http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dlaczego wierzę. Do Krzysztofa Vargi

Anna Connolly
2012-02-12, ostatnia aktualizacja 2012-02-12 20:21
Kraków, 9 października 2010, Marsz Ateistów i Agnostyków
Kraków, 9 października 2010, Marsz Ateistów i Agnostyków
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Napisał pan, że wiara jest deską ratunku, ale nabitą gwoździami. Tak, można się na drodze wiary mocno poranić. Ale my, chrześcijanie, wierzymy, że u kresu tej drogi będzie na nas czekać coś wspaniałego

Kraków, 10 października 2009, Marsz Ateistów i Agnostyków, zorganizowany przez Młodych Wolnomyślicieli
Fot. Michal Lepecki / Agencja Gazeta
Kraków, 10 października 2009, Marsz Ateistów i Agnostyków, zorganizowany przez...
Szanowny panie Krzysztofie,

Z wielką uwagą przeczytałam pana artykuł pt. "My, ateiści" ("Gazeta" z 4-5 lutego br.). Moje stałe punkty w lekturze "Gazety Wyborczej" to Arka Noego oraz pana felietony, a tu trafiło mi się dwa w jednym!

Chciałam panu jako teistka odpowiedzieć na te wszystkie argumenty ateistów, które pan przytacza. Nie wiem, czy to pana przekona, ale chodzi mi raczej o to, żeby pokazać, że my, teiści, też zastanawiamy się nad tymi wszystkimi trudnymi sprawami.

Po kolei postaram się odpowiedzieć na najbardziej istotne (według mnie) zagadnienia, które pan porusza.

***

Po pierwsze, pisze pan z uznaniem, że ateiści odrzucili jakąkolwiek wiarę oprócz tej w Rozum. Czy jednak ta wiara także nie jest jakąś postacią religii? Według rosyjskiego filozofa Lwa Szestowa ludzie ubóstwili Rozum, postawili go na miejscu Boga.

Szestowowi wydało się to godne pożałowania, widział, że taka postawa wynika wprost z przejęcia przez chrześcijaństwo i w rezultacie całą kulturę europejską wzorców z filozofii starożytnej. Judaizm, czyli korzenie chrześcijaństwa, ubóstwiał tylko Boga, nieogarnionego przez rozum ludzki. Ateny nie mogą według Szestowa konkurować z Jerozolimą. Prowadzi to do ubóstwienia rozumu, który jest ograniczony w swoich możliwościach i do porzucenia istoty religii, jaką jest zawierzenie niepojętemu Bogu, na wzór Abrahama.

Rozum nie ma monopolu na poznanie. Nawet w pewnym sensie należy zawiesić jego działanie, aby dostąpić poznania pewnych spraw duchowych (np. dążenie do oświecenia w buddyzmie zen). Dlatego religie nie absolutyzują rozumu.

Nie twierdzę tu, że Szestow mnie we wszystkim przekonuje, ponieważ ta kombinacja myśli greckiej z judaizmem stworzyła fantastyczną teologię chrześcijańską i stała się podstawą nowożytnej filozofii i nauki. A jednak Szestow z taką pasją pisze o tych skrajnościach ateńskiego rozumu i wiary Jerozolimy, że kiedy się go czyta, jest się absolutnie przekonanym, że tylko on ma rację. Jest coś więcej niż Rozum, jest coś lub ktoś, kto go przekracza, i właśnie dążenie do poznania tej wyższej rzeczywistości lub osoby jest sednem wiary religijnej.

***

Drugi temat, według mnie najważniejszy w tej dyskusji ateistów z teistami, to cierpienie świata i zło. Dlaczego Bóg pozwala na zło? Na niewinne cierpienie?

Odwieczne pytanie, na które nie ma odpowiedzi. Dlatego świetnie rozumiem postawę ateistów. Odrzucają Boga, który pozwala na taki ogrom cierpień i nie przeciwdziała im, choć mógłby to zrobić. Nie chcą mieć z takim Bogiem nic wspólnego.

Tematy te nie są obce tradycji judaistycznej. Podejmuje je jedna z najciekawszych ksiąg Starego Testamentu, Księga Hioba. Hiob, na którego spadły wszelkie możliwe nieszczęścia, zadaje Bogu trudne, bezczelne wręcz, rozpaczliwe pytania o przyczynę swego cierpienia. Skraca wielki dystans między sobą a Bogiem, właściwy tradycji judaistycznej, zachowuje się wobec Niego bez szacunku, zarzuca Mu niesprawiedliwość i okrucieństwo. Wyrzuca Mu: "Jak to, Boże, czy to Ty jesteś sprawcą zła na świecie? Gdzie Twoja sprawiedliwość, skoro zło jest udziałem niewinnych, a grzesznicy cieszą się powodzeniem?".

Bóg docenia tą szczerość Hioba, tą walkę. Bóg chce, aby człowiek był dla Niego partnerem, choćby zadawał Mu niewygodne pytania, choćby sprzeciwiał się Mu. "Objawię się tym, którzy ze mną walczą" - mówi Bóg Starego Testamentu.

Bóg nie chce lizusów i pochlebców. Bóg chce szczerości i prawdy. Na końcu historii o Hiobie pochwalił Hioba: "Mój sługa Hiob mówił o mnie prawdę" (w przeciwieństwie do przyjaciół Hioba, którzy chcieli Boga usprawiedliwić). Objawił się Hiobowi w sposób mistyczny, tak że Hiob zamilkł i nie miał już nic do powiedzenia w rezultacie tego silnego przeżycia, jakim było ujrzenie Boga.

Księga Hioba mówi więc, że doświadczenie Boga jest jedynym argumentem na ludzkie hiobowe pytania. Jedyne, co w obliczu straszliwego świata może przekonać kogoś o istnieniu Boga, to doświadczenie Go bądź uwierzenie komuś, kto Go doświadczył. Źródłem wszystkich religii jest takie doświadczenie Boga przeżyte przez pewnych ludzi. Takimi ludźmi byli Abraham, Mojżesz, Budda, Mahomet, Jezus.

Ponieważ z tych wszystkich postaci największe na mnie wrażenie wywarł Jezus, jestem teraz chrześcijanką. Mimo że urodziłam się w katolickiej rodzinie, nie czułam się nigdy pod presją, aby pozostać katoliczką. Przez wiele lat nie identyfikowałam się z żadną religią. Po przestudiowaniu tego, co mają do powiedzenia różne religie, doszłam do wniosku że zawierają tak samo "nieprawdopodobne" teorie jak dogmaty katolicyzmu, więc pomyślałam, że religie się dla mnie nie nadają. Do czasu, kiedy po prostu w pewnym momencie uwierzyłam w Boga i katolickie dogmaty.

Stało się to na pewno po części za sprawą mojej tęsknoty za Bogiem, a częściowo za sprawą samego Boga, przynajmniej ja to tak odczuwam. Jeśli już bym miała świadomie wybierać, to katolicyzm nie byłby moim pierwszym wyborem. Więc odczuwam to moje nawrócenie jako łaskę, czyli coś dla mnie dobrego, ale niezależnego ode mnie, czemu nie mogłam się oprzeć.

Na pewno to, że Jezus mnie zawsze fascynował, miało swój wielki udział w tej łasce. Jezus jest dla mnie postacią całkowicie wyjątkową i Jego przesłanie jest dla mnie niesłychanie uwalniające i oświecające. Leszek Kołakowski, mimo że przecież nie przyznawał się do wiary ani niewiary, miał cudowną zdolność uchwycenia pewnych spraw chrześcijańskich. On to właśnie wyjaśnił mi rozumowo, dlaczego się tak zachwycam Jezusem i Jego podejściem do życia. Opisał to dokładnie w pewnym swoim przenikliwym eseju o Jezusie. Poza tym świetnie wyjaśnił mi całą tę niejasną sprawę z odkupieniem.

A więc ludzie zaczynają wierzyć w Boga mimo okropności świata dlatego, że uwierzyli np. Jezusowi albo Buddzie. Niektórzy też sami mają to szczęście, że doświadczają Boga na sposób mistyczny. Jezus widział świat w całej jego niedoskonałości, a jednak nazywał Boga swym Ojcem, modlił się do Niego, czynił cuda Jego mocą. Wiem, że argument o cudach nie ma sensu w rozmowie z racjonalistą. A jednak: weźmy np. takiego racjonalistę jak Steven Hawking. Otóż w jego książce wyczytałam, że z punktu widzenia fizyki każdy potencjalny wynik zdarzenia fizycznego jest możliwy do spełnienia w rzeczywistości, tylko jedne wyniki mają mniejsze, a inne większe prawdopodobieństwo. W rezultacie te o większym prawdopodobieństwie wydarzają się częściej. Ale widzę tu otwarte okienko dla cudu: byłoby to po prostu urzeczywistnienie tej najmniej prawdopodobnej opcji. Cud zatem nie jest tak irracjonalny, jakby się mogło wydawać.

  • 64 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    36 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':