http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wostok - naukowcy dowiercili się do największego podlodowcowego jeziora na Antarktydzie

Tomasz Ulanowski
2012-02-08, ostatnia aktualizacja 2012-02-08 11:16

Antarktyda
Antarktyda
Fot. NASA Reuters

Próbowali przez dziesięciolecia i wreszcie się udało. Nasi naukowcy dowiercili się na Antarktydzie do podlodowcowego jeziora Wostok! - podała rosyjska agencja RIA Nowosti. Sami uczeni są na razie ostrożni

ZOBACZ TAKŻE
STACJA_WOSTOK_2
STACJA_WOSTOK_2
- Ciągle sprawdzamy dane z czujników, dzięki którym będziemy mieli pewność, czy rzeczywiście przebiliśmy się do jeziora - powiedział "Nature" Walerij Łukin, szef rosyjskiego programu badania Antarktydy. Według RIA Nowosti, która powołuje się na anonimowe źródło naukowe, w niedzielę badacze zatrzymali wiertło na głębokości 3768 m.

Wcześniej przez pięć dni rosyjscy naukowcy nie dawali znaku życia. Prawdopodobnie ścigali się z czasem, wiercąc na okrągło 24 godziny na dobę, bo w poniedziałek ze stacji Wostok, w której mieszkali (to jej imieniem "ochrzczono" jezioro), odlatywał ostatni samolot transportowy. Teraz bowiem na Antarktydzie kończy się lato. A zima w tym rejonie kiepsko nadaje się do życia. Nawet latem temperatury spadają tam do minus 30 st. C. Kiedy niedługo polarny dzień zmieni się w kilkumiesięczną noc, będzie znacznie mroźniej. To w Wostoku 21 lipca 1983 r. zanotowano rekord mrozu na Ziemi - minus 89,2 st. C.

Jeśli Rosjanom rzeczywiście się udało, mogą strzelać korkami od sowietskoje igristoje. Dotarli bowiem do świata, który był odcięty od atmosfery nawet przez 35 mln lat. Może być pełen mikroskopijnego obcego życia, które ewoluowało niezależnie od tego, co działo się na powierzchni.

Cała stop!

Rosjanie założyli bazę Wostok już w 1957 r. Na świecie obchodzono akurat Międzynarodowy Rok Geofizyczny, który obrodził wieloma projektami badawczymi Ziemi. To wtedy Polska zafundowała sobie stację polarną w fiordzie Hornsund na Spitsbergenie, a USA - stację Amundsena-Scotta na biegunie południowym. Związek Radziecki przebił wszystkich - wysłał na orbitę Sputnika, pierwszego sztucznego satelitę Ziemi, i założył bazę w najbardziej niegościnnym i oddalonym od cywilizacji punkcie świata. Wostok jest położony o ponad pół kilometra wyżej i blisko dwa razy dalej od antarktycznego wybrzeża niż stacja amerykańska. Pod nim jest prawie 4 km lodu.

Wtedy nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że pod lodem znajduje się także jezioro. Dzisiaj znamy już blisko 200 jezior, które przykrywa potężna antarktyczna czapa lodowa (największy rezerwuar słodkiej wody; gdyby się rozpłynęła, średni poziom morza podniósłby się o przeszło 60 m). Wostok odkryto w latach 70.



Naukowcy chcieli się do niego dostać już w sezonie badawczym 1990/91. Jednak na głębokości 2502 m utknęło im wtedy wiertło. Wycofali się trochę i rok później odbili w bok, w styczniu 1993 r. osiągając głębokość 2755 m. Potem zamiast wiertła termalnego, które po prostu topiło lód, zaczęli używać elektromechanicznego.

W 1998 r. Rosjanie, Amerykanie i Francuzi zatrzymali je blisko 150 m nad lustrem wody. Dlaczego?

Bo zaprotestowali naukowcy z całego świata. Uświadomiono sobie, że jeśli przebijemy się do tafli jeziora, możemy zanieczyścić jego unikalny i dziewiczy ekosystem. Do Wostoka trzeba podchodzić tak delikatnie jak do Marsa. Wysyłane na jego powierzchnię łaziki są przecież dokładnie sterylizowane, żeby ziemskie życie nieoczekiwanie nie skolonizowało Czerwonej Planety.

Kanały pod lodem

Powodem zwłoki i opóźnień były też trudności techniczne. Wiercenie w lodzie grubym na prawie 4 km to nie przelewki. W zeszłym roku po wielu latach prób Rosjanie prawie "witali się z gąską", kiedy musieli przerwać pracę, bo ostatni samolot lecący do domu już grzał silniki. Skarżyli się, że choć do głębokości 3 km wiercenie szło im całkiem gładko, to potem zamiast na zmrożone śnieżynki natrafili na ogromne lodowe monokryształy o średnicy metra i więcej, które były twarde jak szkło. Kiedy zostali zmuszeni do opuszczenia Wostoka, do celu brakowało im ledwie 50 m.

Po drodze do Wostoka polarnicy natrafiali w lodzie na przetrwalnikowe formy bakterii, grzyby i glony. Czy jednak aktywnemu życiu mogą sprzyjać zimne wody jeziora, do których nigdy nie dociera promyk światła słonecznego, tego podstawowego źródła energii na Ziemi?

Mogą. Potężna czapa lodowa chroni wody Wostoka przed zimnym antarktycznym powietrzem i zamarznięciem niczym pierzyna. Wywiera też wielkie ciśnienie - na dole jest ono 400 razy wyższe niż na powierzchni. Z tego powodu, choć temperatura w jeziorze zapewne nie przekracza 0 st. C, to jego wody nie zamarzają.

Naukowcy spekulują też, że na dnie może być jakieś źródło energii - prawdopodobnie komin hydrotermalny, podobny do tych, wokół których w oceanicznych głębiach buzuje życie.

Co więcej, kilka lat temu naukowcy dowiedli, że jeziora Antarktydy są połączone kanałami, które łączą się z kolei z oceanem. Być może więc podlodowcowy świat jeziora Wostok wcale nie jest tak odległy od naszego. Ale żeby mieć pewność, musimy się do niego dowiercić.

Sprawdzam

Rosjanie wymyślili, jak zapobiec skażeniu jeziora. Przede wszystkim górną część odwiertu wypełnili mieszanką kerosenu i freonu, która jest lżejsza od wody, więc nie ma szans się z nią zmieszać. Tuż przed dotarciem do jeziora pomiędzy ową mieszankę a wodę zamierzali wtłoczyć warstwę oleju.

Założyli też, że woda, którą po przebiciu lodowej skorupy delikatnie zassa w górę cofające się wiertło, zamarznie i stworzy na dnie odwiertu korek. Chcą się do niego dostać pod koniec roku, kiedy wrócą do stacji Wostok na kolejny sezon badawczy. Pobiorą wtedy z niego próbki do analizy. A później być może dowiercą się do osadów na dnie zbiornika.

Wostok jest największym ze znanych podlodowcowych jezior na Antarktydzie. Jest zbliżony rozmiarami do amerykańskiego jeziora Ontario. Ma 250 km długości, 50 km szerokości, a jego największa głębia sięga ponad 1,2 km (co czyni go trzecim po Bajkale i Tanganice najgłębszym jeziorem świata).

Odwierty do mniejszych zbiorników w zachodniej części Antarktydy zapowiadają Amerykanie i Brytyjczycy. Pierwsi chcą dokopać się do jeziora Whillans znajdującego się blisko Lodowca Szelfowego Rossa, a drudzy planują dowiercenie się do położonego u nasady Półwyspu Antarktycznego jeziora Ellsworth.

Te badania to dla ludzkości sprawdzian przed wierceniami na pokrytych lodową skorupą Europie (księżycu Jowisza) i Enceladusie (księżycu Saturna). Astrobiolodzy podejrzewają, że pod białą czapą są tam także zbiorniki płynnej wody. I być może naprawdę obce życie, które znalazło sobie ciepłą niszę ekologiczną w okolicy jakichś źródeł energii.

**Z odwiertu pod stacją Wostok naukowcy wydobyli też rdzeń lodowy o długości 3623 m, za pomocą którego klimatolodzy zbadali potem, jak w ciągu ostatnich 420 tys. lat zmieniał się klimat Ziemi. Odczytali z niego wahania temperatury, znajdując cztery cykle zlodowaceń i interglacjałów. Udowodnili, że owe zmiany były ściśle powiązane z wahaniami stężenia dwutlenku węgla w pradawnym powietrzu, którego bąbelki utkwiły w warstwach śniegu ściskanych powoli w lodowiec.

** W 1996 r. satelity wykonały radarowe fotografie okolic rosyjskiej stacji, którą, jak się okazało, zbudowano na południowym krańcu jeziora. Widać na nich pomarszczoną powierzchnię Antarktydy, którą przecina tafla gładkiego lodu przypominająca kształtem pierwotniaka pantofelka. Kilometry pod nim jest jezioro.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':