http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Grammy żegna Whitney Houston

Robert Sankowski
2012-02-12, ostatnia aktualizacja 2012-02-12 16:07

Whitney Houston na gali przed rozdaniem nagród Grammy, 12 lutego 2011
Whitney Houston na gali przed rozdaniem nagród Grammy, 12 lutego 2011
Fot. PHIL McCARTEN REUTERS

Po raz 54. w hali Staples Center w Los Angeles rozdane dziś zostaną muzyczne odpowiedniki Oskarów. Tegoroczna ceremonia upłynie pod znakiem zmian, jakie do regulaminu zdecydowała się wprowadzić przyznająca nagrody Akademia, występu Adele, która właśnie galę Grammy wybrała na miejsce powrotu na scenę po operacji strun głosowych oraz specjalnego hołdu, jaki twórcy widowiska złożą zmarłej w sobotę Whitney Houston

SONDAŻ
Którą piosenkę Whitney Houston lubisz najbardziej?

I will always love you
I wanna dance with somebody
One moment in time
I'm every woman
Inną niż wymienione
Nie lubię jej piosenek
Nie znam piosenek Whitney Houston

To nie jest zwykła kosmetyka. To jest prawdziwa rewolucja. Zwłaszcza jak na instytucję tak skostniałą jak odpowiedzialna za Grammy National Academy Of Recording Arts And Sciences. Przyznawana przez to ciało nagroda od lat uchodzi za najbardziej prestiżowe wyróżnienie, jakie otrzymać może muzyk. Bez względu na to, czy jest wykonawcą estradowym, czy występuje w filharmonii - Grammy to zawsze ostateczne potwierdzenie talentu i pozycji. Tym bardziej, że to nagroda amerykańska, a tamtejszy rynek muzyczny uważany jest za najtrudniejszy i najbardziej wymagający na świecie.

Przy okazji Grammy to także ogromny atut promocyjny, który podkręca sprzedaż płyt. I w samej Ameryce, i poza jej granicami. W Stanach Zjednoczonych jest co prawda kilka innych podobnych nagród. Na przykład American Music Awards, gdzie na zwycięzców głosują zwykli słuchacze, albo Billboard Awards przyznawane za najlepsze wyniki sprzedaży. Grammy jest jednak wyjątkowe, bo podobnie jak filmowy Oscar, wręczane jest artystom i związanym z biznesem muzycznym specjalistom przez samą branżę - odpowiedzialna za nagrodę Akademia składa się z muzyków, producentów, inżynierów dźwięku i innych związanych z muzyką profesjonalistów.

W Grammy jest jednak coś paradoksalnego. Obiekt marzeń każdego robiącego międzynarodową karierą muzyka na przestrzeni dekad stał się jednocześnie synonimem i sukcesu, i muzycznej konserwy. Sama Akademia była niemiłosiernie krytykowana za sztuczne pompowanie nagrody do absurdalnych rozmiarów oraz - co być może nawet jeszcze ważniejsze - artystyczny i stylistyczny konserwatyzm. Jako ostateczny dowód tego pierwszego przeciwnicy Akademii wskazywali zawsze nieczytelną, rozdmuchaną do granic rozsądku listę nagradzanych kategorii. W ostatnich latach było ich zawsze ponad 100. Nagrody przyznawano w tak egzotycznych i niszowych gatunkach jak tropical latin, cajun i zydeco czy muzyka hawajska. Absurdalnego rozdęcia nie uniknęły też bardziej popularne kategorie. W ubiegłym roku sami artyści country rywalizowali aż o siedem nagród, w tym tak szczegółowych jak "najlepsze wykonanie wokalne przez duet lub grupę".

Akademia ostatecznie dostrzegła potrzebę zmian w formule Grammy. Już od kilku lat z listy nagród znikały kolejne pozycje. Pożegnaliśmy się między innymi z odrębną kategorią "polka", w której regularnie zwyciężali nasi rodacy. Coś zmieniło się także w estetycznej świadomości członków Akademii. Szacowne gremium przyzwyczaiło do bardzo ostrożnych i zachowawczych głosowań. A jednak w ubiegłym roku w jednej z najważniejszych kategorii "płyta roku" wskazało ku ogólnemu zaskoczeniu na (swoją drogą świetną) płytę kanadyjskiej formacji alternatywnej Arcade Fire, która w ten sposób pokonała takie gwiazdy jak Lady Gaga czy Eminem.

To wszystko jednak było tylko przygotowaniem do tegorocznej edycji. W 2012 Akademia zdecydowała się na radykalne ruchy. Cięcia sięgnęły bardzo głęboko. Z ubiegłorocznych 109 kategorii zrobiło się tylko 78. Z niektórych działów, w których przyznawano Grammy zrezygnowano całkowicie, inne zostały połączone w jedną kategorię pod nową, wspólną nazwą (tak na przykład wszystkie odmiany amerykańskiej muzyki etnicznej, folkowej i regionalnej teraz walczą o Grammy dla "american roots music"). W niektórych gatunkach rezygnowano z podziałów na solistów i zespoły (tak jest między innymi w przypadku muzyki rockowej), Grammy zerwało też z podziałem według płci - od tego roku wokaliści i wokalistki mierzą się ze sobą w tych samych kategoriach. - Zależało nam na tym, aby wszystkie główne gatunki miały ten sam, czytelny zestaw kategorii. Wcześniej w wielu wypadkach zbyt szczegółowy podział był niczym innym jak dzieleniem włosa na czworo - przyznała samokrytycznie Akademia w specjalnym oświadczeniu anonsującym tegoroczne zmiany. Nowe idzie jednak nie tylko w samej formule, ale i treści nagrody. Wystarczy spojrzeć na najbardziej popularne kategorie. Nieomal nie ma tu wykonawców, których staż na scenie przekraczałby 20 lat, a zdecydowaną większość stanowią debiutanci z ostatniej dekady. Sporo z nich to artyści wiązani jeszcze chwilę temu ze sceną alternatywną jak Bon Iver, Mumford & Sons, Black Keys czy Skrillex.

To spory przewrót, ale pewne rzeczy w Grammy mimo wszystko pozostają niezmienne. Nawet w tej nowej formule najważniejsze pozostają nagrody w tak zwanym "general field" - czterech najważniejszych kategoriach: "płyta roku", "piosenka roku", "nagranie roku" (Akademia odrębnie honoruje twórców i wykonawców utworów, jak i ludzi odpowiedzialnych za ich studyjną rejestrację) oraz "najlepszy nowy artysta". W aż trzech z nich szansę na wygraną ma Bon Iver. poprzedzająca galę giełda kręci się jak zwykle. Jej liderem jest raper Kanye West, który mimo radykalnego cięć kategorii ma szansę na aż siedem statuetek. O jedną szansę mniej mają zespół Foo Fighters oraz wokalista Bruno Mars. W sześciu kategoriach nominacje ma też Adele. Brytyjska wokalistka będzie być może największą gwiazdą 54. gali Grammy. Może wyjść ze Staples Center z kilkoma nagrodami, ale też zaśpiewa na żywo. Grammy to tradycyjnie nie tylko same nagrody, ale i występy.Tym razem na gali zaśpiewają między innymi weteran Tony Bennett, Paul McCartney, Bruce Springsteen oraz Coldplay w duecie z Rihanną.

Największe emocje wzbudza jednak właśnie Adele. Fantastycznie sprzedająca się w ubiegłym roku wokalistka przeszła kilka miesięcy temu poważną operację strun głosowych. Gala w Los Angeles to jej pierwszy publiczny występ po rekonwalescencji. Niedzielny wieczór w Staples Center pokaże więc nie tylko, czy do Adele należy dzisiejsza scena muzyczna, ale i czy ta dziewczyna wróciła do formy, która da jej szansę na kontynuowanie świetnej passy w przyszłości. Innym niezwykle ważnym momentem tegorocznej gali będzie specjalny fragment show poświęcony pamięci Whitney Houston. Wokalistka miała wieczorem zasiąść wśród innych gwiazd na widowni w Staples Center. Niestety w sobotę znaleziono ją martwą w hotelowym pokoju. Organizatorzy Grammy zareagowali natychmiast - do programu gali wprowadzili punkt, w którym artyści złożą hołd zmarłej wokalistce. Główna rola w tej ceremonii ma przypaść Jennifer Hudson - prywatnie wielkiej fance Whitney - która wykona wiązankę utworów z repertuaru Houston. Ostateczny zestaw piosenek nie został ujawniony przed galą.

54. gala Grammy rozpocznie się dziś 0 2 w nocy polskiego czasu. Transmisję z uroczystości już o północy relacją z czerwonego dywanu zaczyna stacja E! Entertainment



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':