Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska: Lekarze ostemplowywali recepty pieczątką "refundacja do uznania NFZ". Czy doszło do tego "pieczątkowego" protestu tylko z powodu ustawy refundacyjnej? Jerzy Gryglewicz: - Nie. Frustracja lekarzy miała dwa źródła. Owszem, jednym z nich były nieprecyzyjne przepisy dotyczące wypisywanych recept. Ale był też drugi powód: w zeszłym roku NFZ kilkukrotnie zwiększył liczbę kontroli wypisywanych recept. I to na podstawie starych przepisów. Nie miało to więc formalnie nic wspólnego z nową ustawą.
Lekarze się trochę przerazili. Przykład: w
Warszawie dla 40 osób zorganizowano szkolenie poświęcone zasadom wypisywania recept na leki refundowane. Ku zdumieniu organizatorów zgłosiło się aż 500 lekarzy, którzy chcieli poświęcić na to swój wolny czas w sobotę i jeszcze zapłacić po 200 zł od osoby. Do tej pory lekarze korzystali ze szkoleń, ale sponsorowanych przez koncerny farmaceutyczne.
Czego bali się lekarze? - Konsekwencji - głównie finansowych - związanych z ewentualnymi nieprawidłowościami, które NFZ mógłby wykryć. Do tej pory kontrole były rzadkie, więc mało kto się tym przejmował. Teraz to się zmieniło. Ten protest był wyjątkowy dlatego, że frustracja lekarzy była spontaniczna i wynikała z osobistych doświadczeń związanych z ryzykiem wypisywania recept. Dopiero potem organizacje lekarskie przyłączyły się do tego protestu.
Za co lekarze byli karani? - Za to, że nie prowadzą dokumentacji medycznej albo robią to niedokładnie. A te błędy powodują, że można łatwo zakwestionować wypisywane przez nich recepty na leki refundowane. Tymczasem lekarz może wypisać receptę na lek refundowany wtedy, gdy z historii choroby wynika, że pacjent właśnie na taką, a nie inną chorobę choruje i rzeczywiście w tym przypadku refundowanie leku przez państwo jest uzasadnione.
Ciężkim uchybieniem było np. przepisywanie darmowych leków pacjentom, którzy rzekomo mieli prawo do bezpłatnego leczenia (np. inwalidzi wojenni), a w rzeczywistości nie mieli takich uprawnień. Lekarze muszą wtedy zwrócić nienależną refundację.
Pewien rekordzista, ortopeda, dostał decyzję NFZ kwestionującą refundację w wysokości ponad 800 tys. zł i podobno następnego dnia wpłacił całą tę kwotę. Nie odwoływał się.
Jak NFZ typuje lekarzy do kontroli? - Przede wszystkim duże ryzyko kontroli dotyczy lekarzy, którzy przepisują recepty generujące znacznie wyższą niż inni lekarze kwotę refundacji. Tak jak ów wymieniony wyżej ortopeda. Obowiązkiem ustawowym NFZ jest uszczelnianie systemu. Znane są przypadki opisywane przez media, gdzie NFZ musiał się zmagać ze swego rodzaju "spółdzielniami" lekarzy, aptek i hurtowni, które wyłudzały pieniądze, tworząc fikcyjny obrót lekami, wypisując recepty na fikcyjnych pacjentów. Ale to przypadki skrajne.
A kary za wydawanie recept osobom nieubezpieczonym? - To bardzo rzadkie przypadki. NFZ tego praktycznie nie kontrolował. Problem polegał na tym, że lekarze często nie znają zasad wypisywania leków refundowanych na recepcie i nie potrafią prowadzić prawidłowo dokumentacji medycznej.
Dlaczego tego nie potrafią? Nie byli zbyt staranni w dokumentowaniu historii choroby? - W Polsce mamy najmniej lekarzy przypadających na 100 tysięcy mieszkańców w Europie, a średnia wieku lekarza to ponad 50 lat.
Lekarze są przepracowani i często nie przywiązują należytej wagi do prawidłowego prowadzenia dokumentacji medycznej. Cześć lekarzy ma nawet problemy z obsługą komputera, jednocześnie przyjmując bardzo dużą liczbę pacjentów. Np. pewien lekarz w
Łodzi w ciągu miesiąca przyjmował pacjentów w aż 22 przychodniach!
Duże obawy mają także lekarze prowadzący prywatne praktyki lekarskie. Muszą oni poprawić jakość prowadzenia dokumentacji medycznej, zarówno w związku z przepisywaniem recept, jak i prawidłowego zaksięgowania ich. Wszystko w związku z wejściem 1 maja ubiegłego roku obowiązku prowadzenia kas fiskalnych.
Lekarze mogą powiedzieć: my nie jesteśmy od papierkowej roboty tylko od leczenia. - Rozumiem, tylko problem polega na tym, że lekarz decyduje o wydawaniu pieniędzy publicznych w ramach refundacji, a każdy taki wydatek musi być uzasadniony, bo jeżeli każdy będzie wydawał pieniądze budżetowe lekką ręką, to wtedy już na nic nie wystarczy pieniędzy. I dlatego płatnik, czyli NFZ, musi monitorować te wydatki, sprawdzając dokumentację medyczną.