http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jedenaście dni bez niej

Witold Gałązka
2012-02-01, ostatnia aktualizacja 2012-02-03 21:16

Bartek i Kasia: - Czujemy, jakby robiono z nas potwory. A przecież nie mamy nic do ukrycia. Jesteśmy normalnymi ludźmi
Bartek i Kasia: - Czujemy, jakby robiono z nas potwory. A przecież nie mamy nic do ukrycia. Jesteśmy normalnymi ludźmi
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta

Matka półrocznej Madzi z Sosnowca wyznała w czwartek wieczorem, że córeczka wyślizgnęła się jej w domu z kocyka i uderzyła główką o wysoki próg, więc ją wyniosłą i porzuciła nad rzeką. Ale ciała nie znaleziono.

Dziewczynka z różowym kocykiem, który zniknął wraz z nią
fot. materiały policji
Dziewczynka z różowym kocykiem, który zniknął wraz z nią
ZOBACZ TAKŻE




W nocy z 24 na 25 stycznia nie śpi pół Sosnowca. Wieczorem na parkowej alejce z wózka porwano półroczną dziewczynkę. Wcześniej ktoś ogłuszył matkę.

W wieżowcach przy ul. Legionów wywiadowcy pukają do drzwi, prewencję przerzucono z meczu do przeszukiwania krzaków. Wkrótce cała Polska już wie, że dziecko ma na imię Madzia, a jej rodzice to Kasia i Bartek.

Rano Kasia jeszcze się słania po relanium, które wstrzyknęli jej w karetce. W domu Pan Jezus patrzy ze ściany na puste łóżeczko. Bartek uchyla laptop i czyta pod newsami, że sam ukartował porwanie i że koniecznie trzeba przyjrzeć się matce. "Ludzie, ogarnijcie się, nazywam się Bartłomiej Waśniewski... moja córka ma na imię magda, pomóżcie szukać, proszę!!!". Komentarzy przybywa. O 2.23 nad ranem czyta: "Imię córki z małej litery napisał, chory cwaniak".

Środa. Mama przedstawia różne wersje

Missing! Decaparecida! Porwano dziecko! - krzyczą ulotki, które znajomi Kasi i Bartka tłumaczą na angielski, niemiecki, hiszpański i rozsyłają w plikach na cały świat - od Phoenix przez Londyn po Bratysławę. Co noc rozlepiają je na słupach, dworcach, postojach taksówek w Katowicach i Sosnowcu. Po tygodniu poszukiwań dodrukowali 10 tysięcy plakatów i w sieci skrzykują się pod hipermarketem na roznoszenie.

- Od razu rzuciliśmy się do internetu, tam są wszyscy znajomi i wiadomości - mówią Kasia (22 lata, bezrobotna) i Bartek (23 lata, skończył sosnowieckie technikum elektroniczne, studiował informatykę, ale rzucił, bo marzył o grafice komputerowej). Na jego prywatnym profilu w Facebooku zdjęcia córeczki wiszą kilkanaście godzin, nazajutrz policja przekazuje fotografie prasie.

Policjantom, których pogotowie wezwało na miejsce, gdzie cucono Kasię, utkwiły w pamięci jej niezborne tłumaczenia: szła z wózkiem do pracy, a przecież mówiła, że jest bezrobotna, potem mówiła, że tylko szukać pracy, a potem, że z Madzią szła do babci.

Kasia pamięta, że lekarze długo czekali na radiowóz. Wyrywała się, szarpała, błagała, żeby od razu szukano dziecka. - Muszę dać pani zastrzyk - zdecydował ratownik. - Byłam kompletnie otępiała - tłumaczy mama Madzi.

Środa. Mężczyzna w białej kurtce

W środę do wieczora rodzice tkwią w prokuraturze przy ul. Teatralnej (za rogiem pod komendą rozstawiają się wozy transmisyjne TV, by "łapać przecieki").

- Sprawdzamy, czy to na pewno było porwanie - ujawnia Mirosław Miszuda, szef prokuratury rejonowej Sosnowiec-Północ.

Na korytarzu prokuratury Bartek zdradza do kamer, że policja właśnie kreśli portret tajemniczego mężczyzny w białej kurtce z pasem na piersiach. Żona zapamiętała, że ktoś taki ją śledził.

- Wiem, że mnie wyśmiewają, że intuicja to żaden dowód, ale miałam przeczucie, bałam się. Myślałam, że chodzi mu o mnie. Gdy stanęłam i odwróciłam głowę, mężczyzna wyraźnie zwolnił. Widziałam go jeszcze raz z odległości 150 metrów. Potem zniknął - mówi Kasia. Wtedy pognała z wózkiem między przechodniów, pod latarniami, omijając park.

Policjanci odmawiają publikacji szkicu - bo jaki pożytek z portretu, na którym nie widać twarzy? - Na rysunku rozpozna się pół Polski - mówią z rezygnacją. Zespół funkcjonariuszy przegląda godziny nagrań z miejskich kamer monitoringu (jest ich tyle, że w sosnowieckiej komendzie zabrakło dysków DVD na gigabajty danych). Nieoficjalny przeciek: na filmach pojawia się kobieta z wózkiem, ale nie widać podejrzanego.

Czwartek. "Wszyscy wiedzą, co się stało z dzieckiem"

W czwartek katowicka prokuratura okręgowa przejmuje śledztwo z Sosnowca. - Ze względu na wagę sprawy - uzasadnia prokurator Marta Zawada-Dybek. Trzeba przewieźć akta, wyznaczyć referenta, upływa kolejna noc. Następnego dnia komendant wojewódzki policji powołuje specjalną grupę operacyjno-śledczą. Odnalezienie dziecka będzie priorytetem - zapowiada policja.

W osiedlowym sklepie, do którego od dziecka zaglądała Kasia, sprzedawczynie krzywią się od plotek, jakie codziennie przynoszą klienci: że dziewczynkę sprzedano, bo rodzice nie mieli pieniędzy; że porwano dziecko na części zamienne, bo przecież Madzia dwa tygodnie po urodzeniu leżała w klinice i tam zrobiono jej dokładne badania, które zna międzynarodowa mafia; że kiedy Kasia pchała wózek, to wcale nie było w nim dziecka, bo znikło wcześniej, tam gdzie wynajmują mieszkanie przy ul. Floriańskiej.

Żona właściciela posesji przy ul. Floriańskiej nie chce rozmawiać. - Wynosić mi się - rozkazuje, a potem rygluje bramę starej kamienicy. Jest nieufna, zmęczona i zła. - Wszyscy wiedzą, co się stało z dzieckiem! - rzuca na pożegnanie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 78 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    57 głosów

Sufit nad PiS-em

PiS tuż po wyborach miał 24 proc. Po ponad pół roku pracy w opozycji ma 25 proc. I to mimo tego, że Platforma za swe błędy zapłaciła w tym czasie kilkunastoma punktami i ma dziś 28 proc.

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W czwartek z ''Gazetą'':