Donald Tusk obiecuje otwartą debatę na temat zagrożeń dla wolności w internecie i przegląd prawa autorskiego, by dostosować je do technologii XXI w., które kompletnie odmieniły sposób, w jaki korzystamy z książek, filmów, muzyki.
Za późno. Premier powinien był tę decyzję podjąć przed podpisaniem umowy, bo teraz trudno będzie zablokować jej wejście w życie.
Nie wierzę też w deklaracje premiera. Znamy powiedzenie, że jak władza mówi, że coś zrobi - to mówi. Tusk jeszcze w maju obiecywał internautom "już dziś" wyjaśnić wątpliwości.
Konflikt o ACTA, a wcześniej reforma służby zdrowia czy sprawa leków pokazują niebezpieczną praktykę rządu. Forsuje coś po cichu, nie licząc się z sensownymi zastrzeżeniami - bo wie lepiej, bo może to lobbing... Dopiero gdy dojdzie do ostrych protestów, wycofuje się i obiecuje konsultacje.
Obietnice premiera wyglądają na próbę ratowania wizerunku rządu. Jeśli władze chcą odzyskać wiarygodność, powinny przekazać ACTA do oceny Trybunałowi Konstytucyjnemu w
Warszawie i Europejskiemu Trybunałowi Sprawiedliwości w Luksemburgu. A PO powinna zadbać, by umowę porządnie przedyskutował
Parlament Europejski, który przesądzi, czy Unia przyjmie ACTA. Europosłowie Platformy lubią się chwalić, jak są tam wpływowi. Niech to teraz pokażą.
Praw autorskich trzeba bronić, ale inaczej. Najpierw warto słuchać, a potem decydować. Nie odwrotnie.