- Niektórzy wyleczyli się z choróbska ''buława w plecaku '', które od lat zżerało prawicę. Byle wyrwać z okrętu parę desek i zostać kapitanem takiej tratwy, choćby potem miało się utopić, to była filozofia stojąca za wieloma rozłamami na prawicy w latach 90. i ostatnimi w
PiS. Macierewicz, który też miał takie ciągoty, odpuścił. Uznał przywództwo Kaczyńskiego - mówił mi ostatnio polityk PiS, gdy spytałem go o pozycję Antoniego Macierewicza w PiS.
Co charakterystyczne, ten polityk nie był nawet pewien, czy Macierewicz należał do jego partii.
W piątek PAP podała, że wkrótce - wraz ze swym mikroskopijnym Ruchem Katolicko-Narodowym - Macierewicz wstąpi do PiS i niewykluczone, że będzie jego wiceprezesem.
To naturalny ruch. Ktoś kojarzony z Radiem Maryja przyda się we władzach partii, gdy konkurencję buduje Zbigniew Ziobro, kiedyś ulubieniec toruńskiej radiostacji. A Macierewicza szanują oba medialne filary PiS - ''Gazeta
Polska '' i
Radio Maryja. Po katastrofie smoleńskiej przejął tę działkę i na niej buduje pozycję. W Sejmie jest nawet szefem Kaczyńskiego - jako przewodniczący zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy, która dla niego nie jest zresztą żadną katastrofą; od miesięcy sugeruje, że prezydent
Lech Kaczyński padł ofiarą zamachu.
- Postawa w sprawie Smoleńska zbliżyła do niego Kaczyńskiego. Prezes wierzy, że Antek nie zdradzi, nie roztopi się w establishmencie. Podobnie patrzą teraz na świat - uważa były polityk PiS.
Ale jednocześnie akces do PiS zaskakuje, bo relacje prezesa z Macierewiczem są, mówiąc eufemistycznie, skomplikowane. Sięgają głębokiego PRL, gdy Macierewicz - zwolennik zbrojnej walki o niepodległość, założyciel KOR, kilkakrotnie aresztowany - mógł być idolem dla Kaczyńskiego, drugoligowego działacza opozycji. - Kaczyński długo miał kompleks Macierewicza, którego karta opozycyjna jest zapisana nieporównanie gęściej - uważa ich znajomy.
W III RP obaj mają wielkie ambicje. Kaczyński stał się liderem prawicy, Macierewicz latami o tę pozycję walczył. Od początku lat 90. wstępował i występował z różnych partii, rozbijał je, tworzył własne (lista jest długa: ZChN, Akcja Polska, RdR, ROP, RKN; przepraszam jeśli jakąś pominąłem). Mołojecką sławę na prawicy zdobył, gdy jako szef MSW w 1992 r. ogłosił listę domniemanych agentów SB z Lechem Wałęsą na czele.
Z PiS długo nie było mu po drodze. W 2001 r. posłem został z
LPR, ale po konflikcie z Romanem Giertychem z Ligą się rozstał. Przed wyborami 2005 r., jak wspomina były polityk PiS, Macierewicz przelicytował w przedwyborczych targach z Kaczyńskim i do Sejmu próbował wejść z list Ruchu Patriotycznego. RP dostał 1,05 proc. i to mógł być koniec jego kariery. Dobiegał sześćdziesiątki (urodził się w 1948 r.), miał partię, która mieściła się na kanapie, a następne wybory miały się odbyć w 2009 r.
Ale los uśmiechnął się do Macierewicza. W 2006 r. wszedł do rządu Kaczyńskiego - został wiceszefem MON i likwidatorem WSI. To wtedy ogłosił, że większość byłych szefów dyplomacji była agentami. Wojował o to ze swym zwierzchnikiem Radosławem Sikorskim, który zażądał jego odwołania. Prezes PiS wsparł jednak Macierewicza. W 2007 r. listy PiS stały już dla niego otworem, ale do partii wciąż nie wstępował. - Z oporami uznawał przywództwo Kaczyńskiego, nie uznałby nikogo innego, w szczególności dużo młodszego Ziobry - twierdzi były polityk PiS.
Teraz katastrofa smoleńska prowadzi Macierewicza niemal na szczyt PiS. A może na sam szczyt? Czy Macierewicz chce być następcą Kaczyńskiego? Energii, co pokazuje każdym publicznym wystąpieniem, mu nie brakuje. Pytany o plany odparł, że z ''Gazetą '' nie rozmawia.
Członek władz partii: - Mało prawdopodobne, by był delfinem. Nie jest młodszy od prezesa, a poza tym jednoznacznie kojarzy się z radykalnym, narodowym skrzydłem partii. Nie otworzyłby PiS na centrum.
Były polityk PiS: - Nie ma zaplecza. Ale to ostatni polityk w otoczeniu Kaczyńskiego, który nie traktuje go jak guru.
- Może chciałby zostać prezesem, ale jest rok starszy od Kaczyńskiego - przypomina sporo młodszy poseł PiS, który sam wierzy, że ma buławę w plecaku.