Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Sytuacja wyjściowa "Róży" w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego może przypominać dawne polskie filmy o osadnikach na Ziemiach Odzyskanych, ale styl, punkt widzenia, nasilenie okrucieństwa tworzą nową jakość. Tuż po wojnie na Mazurach spotyka się dwoje ludzkich wraków - AK-owiec, który przeszedł przez piekło (Marcin Dorociński) i Róża (Agata Kulesza), autochtonka, żona zabitego żołnierza Wehrmachtu, wyklęta przez sąsiadów jako "ruska dziwka". Nie ma tu żadnej "dziejowej sprawiedliwości", w gruncie rzeczy nie ma "swoich" i "obcych". Wojna jest eksplozją instynktów, historia - serią gwałtów dokonywanych przez Niemców, Rosjan, Polaków. Na takiej kanwie opowiedzieć historię czystej jak z legendy miłości dwojga ludzi było zadaniem karkołomnym. Rezultat jest zdumiewający.
TSob
Tadeusz Sobolewski: "Róża" - tu zło czai się na każdym kroku.
Skończył pan technikum mechaniczno-samochodowe.- W profilu obróbka skrawaniem. Została mi z tego pasja do samochodów, i to niekoniecznie szybkich. Samochód to też dzieło sztuki. Samochód pachnie. Samochód albo zagada, albo nie zagada. Chciałbym mieć kilka samochodów, a najbardziej ciężarówkę. Prowadził pan kiedyś ciężarówkę?
Dziesięcioosobowego busa.- Ale mówię o prawdziwej ciężarówce. Ja prowadziłem trucka mojego przyjaciela, chociaż nie po drodze publicznej, bo nie mam prawa jazdy na ciężarówki. Jeśli byłaby możliwość trzymania gdzieś między tymi uliczkami ciężarówki, to natychmiast bym kupił i zrobił prawo jazdy.
Kiedyś człowiek przewiózł mnie ciężarówką wyścigową, która do stówy dochodzi w pięć sekund. Zapieprzało to jak wyścigówka, a siedzi się wysoko jak na wielbłądzie.
Samochody są piękne. Pamiętam czasy, kiedy u mnie w Kłudzienku było kilka samochodów. Jeździło się raczej autobusem, rowerem, szło się albo biegło.
Coście robili w tym Kłudzienku?- Graliśmy w piłkę. Było nas mnóstwo dzieciaków i mieliśmy boisko z prawdziwymi bramkami.
Czy mecz to spektakl jak w teatrze?- Nie... Jedno, co jest wspólne, to, że każdy wieczór jest inny.
Tu i tu się występuje.- Z występowaniem to jest tak, że jak ktoś w czasie spektaklu myśli o tym, że występuje, to już jest pozamiatane. I mam wrażenie, że kilku polskich piłkarzy myśli o tym, że występuje.
Na czym ich pan przyłapał?- Wychodzą wystylizowani.
Co w tym złego? Trener siatkarek Andrzej Niemczyk opowiadał mi, że siatkarki się malują na mecz, żeby swoją urodą zgasić rywalki w pierwszych słowach listu.- Nowozelandzcy rugbiści tańczą w tym samym celu ten swój słynny taniec - żeby pokazać, że są drużyną, która zaraz urwie głowę rywalom. A nasi piłkarze chcą się tylko pokazać - że jestem na boisku, jestem fajny, mam fajne włosy.