Dziś niemal nikt mieszkańcom Grecji nie współczuje. Przeciwnie, im częściej protestują przeciw cięciom, tym więcej gniewu kieruje się przeciw nim. Bo to, że strajkują i wychodzą na ulice, dowodzi w oczach Europy tylko tego, jak bardzo są zatwardziali w swych grzechach. Ten gniew jest podszyty fałszywym przekonaniem, że gdyby nie grecki kryzys, w Europie wciąż panowałby jaki taki spokój i porządek. Odżywają przy okazji stare, nigdy nie wygaszone, niechęci bogatszej Północy do słabiej rozwiniętego Południa. W Polsce to posyłanie Greków do diabła ma jeszcze jedną przyczynę: możemy to robić wespół z bogatymi społeczeństwami Północy i choćby w ten sposób być w tym samym klubie.
Tak tworzymy w Europie społeczeństwo pariasów. Społeczeństwo złych, niegodnych pomocy i nie potrafiących sobą rządzić. To już nie ludzie w obliczu życiowej klęski, nie obywatele, tylko europejska mierzwa, którą należałoby zarządzać specjalnymi środkami, by była posłuszna. Ten stosunek do Greków to ciekawe laboratorium europejskiej czy w ogóle ludzkiej solidarności, gdy każdy czuje się zagrożony. Niechęć, pogarda i pragnienie dyktatu - właśnie widzimy, jak to paliwo podgrzewa politykę w Europie. A wyłaniające się z tego przesłanie brzmi: dla przegranych nie ma litości.
Panuje powszechne przekonanie, że greckie strajki i protesty to absurd. Ale zapewne każde społeczeństwo europejskie wyszłoby na ulicę, gdyby aplikowano mu takie cięcia i gdyby tak znacznemu pogorszeniu sytuacji życiowej towarzyszyły ponure zapowiedzi, że przez lata może być tylko gorzej. Gdy usuwa się ludziom spod nóg teraźniejszość i amputuje przyszłość, buntują się niezależnie od tego, w jakim stopniu sami zawinili swemu położeniu. Dlatego to, co dzieje się z Grecją, niekoniecznie świadczy o nieodpowiedzialności Greków. Natomiast z całą pewnością, świadczy o tym, że stosowane tam recepty ekonomiczne na kryzys rozjechały się z politycznym rozsądkiem.
Tym to ważniejsze, że teraźniejszość Grecji może okazać się przyszłością Polski i innych krajów Europy, jeśli kryzys nas ostro ściśnie. Zamiast więc, przynajmniej w Polsce, tak dzielnie walczyć z Grekami, warto zastanawiać się nad sensownością obecnych poczynań wobec Grecji.
Źródło: Gazeta Wyborcza