Krzysztof Rutkowski i Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji, byli pierwszymi gośćmi Tomasza Lisa.
-Chce pan tę nagrodę? - zapytał gospodarz programu Rutkowskiego. Ten opowiedział, że w poniedziałek przyjechał na spotkanie z redaktorem naczelnym "Super Expressu", by odebrać 10 tysięcy złotych nagrody, którą przekaże któremuś ze śląskich domów dziecka. - Każdą nagrodę, która zostanie mi przekazana przekażę dla biednych dzieci i dla biednych matek, żeby więcej nie powtórzyły się takie historie jak ta z Sosnowca - odpowiedział Rutkowski.
W sobotę, niedzielę, mielibyśmy rozwiązanie całej sprawy Goście nie byli dobrani przypadkowo.
Policja oskarża Rutkowskiego o przeszkadzanie w śledztwie, Rutkowski wyrzuca policji, że nie umie powiedzieć dziękuje.
- Przez pierwsze dni wspólna praca była, koncentrowaliśmy się na odnalezieniu dziecka, ale czwartek był dla nas feralny - mówił Mariusz Sokołowski, nawiązując do dnia, w którym Rutkowski oświadczył, że matka półrocznej matki przyznała się, że dziecka nie porwano i wskazała miejsce ukrycia zwłok.
- W czym wam przeszkodził Rutkowski - chciał wiedzieć Lis.
- Piątek, sobota, niedziela - kolejne czynności były planowane - odpowiedział Sokołowski. Nie zdradził jednak konkretnie jakie czynności
policja chciała podjąć. Mówił jedynie, że być może doprowadziłyby one do tego, że w "sobotę, niedzielę mielibyśmy całkowite rozwiązanie tej sprawy".
Rutkowski po raz kolejny powtórzył, jak pracował: - Ta
kobieta została przeze mnie wezwana, został przeprowadzony blef, powiedziałem jej: są świadkowie, którzy widzieli jak sama położyłaś się na chodniku - opowiadał. I wytykał rzecznikowi policji: - Do dziś może szukalibyście sprawcy wirtualnego, któremu sporządziliście portret psychologiczny. A komendant kłamie mówiąc, że wysłaliście negocjatorów, psychologów do rodziny.
Sokołowski oburzył się: - Mówienie, że komendant kłamał, to nadużycie. W momencie gdy pojawia się informacja o zaginięciu, wdrażane są procedury do szukania, policja przyprowadza psychologa zewnętrznego. Psycholog rozmawiał z tą kobietą, potem nasz psycholog przeczytał raport i sporządził notatkę, że kobieta ma tendencję, żeby konfabulować. To był sygnał dla nas.
Drugim sygnałem dla policji był eksperyment sądowy. - Bierze się wózek, pokonuje trasę, sprawdza logowanie do bazy BTS - nie zgadza nam się - opowiadał Sokołowski.
Lis dopytał: - Czy policja mogłaby zastosować takie metody jak Rutkowski?
Sokołowski przyznał, że tak, ale w pewnych określonych sytuacjach do sprawców przestępstw. - Wtedy to nie był ten moment - ocenił. Dodał, że gdyby policjant postąpił tak jak Rutkowski, a matka półrocznej Magdy nie przyznałaby się, oficer dostałby zarzuty.
Co zdarzy się we wtorek? Obaj goście sprzeczali się o to kto, komu utrudniał pracę. Sokołowski mówił, że matka i ojciec dziecka byli pod "olbrzymim wpływem" Rutkowskiego, że kobietę pod pretekstem ściągnięto na przesłuchanie, a i tak chwilę później pojawił się mąż w asyście pracownika Rutkowskiego, "żeby przypadkiem ona sama czegoś nie powiedziała".
Rutkowski wytykał, że już w niedzielę zawiadomił policję o tym, że podejrzewa matkę. - Pan powiedział, że ma wrażenie, że kobieta może mieć związek ze sprawą. Takie wrażenie, myślę, że miałem ja i większość z państwa - mówił Sokołowski.
Rutkowski podsumował: - Policja powinna powiedzieć dziękuje, pan uważa, że ja blokowałem pracę policji.
Sokołowski mu odpowiedział: - Jeszcze nie możemy mówić o wszystkich szczegółach, to są ustalenia operacyjne. Jak to wyjdzie, to nie będę musiał się tłumaczyć.
Ni z tego, ni z owego Rutkowski zapytał: - A co się stanie jak jutro zostanie zatrzymana jeszcze jedna osoba i wam przekazana przez nas, która brała udział w przekazaniu zwłok?
Lis dopytał: - Czy jutro się coś zdarzy?
Rutkowski z uśmiechem: - Nie wiem. Jestem jutro na Śląsku. Zobaczymy.