Jak poinformował rzecznik prasowy resortu transportu Mikołaj Karpiński, wniosek w środę popołudniu trafił do ministerstwa. - Minister szanuje niezależność komisji i nie komentuje sprawy - podkreślił Karpiński. - Po zapoznaniu się z pisemnym wnioskiem, minister podejmie decyzję w przyszłym tygodniu - dodał.
Klich nie zamierza podawać się do dymisji Minister może odwołać szefa PKBWL na wniosek komisji uchwalony bezwzględną większością głosów. Takie głosowanie odbyło się w komisji w środę po południu.
Klich, który przewodniczy komisji od 2006 r. zapowiadał, że nie zamierza podawać się do dymisji. Jednocześnie przyznawał, że spodziewa się, iż większość komisji zagłosuje za jego odwołaniem. Członkowie PKBWL nie chcą wypowiadać się o sprawie.
Kolejna próba odwołania przewodniczącego Szef PKBWL wysłał w środę oświadczenie, w którym napisał m.in., że wniosek o jego odwołanie, złożony 21 grudnia 2011 r., "nie zawiera żadnych argumentów merytorycznych".
"W szczególności nie odnosi się do tego, że Komisja pod moim kierownictwem znacznie zwiększyła swą efektywność, a badania wypadków lotniczych prowadzone są sprawnie i prowadzą do konkretnych wniosków. Zrozumiałe, że wynikające stąd większe, ale racjonalne, obciążenie
pracą poszczególnych członków Komisji nie może budzić ich entuzjazmu" - ocenił Klich. Podkreślił, że pod jego kierownictwem PKBWL obecnie pracuje na bieżąco i nadrobiła zaległości w badaniu incydentów lotniczych.
To już druga w ostatnim czasie próba odwołania przewodniczącego PKBWL. Na początku 2011 r. komisja przyjęła odpowiedni wniosek, ale na dymisję nie zgodził się ówczesny minister infrastruktury Cezary Grabarczyk.