http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zaginiona dziewczynka z Sosnowca - wciąż ani śladu

Marcin Pietraszewski, Witold Gałązka, Magdalena Warchala
2012-01-26, ostatnia aktualizacja 2012-01-26 00:12

Akcja poszukiwania sześciomiesięcznej dziewczynki, która miała zostać porwana z wózka w Sosnowcu, nie przyniosła efektu. Za pomoc w odnalezieniu dziecka wyznaczono nagrodę - 15 tys. zł. Rodziców przesłuchuje prokuratura, sąsiedzi są w szoku

Półroczna Magda
fot. materiały policji
Półroczna Magda
ZOBACZ TAKŻE
Matka pamięta niewiele: we wtorek o godz. 18 idzie przez osiedle w pobliżu ul. Legionów w Sosnowcu. Przed sobą pcha wózek z sześciomiesięcznym dzieckiem. Nagle traci przytomność. Gdy dochodzi do siebie, zagląda do wózka. Jest pusty.

Policja ściąga do Sosnowca kilkuset funkcjonariuszy z całej aglomeracji górnośląskiej. Przeszukują okoliczne domy, zaglądają do piwnic. Strażacy badają rzekę. Pracują całą noc. Po dziecku ani śladu.

Trudno przesłuchać matkę. Najpierw twierdzi, że szła z dziewczynką do swojej mamy, potem, że do pracy. Gdy śledczy ustalają, że jest bezrobotna, zmienia zeznania. Mówi, że szła szukać pracy. - To dziwne - mówią policjanci. - Ale może to efekt głębokiego szoku. Kobieta nie pamięta, dlaczego upadła, nie widziała nikogo przy wózku, nie wie, gdzie jest dziecko.

Mieszkańcy osiedla znają matkę dziecka. - To Kasia, drobniutka 22-latka, ma męża Bartka. Często robili zakupy w naszym sklepie - mówią sprzedawczynie ze spożywczaka. - Spokojni, mili ludzie. Córeczkę Madzię często zostawiali u babci, która mieszka niedaleko.

Pukamy do jej mieszkania. W drzwiach zapłakana kobieta koło pięćdziesiątki. Właśnie wróciła od córki ze Szpitala św. Barbary. Kasia powiedziała matce, że ktoś uderzył ją w głowę, dlatego straciła przytomność. Tylko że lekarze na jej ciele nie znaleźli śladów obrażeń.

Policjanci przyznają, że to tajemnicze zniknięcie. - Nie wiemy, gdzie jest dziecko, kto je porwał i jaki miał motyw. Nie wiemy nawet, czy to na pewno było porwanie. Więcej dowiemy się może po dokładniejszym przesłuchaniu matki - mówi Mirosław Miszuda, szef Prokuratury Rejonowej Sosnowiec-Północ.

W miejscu, w którym miało zniknąć dziecko, nie było kamer, ale policja ściągnęła taśmy z innych punktów Sosnowca. Cały sztab ludzi przegląda nagrania wykonane między godz. 17 a 5 rano. Próbują zrekonstruować, co robiła matka, która podobno w ciągu dnia spacerowała z wózkiem po Sosnowcu.

Wczoraj odbyły się także dwie wizje lokalne, a rodzice Madzi byli przesłuchiwani.

Policjanci ustalili, że rodzice nie byli ze sobą skłóceni. Niedawno wzięli ślub i cieszyli się z narodzin dziecka. Bartek, ojciec dziewczynki, studiował na Uniwersytecie Śląskim. Policja raczej wyklucza, by dziecko zostało porwane dla okupu. - Rodzice nie są majętni - mówią śledczy.

Za pomoc w odnalezieniu dziecka policja ufundowała nagrodę - 5 tys. zł. Samorząd podwoił tę kwotę, a wraz z deklaracjami osób prywatnych nagroda wynosi w sumie 15 tys. zł. Malutkiej Magdy szukają też internauci. Na portalach społecznościowych publikują zdjęcie dziewczynki wrzucone do sieci przez ojca wraz z podaną przez niego informacją, że rzekomy porywacz ubrany był w białą, puchową kurtkę z czarnym paskiem oraz czarne spodnie i ciemne buty.

Do wczorajszego wieczora Madzi z Sosnowca nie udało się odnaleźć.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':