http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kościół, lewica, monolog

Katarzyna Wiśniewska, Gazeta Wyborcza
2012-01-26, ostatnia aktualizacja 2012-01-27 15:09

Właściwie nie ma tu o czym dyskutować. "Kościół lewica monolog" - prowokacyjne hasło przewodnie najnowszego "Znaku" (styczeń 2012 r.), a zarazem trawestacja tytułu książki Adama Michnika "Kościół lewica dialog", oddaje stan rzeczy: między Kościołem a lewicą jest dziś mur umacniany przez obie strony. Od palikotowców (bo SLD pragmatycznie nigdy z Kościołem nie zadzierało) słyszymy o dyktaturze czarnych, a bp Wiesław Mering w "Tygodniku Powszechnym" nawet nie udaje, że zależy mu na dialogu, bo "nie czuje żadnej wspólnoty" np. z etykiem prof. Janem Hartmanem.


Wydaje się, że dialog, który był możliwy w latach 70. i 80., został dawno pogrzebany. Dlaczego? Zdaniem prof. Andrzeja Friszkego "Kościół sam obciął swoje lewe skrzydło, zdolne do komunikowania się z inteligencją i światem współczesnym". W latach 90. powstało wiele katolickich rozgłośni, do których zapraszano także ludzi spoza Kościoła, m.in. Radio Józef. Problem w tym, że wszystkie - jak ujmuje to Friszke - zostały "pożarte" przez Radio Maryja. Kościół, zaangażowany w dialog z lewicą i w Okrągły Stół, po transformacji wykonał zwrot o 180 stopni. Jak mówi Friszke, wynikało to z decyzji biskupów, "by budować przyparafialne elity w opozycji do elit intelektualnych i nadziei, że na tym zbuduje się silne stronnictwo katolickie. Zdefiniowano sytuację tak, że inteligencja jest mniejszością, trzeba się więc odwołać do prostego ludu, warstw najmniej wykształconych. () Do tego dochodziło niezrozumienie przez dużą część kleru współczesnego świata, obawa przed zjednoczeniem z Europą Zachodnią, no i niski poziom ogólnego wykształcenia".

Z kolei środowiska Kościoła otwartego - "Znak", "Więź", "Tygodnik Powszechny" - według Friszkego ("zbyt łatwo rozmieniły swój kapitał na drobne" i "w pewnym momencie przestraszyły się debaty z biskupami".

A może ten dialog nigdy nie był stanem naturalnym i Kościół w niemal organiczny sposób jest połączony z prawicą? Friszke przypomina, że już przed I wojną światową Kościół "postawił na konserwatystów integralnych, takich jak stańczycy z Galicji, a w okresie międzywojennym - na endecję. Dlatego już w 1918 r. Kościół nie był postrzegany jako instytucja ogólnonarodowa, ale raczej jako strona na scenie politycznej związana z prawicą. Dlatego dla nurtów, które wychodziły z lewicy, jak np. Józefa Piłsudskiego i jego obozu, Kościół był czymś zewnętrznym".

Kościół i lewica mają jednak wspólne tematy. Sęk w tym, jak piszą jednak Misza Tomaszewski i Ignacy Dutkiewicz, że obie strony odesłały je do lamusa. "Bóg jeden wie, kiedy polski Kościół po raz ostatni przemówił głośno w imieniu bezdomnych, bezrobotnych czy pozbawionych dostępu do edukacji. Kiedy słowem zająknął się na temat młodzieży bezradnie przysłuchującej się kompletnie niezrozumiałemu dla niej sporowi o przyszłe emerytury. Dlaczego w listach Episkopatu nie słyszymy o tym, co w chrześcijaństwie najważniejsze?".

Zamiast tego w kółko czytamy o okropnościach nowoczesności, do których biskupi zaliczają na jednym oddechu in vitro, związki partnerskie i gender studies. Zarzut monotematyczności Tomaszewski i Dutkiewicz stawiają też lewicy: "Gdy Kościół wałkuje wciąż te same - co nie znaczy, że nieważne - problemy życia rodzinnego, patriotyzmu i alkoholizmu, ona przywiązała się do tematów dyskryminacji rasowej, płciowej i seksualnej".

Efekt: wykluczeni i najubożsi padli ofiarą populistów „łączących hasła opartego na rozdawnictwie społecznego solidaryzmu z nacjonalistyczną retoryką przedstawiającą katolicyzm jako » formę polskości «”.

Katolików "otwartych" może oburzyć teza Magdaleny Środy, która w tekście w "Znaku" winą za zamknięcie Kościoła obarcza także Jana Pawła II. "Chciał zostawić po sobie Kościół silny, skonsolidowany wokół jednej Prawdy, zamknięty jak twierdza, która spuszcza mosty zwodzone tylko tym, którzy chcą do niej wejść i w niej zamieszkać, a nie tym, którzy chcą poznać jej mieszkańców i porozmawiać. Myślę też, że Jan Paweł II wiedział, iż ceną zbudowania takiego Kościoła będzie jego intelektualne zubożenie. I przystał na to", pisze filozofka.

Nie sądzę, by Jan Paweł II chciał budować silny Kościół za cenę jego intelektualizmu.

Kościół zamknięty to raczej prezent od prawicowych interpretatorów myśli polskiego papieża, którzy chętnie widzieliby go w roli patrona Twierdzy. Tyle że to oni mają dzisiaj w Kościele dominujący głos.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 65 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':