http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie taka ACTA straszna, jak ją malują

Rozmawiała Krystyna Naszkowska
2012-01-26, ostatnia aktualizacja 2012-01-25 23:16

Większość protestujących nie zna treści tej umowy. ACTA nie knebluje internetu. To bat na pośredników internetowych, którzy oparli swój biznes na naruszaniu praw autorskich - przekonuje Jacek Wojtaś, prawnik Izby Wydawców Prasy

Protest przeciwko ACTA w Krakowie
Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta
Protest przeciwko ACTA w Krakowie
SONDAŻ
Co sądzisz o ściąganiu plików z sieci, tzw. "piractwie"?

to kradzież, powinna być karana
to nie kradzież, ale nie jest uczciwe wobec twórców
ściągam, w ogóle o tym nie myślę
ten głos został skasowany przez ACTA

Krystyna Naszkowska: W swoim oświadczeniu Izba Wydawców Prasy (IWP) dość kategorycznie stwierdziła, że ACTA nie niesie zagrożenia dla praw i wolności człowieka, bo nie narusza polskiego prawa. Tymczasem organizacje pozarządowe ostrzegają, że unijne prawo stoi ponad polskim. Prof. Ewa Łętowska uważa, że o to będzie się toczył spór. Może Izba oświadczyła to trochę na wyrost?

Jacek Wojtaś: Nie, nie na wyrost. Nie zawsze prawo unijne jest ponad prawem polskim. W sferze praw autorskich jest tak, że jeśli tylko przepisy międzynarodowe dają twórcy większą ochronę niż krajowe, to możemy je stosować bezpośrednio. Inne przepisy z tego zakresu wymagają natomiast implementacji. Cały szum wokół sprawy ACTA bierze się z tego, że nie wszyscy rozumieją ten dokument. Większość tych, którzy protestują, w ogóle go nie przeczytała. Przeciętny Kowalski, który przyzwyczaił się, że ma za darmo filmy, muzykę, książki, nie chce pogodzić się z tym, że miałby za coś zapłacić.

Ewa Siedlecka, publicystka "Gazety", która przeczytała ten dokument, uważa, że przepisy są niebezpieczne, bo można je różnie interpretować - są mało precyzyjne.

- Interpretacja zawsze jest sprawą sporną. Tak jest przy uchwalaniu wszystkich przepisów. Ale skoro cały dokument mówi o tym, że nie narusza naszych praw i że procedury trzeba wdrożyć z poszanowaniem praw jednostki, to znaczy, że ACTA wyznacza taki kierunek interpretacji. W sumie to dość ogólne przepisy, które nie spowodują konieczności zmiany polskiego prawa.

Co wobec tego da nam ACTA?

- ACTA umożliwi egzekwowanie praw autorskich poza granicami Unii. Teraz w praktyce nie ma takiej możliwości.

Organizacje pozarządowe twierdzą, że prawa autorskie wymagają reformy, a tymczasem ACTA betonuje stan obecny.

- Niczego nie betonuje. Owszem, nasze prawa autorskie wymagają reformy, która powinna polegać na doprecyzowaniu niektórych przepisów. Jest np. taki art. 23 o dozwolonym użytku osobistym - nagminnie nadużywany ze stratą dla twórców. Mówi o nieodpłatnym korzystaniu z dzieł bez zgody posiadacza praw przez krąg osób "pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego". Przed rozpowszechnieniem się internetu przepis ten nie stanowił problemu. Teraz różne portale społecznościowe go nadużywają. Zdajemy sobie sprawę, że reforma nie może polegać tylko na poprawie sytuacji jednej strony. Chodzi o przyjęcie takich przepisów, które dadzą ochronę twórcom, ale jednocześnie zapewnią łatwy i szybki dostęp internautom.

To w jaki sposób lepiej chronić własność intelektualną?

- Doprecyzować przepisy i je egzekwować. Problem w tym, że wielu pośredników internetowych oparło swoje modele biznesowe na umożliwianiu dystrybucji plików z naruszeniem praw autorskich i zbija na tym fortunę.

Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych obawia się, że ACTA umożliwi powstanie czegoś w rodzaju prywatnej policji, która będzie ścigała internautów.

- To nieprawda. Ten dokument mówi wyraźnie, że udostępniać dane osobowe potencjalnych naruszycieli mogą tylko organa sądowe.

Dlaczego w Polsce wybuchł bunt internautów przeciwko ACTA, a w innych krajach go nie ma?

- W innych krajach są bardziej precyzyjne przepisy, jest lepsza ochrona praw i lepsza ich egzekucja. W Niemczech za ściągnięcie pliku, który podlega ochronie, kara wynosi co najmniej kilkaset euro. Internauta, który raz zapłaci taką sumę, następnym razem dobrze się zastanowi.

Czy da się przekonać naszych internautów do płacenia za coś, co mieli za darmo?

- Tego nie zrobi się z dnia na dzień. Trzeba edukować, wprowadzać legalne i tanie oferty do internetu. Wkrótce startuje program pt. "Legalna kultura" promujący strony oferujące treści w sposób zgodny z prawem. Na przykład na Węgrzech działa już portal z kilkoma milionami plików muzycznych, do których legalny dostęp kosztuje 5 euro miesięcznie [w Polsce podobne serwisy też już są]. To jest ten kierunek - niska opłata, łatwy dostęp, precyzyjne przepisy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':