W miniony piątek zadebiutowały w polskich kinach
"Idy marcowe" George'a Clooneya - film, który można legalnie kupić (za 13 dolarów) lub wypożyczyć (za 4 dolary) w iTunes Store. Ale nie w Polsce, tylko w Stanach (tam premierę kinową miał 7 października). Zdeterminowany internauta być może obejrzał już ten film w pirackiej kopii. Albo poczekał i wybierze się do kina.
Tyle że ów wybór - duży ekran w kinowej sali kontra odbierający widzów monitor komputerowy - to dziś stereotyp. Paradoksalnie odpowiedzialny choćby za to, że rynek cyfrowych filmów w Polsce rozwija się tak ostrożnie. - Konsument filmów w sieci i konsument, który woli wybrać się do kina, a przy okazji spotkać z przyjaciółmi i kupić popcorn, to dwie różne, choć zazębiające się czasem grupy - mówi "Gazecie" Arkadiusz Świerczewski, prezes Iplex SA, która udostępnia licencjonowane filmy w internecie.
"Idy marcowe" nie mogą być legalnie dostępne w sieci w Polsce, bo zabraniają tego umowy i nieco anachroniczne już przekonania wielkich wytwórni amerykańskich. Nie ma bowiem pewności, że gdyby film pokazać odpłatnie polskiemu widzowi, publiczność w kinach gwałtownie by stopniała, zwłaszcza że zyski wytwórni, producentów i twórców byłyby mniejsze.
Przemysł filmowy wciąż spóźnionyNa taką rewolucję, jaka dokonała się w przemyśle muzycznym (w Ameryce cyfrowych plików muzycznych sprzedaje się więcej niż tradycyjnych płyt), w biznesie filmowym nie ma jednak szans. Z jednej strony nie pozwolą na nią konserwatywni producenci, dystrybutorzy i amerykańskie
studia. Z drugiej - powszechnie dostępne filmy w sieci, zgodnie z prawem i w dobrej jakości, nie są w stanie wyprzeć filmów pokazywanych w kinach. Jeśli mogą zagrozić, to tradycyjnym telewizjom i rynkowi DVD (czego dowodem jest choćby systematyczny spadek abonentów płatnych stacji telewizyjnych w
USA). Ale przede wszystkim są jedynym skutecznym sposobem walki z piractwem.
Pirackie elektroniczne wersje filmów pojawiły się w momencie, w którym w inny sposób nie można było ich kupić. Teraz internautów trzeba skłonić do tego, żeby sięgali w sieci po filmy legalnie. - Trzeba zmienić mentalność, ale nie użytkowników sieci, tylko sprzedawców - twierdzi Świerczewski. - Bo wszystko rozbija się o cenę, która zawsze musi być wypadkową podaży i popytu. A cena w przypadku filmów w sieci musi być niższa.
Najbardziej rozwinięte cyfrowo kraje coraz wyraźniej zdają sobie z tego sprawę. I uczą się na filmach w sieci zarabiać: według danych Screen Digest w 2009 roku w USA zyski tylko ze sprzedaży filmów w internecie wyniosły 295 mln dolarów, w 2010 roku - 385 mln, a w pierwszej połowie 2011 roku - 229 mln. Prognozy były co prawda większe (w 2007 roku prorokowano za pięć lat 1,5 mld dolarów), ale tendencja wzrostowa jest wyraźna. Dodać do tego trzeba pieniądze zarobione dzięki serwisom wypożyczającym filmy online w tzw. streamingu (filmu nie ściąga się na dysk, ale ogląda poprzez stronę serwisu): tylko Hulu, jedna z dwóch najpopularniejszych "wypożyczalni" online w Stanach, zarobiła w zeszłym roku 420 mln dolarów.
Polska? Rozkręca sięA czy na internetowym kinie można zarobić w Polsce? - Tak, chociaż nie jest to jeszcze biznes porównywalny np. z systemem płatnej telewizji - przyznaje Świerczewski. - Nie ruszalibyśmy z naszym projektem, gdybyśmy nie wierzyli w jego sukces finansowy - dodaje Piotr Reisch, szef SPI i Kino Polska, który od ponad dwóch lat przygotowuje serwis oferujący internetowy dostęp do filmów.
Polski internauta z zazdrością patrzy na prężnie rozwijające się zagraniczne serwisy filmów online. Popularne internetowe wypożyczalnie Hulu, Netflix, LoveFilm, Vudu czy CinemaNow pozwalają na oglądanie filmów i seriali (łącznie z najnowszymi odcinkami) w streamingu, ale też oferują dostęp do tytułów poprzez smartfony, tablety, konsole czy odtwarzacze Blu-ray. W sieci filmy na życzenie można też kupić lub pożyczyć w serwisach Amazon (uruchomiona niedawno usługa Amazon Prime Instant Video) oraz iTunes. Ten ostatni jako jedyny udostępnia również filmy użytkownikom polskim, ale lista dostępnych tytułów jest - wobec tego, co w ofercie dostają Amerykanie - znacznie ograniczona.
Kto chce w Polsce zgodnie z prawem zapłacić za obejrzenie filmu w sieci, musi poza tym wykazać się cierpliwością detektywa. - Jesteśmy na peryferiach nie tylko świata, ale i Europy - przyznaje Reisch. Bo chociaż całkiem niemała liczba tytułów dostępna jest za darmo, a serwisów pojawia się coraz więcej, są one rozproszone, kiepsko skatalogowane, wciąż rzadko dostępne w wersji HD lub na innych nośnikach niż komputer. Ale są. Gdzie zatem ich szukać?
Legalnie i po polskuIplex.pl, najstarszy internetowy serwis VOD, a więc oferujący dostęp do filmów na żądanie w sieci, powstał w 2008 roku i w zamierzeniu skupiać się chciał na kinie ambitnym. Dziś ma bodaj najbardziej zróżnicowaną ofertę na rynku: z jednej strony filmy w rodzaju "Cztery noce z Anną", "Milczenie Lorny", "Parę osób, mały czas" czy "Viridiana", ale też znakomite polskie krótkometrażówki ("Ciemnego pokoju nie trzeba się bać", "Miasto płynie", "Pas de deux"), seriale ("Oficer", "Glina", "Londyńczycy", "Ojciec Mateusz") aż po produkcje w rodzaju "Zarżnięci żywcem" czy "Joga w czasie ciąży". Większość tytułów (ponad dwa tysiące) dostępna jest za darmo, za cenę obejrzenia wcześniej reklam. Można z nich zrezygnować i wykupić miesięczny abonament reklamowany niedawno przez Jerzego Stuhra (ceny: patrz tabelka niżej), ale internauci zdecydowanie wolą rozwiązanie pierwsze.
Vod.onet.pl startował głównie jako internetowa baza produkcji TVN - w sierpniu zeszłego roku rolę tę przejął
tvnplayer.pl (programy i filmy tej stacji dostępne są tam za darmo). Vod.onet.pl ma dziś za to szerszą ofertę: blisko pięćset fabuł z zaskakująco dużą liczbą klasyki i tytułów polskich (filmy Chaplina, "Andriej Rublow", "Na wylot", "Aktorzy prowincjonalni", ale też "Cała zima bez ognia" czy "Made in Poland"), dokumenty (niecałe dwieście, w tym choćby "David chce odlecieć"), seriale, programy dla dzieci i klipy. Tu również filmy są bezpłatne i poprzedzone reklamami z wyjątkiem użytkowników abonamentowych.
Jako wideoteka programów Polsatu ruszała z kolei
Ipla.tv - dziś ma w katalogu ok. tysiąca filmów, w tym sporo klasyki ("Wałkonie"), ale też dużo mocnych produkcji z ostatnich lat ("Jak zostać królem", "Wenecja", "Vicky Cristina Barcelona", "Sin City", "Prosta historia o miłości", "Pianistka"). O ile część tytułów obejrzeć można za darmo, o tyle za dostęp do każdego z filmów najbardziej znanych trzeba zapłacić oddzielnie. Ipla.tv to również seriale, telewizyjne produkcje Polsatu, ale przede wszystkim bogata (i często bezpłatna) oferta dla fanów sportu.
Należący do Agory
Kinoplex.pl również oferuje część filmów za darmo, ale za najmocniejsze tytuły, a zwłaszcza najnowsze produkcje, trzeba zapłacić. W katalogu znane hity i dużo ważnych filmów docenianych na festiwalach, chociaż najmocniejszą i najbardziej wyróżniającą stroną serwisu jest mocne nastawienie na współczesne kino polskie. W ramach przygotowań do rozdania nagród Orłów 2012 Kinoplex.pl oferuje np. filmy zupełnie najnowsze, jak "Kret", "Ki", "Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł", "Erratum" czy "Jutro będzie lepiej". Niedostępne są choćby "W ciemności" i "Róża", ale też - z uwagi na brak odpowiedniej licencji - "Wymyk", "Daas" i "Made in Poland" (obejrzeć można go z kolei na vod.onet.pl).
Kolejny serwis to
Cineman.pl, który jako jeden z nielicznych oferuje część tytułów (m.in. "Sagę Zmierzch: Zaćmienie", "Pozwól mi wejść", ale też zestaw filmów Luca Bessona) w wersji HD. Niewielka część produkcji dostępna jest za darmo, za większość trzeba zapłacić (pojedynczo lub znacznie taniej w pakietach). Niezłym pomysłem jest katalog CinemArt z produkcjami nagradzanymi na festiwalach - choćby "Biała wstążka", "Życie z wojną w tle", "Drzewo życia" czy "Ostrożnie, pożądanie".
Zaskakująco skromna jak na potężne archiwalia telewizji publicznej okazuje się oferta
vod.tvp.pl. Za niewielką część filmów (m.in. "Quo vadis", "Boisko bezdomnych", "Historia kina w Popielawach") nie trzeba płacić - wystarczy obejrzeć poprzedzające internetową "projekcję" reklamy. W ofercie płatnej dużo klasyki, filmów polskich ("Spokój", "Mała Moskwa", "Wesele" Smarzowskiego), seriali (z "Klanem" i "M jak miłość" włącznie), dokumentów ("Królik po berlińsku", "Miłość do płyty winylowej") i archiwalnych oraz aktualnych audycji TVP.
To na razie kropla w morzu, nawet jeśli telewizja publiczna coraz chętniej udostępnia swoje produkcje innym internetowym serwisom VOD (m.in. Iplex.pl). Ale sytuacja ma się fundamentalnie zmienić - zgodnie z podpisaną niedawno umową między prezesem telewizji publicznej i szefem Narodowego Instytutu Audiowizualnego archiwa TVP będą zdigitalizowane, a później udostępnione internautom na stronie
nina.gov.pl/ninateka. Na razie zobaczyć tam można pojedyncze krótkie metraże, dokumenty i animacje, a jedyną pełnometrażową fabułą są "Diabły, diabły" Doroty Kędzierzawskiej.