Jakie wnioski z precedensowej konferencji płyną dla polskiego Kościoła? Przede wszystkim, że zamiatanie pod dywan spraw księży oskarżonych o molestowanie, zwlekanie z ich wyjaśnieniem w imię opacznie rozumianego dobra instytucji jest amoralne nie tylko w oczach opinii publicznej, ale także samego Kościoła.
Polscy duchowni niestety ciągle mają problem, żeby to zrozumieć. Przewodniczący Episkopatu abp Józef Michalik uparcie bronił księdza z Tylawy skazanego na dwa lata więzienia w zawieszeniu i ośmioletni zakaz wykonywania zawodu nauczyciela za molestowanie sześciu dziewczynek. W opisywanej przez "Gazetę" sprawie molestowania nieletnich podopiecznych przez ks. Andrzeja ze Szczecina hierarchowie przez wiele lat nie robili nic, żeby sprawę wyjaśnić, choć dobrze ją znali. Proces kościelny rozpoczął się z wieloletnim poślizgiem i jest tajny. Na dodatek ks. Andrzej nadal pracuje dla diecezji, tyle że nie z młodzieżą.
Do maja wszystkie episkopaty mają opracować zasady postępowania w przypadkach molestowania przez duchownych. To nakaz Watykanu. Polski Episkopat taką instrukcję już ma i zamierza ją jedynie uzupełnić. Obecne zasady nie zobowiązują do zawiadomienia prokuratury. Czy biskupi zechcą to zmienić? Czy usprawnią system wyjaśniania przypadków pedofilii? Jeden z amerykańskich duchownych uczestniczących w sympozjum postulował, by to rady złożone ze świeckich (nieuzależnionych w żaden sposób od kurii) zajmowałyby się przypadkami pedofilii, które przedawniły się w prawie cywilnym. To dobry pomysł - nazbyt często dzisiaj biskupi chronią swoich, czyli księży. Kosztem tych, którzy dla Kościoła powinni być na pierwszym miejscu: ofiar przestępstwa i grzechu.
Źródło: Gazeta Wyborcza