http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dobrze, że Klich odszedł

Roman Imielski
2012-02-09, ostatnia aktualizacja 2012-02-09 10:56

Minister transportu Sławomir Nowak wreszcie przeciął patową sytuację w Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych - odwołał jej szefa Edmunda Klicha, skonfliktowanego z większością członków Komisji.

Roman Imielski
Fot. Aleksander Prugar / AG
Roman Imielski
To dobra wiadomość, bo Komisja to instytucja niezwykle ważna dla zapewnienia bezpieczeństwa pasażerów i pilotów. Konflikt na pewno nie wpływał na jakość jej prac.

Ale też z innych powodów minister nie mógł postąpić inaczej. Klich w ostatnich miesiącach pomylił funkcje szefa Komisji z rolą telewizyjnego celebryty i polityka, a to - w przypadku stanowiska takiego jak szef PKBWL, który powinien być wyjątkowo powściągliwy - postawa dyskwalifikująca.

Jako jedyny Polak akredytowany przy rosyjskim Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK) miał dostęp do prowadzonego przez Rosjan śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej. Niestety, nazbyt często wykorzystywał ten fakt w rozmowach z dziennikarzami, szczególnie telewizyjnymi, choć powinien być w tej sprawie wyjątkowo ostrożny. To on przecież ujawnił tuż po rozbiciu się tupolewa, że dowódca sił powietrznych gen. Andrzej Błasik był w kokpicie. I choć dziś wiele wskazuje na to, że tak było, to jednak Klich nie powinien był tego mówić, nie mając 100-proc. pewności. A wtedy takiej pewności mieć nie mógł. To tylko jeden z wielu przykładów, gdy Klich wybiegał przed szereg.

Żenujące były też przepychanki między Klichem a polskim rządem ws. wyjaśniania tragedii z 10 kwietnia 2010 r. Szef PKBWL grał niezrozumiałą dla mnie rolę mędrca posiadającego patent na prawdę i konsekwentnie odmawiającego - także publicznie - jakiejkolwiek współpracy. W przypadku takiej tragedii to upór szkodliwy.

Najbardziej dyskwalifikująca Klicha była jednak jego próba dostania się do Senatu - przy wykorzystaniu medialnego rozgłosu, który wynikał z jego roli w wyjaśnianiu katastrofy smoleńskiej. W okręgu leszczyńskim zdobył ponad 11 tys. głosów i zajął trzecie miejsce. Ktoś, kto z racji pełnionej funkcji bezwzględnie powinien być apolityczny, stracił tym samym wiarygodność.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 15 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    44 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':