Rzeszów W trzaskający mróz schroniska dla bezdomnych zwierząt pękają w szwach. W rzeszowskim Kundelku jest w tej chwili 238 psów i 75 kotów. Natomiast w Stalowej Woli błąkają się one po ulicach. Miasto nie ma i nigdy nie miało schroniska. Choć zgodnie z prawem powinno.
Dlaczego ignoruje pan ustawę o ochronie zwierząt? - pytamy prezydenta.
- Jest też konstytucja, która mówi, że państwo zapewni każdemu
pracę i co? - mówi Szlęzak. - Przecież ustawodawca, jeżeli narzuca takie obowiązki, to powinien dać na to pieniądze. My na pewno płacić za bezdomne zwierzęta nie będziemy. Wolę dać pieniądze na schronisko dla bezdomnych ludzi.
Halina Derwisz z Rzeszowskiego Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt jest oburzona: - Prezydent w bezczelny sposób łamie prawo.
Dr Mariusz Załucki, adwokat: - Ustawa nie dzieli zadań gmin na mniej albo bardziej ważne. I czy prezydentowi jej zapisy się podobają, czy nie, musi im się podporządkować. Jeśli nie będzie wykonywał zadań publicznych, premier może go zawiesić i ustanowić zarząd komisaryczny. A radę gminy, która konsekwentnie narusza prawo, Sejm może nawet rozwiązać.
To nie pierwsza kontrowersyjna wypowiedź prezydenta Szlęzaka. W ubiegłym roku zasłynął z kontestacji obchodów rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Zbojkotował włączanie syren, chciał zorganizować "symboliczny proces" osób odpowiedzialnych za jego wywołanie. Dwa lata wcześniej groził, że miasto zakręci kurek z pieniędzmi dla koszykarzy, jeżeli w drużynie będą grali obcokrajowcy. Ostatecznie groźbę spełnił, ale nie dlatego, że grało w niej za mało Polaków, ale z powodu długów klubu.
Mieszkańcy Stalowej Woli od 10 lat darzą Szlęzaka zaufaniem. W 2010 r. po raz trzeci został prezydentem miasta. Pokonał kandydata
PiS. Sam kiedyś należał do tej partii, dziś jest bezpartyjny. Jest absolwentem historii na KUL, pracował też jako dziennikarz m.in. w "Naszym Dzienniku".