Generał Isa al-Chuli, który jednocześnie był lekarzem i specjalistą od fizjoterapii w wojskowym szpitalu Hamajsz w Damaszku, wyszedł z domu wcześnie rano. Tuż pod jego domem czekało trzech uzbrojonych napastników, zginął na miejscu. - Zginął z rąk jednego z ugrupowań terrorystycznych odpowiedzialnych za chaos w Syrii, które teraz wzięły na cel kwiat syryjskich intelektualistów - obwieściła rządowa agencja SANA.
W rzeczywistości za zamachem najpewniej stoi Syryjska Wolna Armia (SWA) złożona głównie z dezerterów. Od lipca wojuje ona z armią reżimu Baszara al-Asada, który od roku krwawo tłumi protesty Syryjczyków i ignoruje wezwania do ustąpienia.
Wykształconego we Francji i w Rumunii Al-Chuliego najpewniej zgubiły rodzinne koneksje. Wywodził się z alawitów, szyickiej sekty, z której pochodzi rodzina Asadów i większość oficerów armii. W dodatku był spokrewniony z Muhammadem al-Chulim, byłym szefem wywiadu lotniczego, najważniejszej i okrytej ponurą sławą części syryjskiej bezpieki. To pierwszy taki atak w Damaszku, do tej pory zamachy na oficerów reżimu miały miejsce głównie w najbardziej zbuntowanym mieście Homs i w Idlibie na północy kraju.
W niedzielę w Kairze spotkali się przedstawiciele Ligi Państw Arabskich, żeby ustalić dalsze działania dyplomatyczne w sprawie syryjskiego kryzysu. W ubiegły weekend rezolucja wzywająca Asada do oddania władzy i utworzenia rządu jedności narodowej została zawetowana w Radzie Bezpieczeństwa przez Rosję i
Chiny. A odwiedzając Asada, szef rosyjskiej dyplomacji
Siergiej Ławrow podkreślił rosyjskie poparcie dla reżimu.
Od tego czasu z różnych stron napływają propozycje innego rozwiązana kryzysu.
Turcja chce zwołać u siebie konferencję "przyjaciół Syrii", Stany Zjednoczone zapowiadają "nowe formy nacisku na reżim", a więc najpewniej kolejne sankcje, nawet Pekin zapowiedział spotkanie z przedstawicielami opozycji. Z kolei Liga Państw Arabskich rozważa wysłanie do Syrii kolejnej misji obserwacyjnej, która tym razem miałaby być połączona z misją ONZ. Właśnie o nowej misji mieli w niedzielę rozmawiać w Kairze członkowie Ligi.
Sudański generał Muhammad ad-Dabi, szef wysłanej w grudniu poprzedniej misji obserwatorów, którzy przez miesiąc sprawdzali, co dzieje się w Syrii, w niedzielę zrezygnował ze stanowiska. Obserwatorzy byli wtedy ostro krytykowani przez syryjską opozycję, według której ich misja była jedynie przykrywką dla zbrodni reżimu.
W weekend do internetu trafiło nagranie szefa al-Kaidy Ajmana az-Zawahiriego, który chwali na nim opozycję i nawołuje do walki z reżimem "dławiącym wolny naród syryjski". Wezwał on też wszystkich muzułmanów do wsparcia "syryjskich braci". To nie pierwsze takie nagranie, Zawahiri już raz pochwalił syryjskie protesty, wzbudzając oburzenie opozycji, która zdecydowanie odżegnuje się od Al-Kaidy i jej szefa.
Walka między zwolennikami reżimu i rebeliantami w weekend rozlała się na sąsiedni
Liban. W mieście Trypolis na północy kraju doszło do starć między sunnitami i alawitami, zginęły dwie osoby, blisko 30 zostało rannych. Sytuacja uspokoiła się dopiero wtedy, kiedy do miasta wkroczyło wojsko.
Nadal trwa oblężenie miasta Homs, gdzie według opozycji w ciągu ostatniego tygodnia zginęło co najmniej 400 osób. Wojsko weszło też do Zabadani przy granicy z Libanem, gdzie wcześniej SWA udało się na krótko przejąć kontrolę.