Zaraz po starcie Kowalczyk, Bjoergen i Johaug odjechały rywalkom i szybko stało się jasne, że tylko one będą się liczyć w walce o zwycięstwo. Gdy miały za sobą siedem kilometrów pokonane techniką klasyczną i zbliżały się do strefy zmiany nart, dość niespodziewanie osłabła Bjoergen. Na półmetku Polka miała nad nią już prawie dziesięć sekund przewagi.
Biegnąc "łyżwą" mocne tempo narzuciła Johaug i zaczęła zyskiwać przewagę. Kowalczyk dotrzymała jej kroku przez trzy kilometry. Później pozostało Polce skupić się na utrzymywaniu przewagi nad Bjoergen, która wyraźnie nie była najlepiej dysponowana. Taka była też kolejność na mecie.
Gdyby na trasie nie było lotnych premii, to Norweżka utrzymałaby prowadzenie w klasyfikacji generalnej (straciła 20 z 23 punktów przewagi). Jednak Kowalczyk wygrała pierwszy taki finisz, a na drugim przegrała tylko z Johaug, nadrabiając nad Bjoergen łącznie pięć punktów. Dzięki temu w PŚ jest lepsza o dwa.
Źródło: Gazeta Wyborcza