowi Nieklajeuowi liderowi opozycyjnego ruchu Mów Prawdę!. Według autorów filmu dokumentalnego właśnie za te pieniądze 19 grudnia do Mińska ściągnięto działaczy opozycji, i nie po to, by protestować przeciwko wynikom wyborów, tylko by dokonać zamachu stanu.
Depesza jednak nie jest żadną sensacją. Już rok temu było o niej głośno, gdy przesłano ją do kilku polskich redakcji. Szybko okazało się, że dokument obfitujący w rusycyzmy to fałszywka wytworzona najprawdopodobniej przez białoruskie służby specjalne.
W filmie pokazano też "materiały operacyjne" białoruskich służb specjalnych: wykonane w więzieniu KGB nagranie przesłuchania opozycyjnego kandydata na prezydenta Alesia Michalewicza, który opowiada o swych przyjaznych stosunkach z dyplomatami, oraz nagrane ukrytą kamerą przekazywanie pieniędzy dla jednego z działaczy za wyrobienie polskiej wizy.
- Niejawne finansowanie białoruskiej opozycji zawsze rodzi korupcję. Podział pieniędzy odbywa się w następujący sposób: "Ty mnie, a ja tobie" - twierdzi Białoruś 1 i oskarża opozycję, że kradnie pieniądze, które dostaje od Polaków na działalność polityczną, a także, że załatwia polskie wizy na lewo i na tym zarabia. Polscy dyplomaci patrzą na to przez palce.
"Lekcja polskiego" to nie pierwszy tego typu atak reżimu na Polskę. Dwa tygodnie temu wyemitowany został serial "Tałasz", który opowiada o walkach Białorusinów z Polakami w trakcie wojny polsko-bolszewickiej. Polacy są przedstawiani w nim jako mordercy.
- To zemsta władz - komentuje ataki reżimowych mediów Uładzimir Niaklajeu, lider opozycyjnego ruchu Mów Prawdę! -
Polska była jednym z państw, które doprowadziły do zaostrzenia stanowiska Unii Europejskiej wobec Białorusi - mówi opozycjonista. Jego zdaniem reżimowe media próbują straszyć społeczeństwo rzekomym polskim imperializmem, a jednocześnie chcą zdyskredytować opozycję, przedstawiając ją jako sługusów "polskich panów", którym marzy się zajęcie połowy Białorusi i ciemiężenie Białorusinów.
- Reżim nie może istnieć bez wrogów, więc propaganda mu ich tworzy. Wróg wewnętrzny to opozycja, a zewnętrzny to Polska - opisuje politolog Walery Karbalewicz.
Andrzej Poczobut, Grodno