Wniosek o odwołanie Klicha trafił do ministerstwa w ubiegłym tygodniu. Klich traci nie tylko funkcję, przestaje też być członkiem Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.
Nowak spotkał się z Klichem dwukrotnie. Spotkał się też z członkami komisji. - Po rozmowach uznałem, że nie ma nadziei na polubowne zakończenie konfliktu w komisji. Pan Edmund Klich podziękował mi, widać, że jemu też ciążyła atmosfera
pracy w komisji - mówił Nowak.
Pytany przez dziennikarzy o przyczyny odwołania odpowiedział: - Mam wrażenie, że i pierwszy, i drugi wniosek o odwołanie był spowodowany relacjami interpersonalnymi wewnątrz Komisji. Ale nie mnie oceniać co ten konflikt wywołało - uznał.
Dodał, że mimo że to minister transportu może wskazać teraz następcę, mają to zrobić członkowie Komisji. Mogą wybrać kogoś ze swojego grona, albo spoza. - Podjąłem decyzję w imię uspokojenia sytuacji w Komisji - mówił Nowak.
Pracami Komisji pokieruje w tym czasie jej sekretarz Agata Kaczyńska.
Edmund Klich oszczędnie komentował decyzję. Dziennikarzom powiedział, że prawdopodobnie sam zrezygnowałby ze stanowiska w najbliższym czasie. - Nie da się przecież pracować w takich warunkach, prawda? - powiedział Klich.
Klich pracuje w komisji od 2003 r, od 2006 r. był jej szefem. Członkowie komisji chcieli go odwołać już po raz drugi. Na początku 2011 r. taka próbę podjęło 13 z 15 członków komisji, którzy zarzucali mu "bierną postawę" przy współpracy z rosyjskim Międzypaństwowym Komitetem Lotniczym (MAK) w sprawie katastrofy smoleńskiej. Zdaniem oponentów doprowadziło to do sytuacji, w której w raporcie MAK nie uwzględniono wielu wniosków strony polskiej. Na dymisję Klicha nie zgodził się ówczesny minister infrastruktury Cezary Grabarczyk.
Obecny wniosek Klich skomentował w specjalnie wydanym oświadczeniu, w którym napisał, że "nie zawiera on żadnych argumentów merytorycznych". "W szczególności nie odnosi się do tego, że Komisja pod moim kierownictwem znacznie zwiększyła swą efektywność, a badania wypadków lotniczych prowadzone są sprawnie i prowadzą do konkretnych wniosków" - stwierdził Klich.
Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>