Tylko częściowo tłumaczy ją także pogląd, że przy radykalizmie
PiS i błazenadach partii Palikota ginie merytoryczna krytyka władzy. A już zupełnym bajaniem jest powszechna na prawicy teza o poddaństwie mediów wobec rządzących.
Jest poważniejsza przyczyna takiego stanu polityki. Na naszych oczach wyłania się nowy model demokracji, w którym partie przestają być uważane za sensownych pośredników między władzą a społeczeństwem. Te ich funkcję przejmują niezależne od partii reprezentacje środowiskowe. Albo wyłaniane spontanicznie, jak przy protestach internautów, albo już istniejące, jak przy protestach lekarzy. Partie schodzą na margines publicznej polityki. Są maszynami do głosowania i wspierania przywódców. Odzwierciedlają przede wszystkim przekonania kierownictwa, a nie społeczeństwa. Partie stają się biernymi i niemymi uczestnikami demokracji.
A obywatele chcą mieć bezpośredni kontakt z tymi, którzy decydują albo przynajmniej są w stanie wpłynąć na decyzje. Gdyby Leszek Miller,
Janusz Palikot czy
Jarosław Kaczyński sami wcześniej zorganizowali konsultacje w sprawie ACTA czy ustawy refundacyjnej, gdyby zaprosili zainteresowane środowiska do publicznej rozmowy, byliby słuchani i wspierani. Ale nikogo nie interesuje to, że wspierają już dziejące się protesty, proponując się tym samym na pośredników między władzą a niezadowolonymi.
Ten narastający klimat demokracji bezpośredniej, w którym politycznym pośrednikom mówi się "do widzenia", całkowicie zmienia politykę. I władza, i opozycja muszą szukać społeczeństwa. Na razie go nie znajdują, zanim ono samo o sobie nie przypomni.
Problem w tym, że nigdy nie przypomina o sobie całe społeczeństwo. Do głosu dochodzą jedynie racje lepiej zorganizowane i bardziej słyszalne. To skutek słabości partii i znane niebezpieczeństwo demokracji bezpośredniej: lekceważenie akurat mniej obecnych. Cieszę się, że rząd został skutecznie zmuszony do konsultacji ACTA ze środowiskami internautów. Jednak zadanie władzy nie polega tylko na wsłuchiwaniu się w protesty. Powinnością rządzących jest odzwierciedlanie możliwie wszystkich racji w konflikcie. W przypadku ACTA oznacza to, że rząd albo prezydent powinien zorganizować okrągły stół gromadzący wszystkich zainteresowanych oraz ekspertów. Da to szansę na kompetentny i aprobowany przez różne strony kompromis. Inaczej zobaczymy tylko, jak pod wpływem kolejnych presji władza i opozycja truchtają od ściany do ściany.