Ewa Siedlecka: Jaka jest wiarygodność zeznań matki Madzi? Może ona po prostu nie wie, co mówi? Jerzy Pobocha: Sprawdzała, jak oszukać wariograf, co wskazuje, że jednak jakby działa z jakąś premedytacją. Że musi być coś, czego nie chce ujawnić, i że czuje się winna. To wszystko nie wygląda na sytuację, gdy oszalała z bólu po nieszczęśliwym wypadku matka popełnia kolejne absurdalne, chaotyczne kroki zmierzające do ukrycia tego zdarzenia, działając w stanie niepełnej świadomości.
Gdy chodzi o nieszczęśliwy wypadek czy działanie w afekcie, gdy sprawca nie chciał wywołać takiego skutku, podejmuje on działania naprawcze: próbuje ratować, wzywa pomoc. Nie robią tego osoby, które zamierzały zrobić to, co zrobiły. Albo zrobiły to z premedytacją, albo wynikało to z ich wcześniejszych myśli, nastawienia.
Z informacji rodziny wynika, że ta matka nie była z dzieckiem silnie związana i że mogła się chcieć go pozbyć. Najprostszy wariant jest taki, że nie usiłowała ratować dziecka z powodu chłodu uczuciowego, a sprawę ukryła, bo chciała uniknąć odpowiedzialności.
Mogło być też tak, że
dziecko straciło przytomność, a ona go nie ratowała, wychodząc z założenia, że może mieć uszkodzony mózg, więc lepiej dla niego, jeśli umrze. Takie przypadki: niech lepiej umrze, niż miałby się męczyć - nie są rzadkie.
Ale czy osoba w pełni władz umysłowych może uczynić takie założenie, że wypadek ma nieodwracalne skutki, i nie wezwać pomocy? - Na tym właśnie polega działanie w stresie, w lęku. Wtedy wszystko jest spotęgowane i niekoniecznie racjonalne. Sytuacją podobną jest wypadek drogowy, gdy sprawca najeżdża człowieka i zamiast wezwać pomoc - ucieka. Strach ma wielkie oczy, a on chce uniknąć odpowiedzialności i to jest w tym momencie dla niego najważniejsze. To nie są rzadkie przypadki, chociaż oczywiście znacznie bardziej wstrząsające jest nieudzielenie pomocy własnemu dziecku.
Jednak jeśli jej stosunek do tego dziecka był przez rodzinę krytykowany, to mogła się bać obwiniania przez rodzinę, oskarżeń, że jest złą matką, odrzucenia przez rodzinę, znajomych. Więc zamiast próbować ratować dziecko, skoncentrowała się na ukryciu całego zdarzenia.
A może to dziecko żyje? Może je komuś oddała i wymyśliła dziwną historię, żeby to ukryć? A jak się wydało, że napadu nie było, to wymyśliła kolejna historię - o wypadku? A może się przyznała wbrew faktom, bo została zastraszona przez detektywa? - Detektyw z tego, co wiadomo, zastosował typowe metody
policyjne: powiedział, żeby lepiej się przyznała, bo wtedy kara będzie mniejsza. Nie można wykluczyć, że wersja o wypadku też jest konfabulacją. Nie mamy przecież ciała.
Czy ta kobieta powinna być dalej przesłuchiwana? Czy jest wiarygodna? I czy jest w stanie, w którym można człowieka przesłuchiwać? - Z tego, co mówi
policja, to ona jest w stanie, w którym przesłuchać jej nie można. Ale oprócz formalnego przesłuchania może być rozmowa, z której sporządza się tylko notatkę. To powinien ocenić lekarz. Ważna jest nie tylko wiarygodność tego, co mówi, ale też to, czy jest w stanie psychicznym, w którym jako podejrzana może świadomie i w pełni korzystać z prawa do obrony.
Jeśli lekarz uzna, że nie może być przesłuchiwana i stan zdrowia nie pozwala jej przebywać w areszcie - może być do czasu polepszenia umieszczona w szpitalu psychiatrycznym.
*Dr nauk medycznych Jerzy Pobocha, b. prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej