Sekwencja zdarzeń na Wydziale Weterynarii warszawskiej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego wyglądała tak:
* Studentowi nie udało się na zaliczeniu semestru osiągnąć wystarczającej liczby punktów, więc musiał semestr powtarzać.
* Podczas powtarzania było jeszcze gorzej, bowiem student nie przystąpił w ogóle do zaliczenia semestru.
* Dziekan, mocno naginając regulamin studiów, bez zawiadomienia profesora odpowiedzialnego za przedmiot, którego student nie zaliczył, powołał specjalną komisję, która uznała, że student jednak zaliczył semestr i zdał końcowy egzamin.
* Student otrzymał dyplom, a ten profesor ma na uczelni problemy.
- Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji - mówi dr Andrzej Komorowski, główny lekarz weterynarii kraju wlatach 1997-2001 - Choroby zakaźne to jeden z czterech głównych przedmiotów na weterynarii, bez wiedzy tu zdobytej nie można być dobrym lekarzem.
Niemożliwe? Możliwe, jeśli student ma odpowiednie nazwisko. W tym przypadku nazywa się Sawicki i jest synem ministra rolnictwa.
Kolokwium bez studenta
Przedmiot choroby zakaźne prowadzi na wydziale weterynarii prof. Tadeusz Frymus. Prowadzi przez trzy semestry: IX, X i XI. Każdy kończy się zaliczeniem, a po XI semestrze jest egzamin. Warunkiem przystąpienia do egzaminu końcowego jest zaliczenie każdego semestru. Taki sposób zaliczania tego przedmiotu obowiązuje od ok. 20 lat i jest zapisany w regulaminie złożonym przez profesora w dziekanacie. Do niedawna nikt tego nie kwestionował.
Przemysław Sawicki nie zaliczył X semestru. Udało mu się zebrać tylko jeden punkt na 40 możliwych. Ale student ma prawo do zdawania kolokwium pisemnego z całości materiału semestralnego. A jeśli obleje, ma prawo do kolokwium poprawkowego. Student Sawicki najpierw przyniósł zwolnienie lekarskie, potem w drugim terminie dostał zero punktów na 15 możliwych, kolokwium poprawkowego też nie zaliczył. W tej sytuacji każdy student musi powtarzać semestr. Zrobił to student Sawicki. W podobnej sytuacji było 10 studentów.
Ale nagle na uczelni wokół prof. Frymusa zaczęło się robić nerwowo. Prodziekan wydziału ds. dydaktycznych prof. Marcin Bańbura zaczął kwestionować tryb zaliczania tego przedmiotu i zwrócił się pisemnie do prorektor ds. dydaktyki z pytaniem, czy w ogóle prof. Frymus ma prawo zaliczać semestr ze swoich wykładów, skoro obecność na wykładach nie jest obowiązkowa. Obowiązkowe są tylko ćwiczenia, a te zaliczają asystenci.
Student Sawicki w trakcie powtarzania feralnego dla siebie semestru X nie przystąpił do zaliczenia ani jednej kartkówki z wykładów.
W czerwcu 2011 r. na prośbę władz uczelni prof. Frymus przeprowadził kolokwium, które miało być podstawą zaliczenia całego semestru, do którego przystąpiło 9 studentów. Student Sawicki nie zgłosił się ani w terminie zwykłym, ani w poprawkowym.
Pytanie dlaczego? Być może już wtedy wiedział, że jest to zbędne, bo władze uczelni wymyśliły lepszy sposób na zaliczenie mu studiów.
Oto nagle bez powiadomienia odpowiedzialnego za prowadzenie przedmiotu prof. Frymusa zwołano komisję egzaminacyjną i student Sawicki zdał egzamin komisyjny z tego przedmiotu. Zgodnie z regulaminem studiów SGGW, zatwierdzonym przez Senat tej uczelni, egzamin komisyjny jest egzaminem ostatniej szansy. Przysługuje w"szczególnych okolicznościach", kiedy student obleje egzamin w terminie zwykłym i poprawkowym. Na egzaminie musi być obecna osoba odpowiedzialna za przedmiot, z którego student zdaje egzamin, a tryb i przebieg egzaminu muszą być z nią uzgodnione. Regulamin studiów nie przewiduje "komisyjnego zaliczania" semestru.
W tym przypadku władze wydziału pogwałciły wszystkie te zasady. Student Sawicki dostał trzecią szansę, choć nie skorzystał z żadnej poprzedniej. Nie oblał egzaminu w żadnym terminie, bo po prostu do niego nie przystąpił. Do składu komisji egzaminacyjnej nie zaproszono prof. Frymusa - dowiedział się o nim post factum od studentów. Do egzaminu przystąpić można po zaliczeniu wszystkich trzech semestrów, a student Sawicki nadal miał niezaliczony semestr X.
Nazwisko to obciążenie?
O powołaniu komisji egzaminacyjnej zdecydował prof. Marian Binek, dziekan wydziału: - Zapewniam, że wszystko było w porządku. I nie chodziło o nazwisko Sawicki.
- To o co?
- Po prostu mieliśmy kłopot z grupą studentów, którzy nie zaliczyli zajęć u prof. Frymusa. Nie mogli powtarzać roku, bo zmieniły się programy. Profil, który studiowali, został zakończony. Podjąłem decyzję, żeby dać studentom ostatnią szansę.
Źródło: Gazeta Wyborcza