Kraków, centrum miasta, godziny przedpołudniowe. Na cmentarzu Rakowickim ludzie zbierają się powoli, przystają przy naklejonej na szybie karawanu klepsydrze, robią zdjęcia telefonami. "Wisława Szymborska--Włodek. Laureatka Nagrody Nobla. Ur. 2 lipca 1923. Zm. 1 lutego 2012".
Od rana obowiązują zmiany w ruchu drogowym, przy bramie ustawiono telebim. Za taśmę można się dostać tylko z przepustką. Tuż za nią ustawiła się Anna Jędrych z
Łodzi, nauczycielka polskiego w
gimnazjum. - Jej wiersze podobają się nawet tym moim uczniom, którzy nie znoszą poezji. - To była wielka poetka, skoro czujemy się Polakami i mieliśmy szczęście żyć w jej czasach, nie mogło nas tu zabraknąć - mówi Karolina, studentka polonistyki. Zabrała przyjaciela, który pisze o Szymborskiej pracę magisterską, ale zapodział się w tłumie.
W samo południe zebranych wita aktor Andrzej Seweryn (zgodnie z wolą zmarłej uroczystość będzie miała świecki charakter). W tym samym czasie z wieży bazyliki Mariackiej na Rynku Głównym pierwszy trębacz Capelli Cracoviensis Marian Magiera zamiast hejnału zaczyna wygrywać "Nic dwa razy" - melodię, którą Andrzej Mundkowski napisał do wiersza Szymborskiej. Na cmentarzu ludzi jest już 8 tys.
Po kameralnej uroczystości w cmentarnym domu pożegnań pod ustawiony na otwartym powietrzu podest przemieszczają się m.in. prezydent Bronisław Komorowski, premier Donald Tusk, minister kultury Bogdan Zdrojewski. Żołnierze niosą wieńce i Order Orła Białego, którym poetka została odznaczona rok temu. Krystyna Krynicka idzie pod rękę z Julią Hartwig. Przyszli też Ewa Lipska, Adam Szostkiewicz, Henryk Woźniakowski,
Tomasz Stańko, Urszula Kozioł, Barbara Toruńczyk, Marta Wyka i wiele innych postaci świata kultury.
Jako pierwszy przemawia prezydent Komorowski, potem prezydent Krakowa Jacek Majchrowski.
- Jak pożegnać kogoś, kogo długo znaliśmy i długo podziwialiśmy? - pyta zaprzyjaźniony z Szymborską poeta Adam Zagajewski. - Chciałoby się, żeby nikt nam nie przeszkadzał w smutku, chciałoby się milczeć. Ale przecież postulatem humanizmu nie jest milczenie, tylko mowa, język. Przeżyła straszliwą wojnę, poznała dwa totalitaryzmy, ale nie wybrała milczenia. Wybrała taki sposób mówienia, który nigdy nie prowadził do gadulstwa, tylko do mądrości. Nawet w przemówieniu noblowskim, które było nieco za krótkie, musiało zostać uzupełnione lekturą wierszy. Była poetką dyskretną, ironiczną, czasami tragiczną. Ale to właśnie jest humanizm - wspomina.
I to już prawie koniec oficjalnych przemówień.
Jeszcze tylko Michał Rusinek, sekretarz noblistki. - Szanowny panie prezydencie, szanowni państwo, a przede wszystkim - droga pani Wisławo - zaczyna. - Patrząc na to, co tu się dzieje, i słuchając tego, co tu się mówi, zastanawiam się, co by pani powiedziała na to wszystko. Pewnie podejrzewałaby pani, że ci wszyscy ludzie są tu przypadkowo, że tylko coś ich zatrzymało w drodze, np. na jakiś ważny mecz. A może sparafrazowałaby pani własny, ostatnio często cytowany wiersz i powiedziała z błyskiem w oku: "No, ksiądz istny Seweryn!".
Wszyscy wokół zaczynają się delikatnie uśmiechać. - Niedługo przed śmiercią mówiła pani, że miała długie, dobre, ciekawe życie i szczęście do ludzi, do przyjaciół - ciągnie dalej Rusinek. - Była pani za to wdzięczna losowi i pogodzona z tym, co miało się stać. Ciekawe, co pani teraz robi. Zakładała pani, że w wersji pesymistycznej będzie pani siedzieć gdzieś przy stoliczku i pisać dedykacje. A w wersji optymistycznej? No cóż, w niebie jest podobno pani ulubiona
Ella Fitzgerald, więc pewnie słucha jej pani teraz, paląc papierosa i pijąc kawę. Ale równocześnie - na szczęście dla nas - wciąż może być pani z nami. Zostawiła nam pani sporo do czytania i sporo do myślenia. Dziękujemy, pani Wisławo.
Kiedy kończy, z głośników zaczyna płynąć "Black Coffee" Fitzgerald, której Szymborska poświęciła wiersz "Ella w niebie" z ostatniego wydanego przed śmiercią tomiku. Zebrani przesuwają się powoli w stronę rodzinnego grobowca Szymborskiej, gdzie zgodnie z wolą poetki ma zostać złożona urna z jej prochami. Wszyscy milczą, nikt się nie przepycha.
Wieczorem przyjaciele poetki zbierają się w Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK, by wspominać zmarłą. Zaczyna sama poetka. "Z opisywaniem chmur/musiałabym się bardzo spieszyć -/ już po ułamku chwili/ przestają być te, zaczynają być inne" - czyta na prezentowanym archiwalnym nagraniu. Spotkanie prowadzą Jerzy Illg, redaktor naczelny wydawnictwa Znak, i literaturoznawca prof. Teresa Walas. Tomasz Stańko gra na trąbce, Marcin Wasilewski na fortepianie. Wspomnienie goni anegdotę, anegdota - wzruszenie.
- Wisława nie znała mojej matki, ale po jej śmierci przeczytała mowę, którą wygłosiłam na pogrzebie, i napisała list z kondolencjami - opowiada Joanna Szczęsna, współautorka poświęconej Szymborskiej książki. - To były trzy-cztery zdania, niezdawkowe, doskonałe. Zaczęłam płakać, a potem przeczytałam post scriptum: "Na odwrocie - konferencja w Tokio, zbudujemy drugą Polskę". Patrzę, rzeczywiście - wycinanka, stolik, przy nim kilkoro Japończyków. I zaczęłam się śmiać.