Premier jest jak dobrotliwy ojciec. - Nie chcecie, by karano was za wypisywanie osobom nieuprawnionym refundowanych recept? - pyta lekarzy. - Nie ma sprawy. Zmienimy w trymiga ustawę.
- Chcecie podkradać z Internetu filmy i muzykę ? - Macie prawo, przepraszam, że nie skonsultowaliśmy z wami tego problemu - mówi do demonstrujących internautów.
Każdy problem premier chce konsultować ze społeczeństwem. Tylko patrzeć, jak nowelizację Kodeksu Karnego będzie konsultował z najbardziej zainteresowanymi grupami z okolic Pruszkowa i Wołomina.
No i mamy skutek. Grupy kierowców protestują przeciwko wysokim cenom paliw. Powinni protestować pod ambasadami państw arabskich i Rosji lub od biedy Unii Europejskiej. Bo wysokie ceny benzyny i oleju to skutek drogiej ropy na światowych rynkach, drogiego dolara i podatków pośrednich, których minimalny poziom określa Komisja Europejska.
Ale kierowcy wolą blokować drogi i stacje paliwowe. - Benzyna ma być po 4 zł za litr i ani grosza więcej - mówią.
To najbardziej idiotyczny protest z możliwych, gdyż grupki kierowców, mających najwyraźniej czas i pieniądze (spalają drogą benzynę) przeszkadzają tym, którzy mają lepszy pomysł na spędzenie weekendu. Najwyraźniej kierowcy uwierzyli, że rząd wszystko może. Nawet obniżyć ceny ropy na światowych giełdach i zmusić Unię Europejską do obniżenia akcyzy.
Panie premierze - tak dalej rządzić się nie da. Wszystkich Pan nie zadowoli. Takie rządy prowadzą do anarchii. Powiedz Pan wreszcie kilka twardych słów!. Nie każdy, kto wymachuje transparentem, skacze po ulicy i blokuje drogi ma rację. Pochyl się Pan z troską nie tylko racjami demonstrantów, ale milczącej większości, która ma postulaty demonstrantów głęboko w nosie.
Źródło: Gazeta Wyborcza