Lider
PiS postawił tę diagnozę na konferencji prasowej, pytany o głośną sprawę śmierci półrocznej Magdy z Sosnowca.
- Czytając opracowania
IPN, natrafiłem na projekty śledztw przygotowywane przez
SB. Jakieś ulotki, napisy na murach. I rzeczywiście są dziesiątki punktów, szerokie działania rzetelnie przygotowywane. Trzeba się cieszyć, że SB nie ma, ale
policja nie potrafiła przejąć tych metod - mówił Kaczyński.
Nie wiem, jak pogodzić radość z braku SB ze smutkiem, że policja nie przejęła jej metod. Czym byłaby policja działająca metodami SB? Nazewnictwo to kwestia drugorzędna.
A skuteczność? O tak, SB działała z rozmachem, co zapewniało ponad 20 tys. funkcjonariuszy i niemal setka tysięcy donosicieli. Inwigilowali i penetrowali aż miło, korzystając z nowoczesnych na owe czasy metod. Osiągnęli niemało. A ileż by dokonali, gdyby dotrwali do epoki internetu?
Wiele mówią te słowa Kaczyńskiego o SB. Tęsknota za wszechwładną, budzącą strach służbą specjalną brzydko pachnie; cieszmy się przynajmniej, że były premier nie sięgnął po inne przykłady skutecznych służb z nieodległej przeszłości.
Kaczyńskiemu należą się jednak podziękowania za szczerość. Mało który polityk mówi, co myśli, niezależnie od tej myśli jakości i skutków. Kaczyński - prawie zawsze. I jaki jest odporny na doświadczenie! Nic go nie nauczyły jego własne wpadki choćby z ostatniej kampanii, gdy pozwolił sobie na zagadkowe uwagi o nieprzypadkowym wyborze Angeli Merkel na kanclerz Niemiec.
Wczoraj raz jeszcze Kaczyński wykazał, jak groźny jest dla siebie i własnej partii.
Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>