Matka pamięta niewiele: we wtorek o godz. 18 idzie przez osiedle w pobliżu ul. Legionów w Sosnowcu. Przed sobą pcha wózek z sześciomiesięcznym dzieckiem. Nagle traci przytomność. Gdy dochodzi do siebie, zagląda do wózka. Jest pusty.
Policja ściąga do Sosnowca kilkuset funkcjonariuszy z całej aglomeracji górnośląskiej. Przeszukują okoliczne
domy, zaglądają do piwnic. Strażacy badają rzekę. Pracują całą noc. Po dziecku ani śladu.
Trudno przesłuchać matkę. Najpierw twierdzi, że szła z dziewczynką do swojej mamy, potem, że do pracy. Gdy śledczy ustalają, że jest bezrobotna, zmienia zeznania. Mówi, że szła szukać pracy. - To dziwne - mówią policjanci. - Ale może to efekt głębokiego szoku. Kobieta nie pamięta, dlaczego upadła, nie widziała nikogo przy wózku, nie wie, gdzie jest
dziecko.
Mieszkańcy osiedla znają matkę dziecka. - To Kasia, drobniutka 22-latka, ma męża Bartka. Często robili zakupy w naszym sklepie - mówią sprzedawczynie ze spożywczaka. - Spokojni, mili ludzie. Córeczkę Madzię często zostawiali u babci, która mieszka niedaleko.
Pukamy do jej
mieszkania. W drzwiach zapłakana
kobieta koło pięćdziesiątki. Właśnie wróciła od córki ze Szpitala św. Barbary. Kasia powiedziała matce, że ktoś uderzył ją w głowę, dlatego straciła przytomność. Tylko że lekarze na jej ciele nie znaleźli śladów obrażeń.
Policjanci przyznają, że to tajemnicze zniknięcie. - Nie wiemy, gdzie jest dziecko, kto je porwał i jaki miał motyw. Nie wiemy nawet, czy to na pewno było porwanie. Więcej dowiemy się może po dokładniejszym przesłuchaniu matki - mówi Mirosław Miszuda, szef Prokuratury Rejonowej Sosnowiec-Północ.
W miejscu, w którym miało zniknąć dziecko, nie było kamer, ale policja ściągnęła taśmy z innych punktów Sosnowca. Cały sztab ludzi przegląda nagrania wykonane między godz. 17 a 5 rano. Próbują zrekonstruować, co robiła matka, która podobno w ciągu dnia spacerowała z wózkiem po Sosnowcu.
Wczoraj odbyły się także dwie wizje lokalne, a rodzice Madzi byli przesłuchiwani.
Policjanci ustalili, że rodzice nie byli ze sobą skłóceni. Niedawno wzięli ślub i cieszyli się z narodzin dziecka. Bartek, ojciec dziewczynki, studiował na Uniwersytecie Śląskim. Policja raczej wyklucza, by dziecko zostało porwane dla okupu. - Rodzice nie są majętni - mówią śledczy.
Za pomoc w odnalezieniu dziecka policja ufundowała nagrodę - 5 tys. zł. Samorząd podwoił tę kwotę, a wraz z deklaracjami osób prywatnych nagroda wynosi w sumie 15 tys. zł. Malutkiej Magdy szukają też internauci. Na portalach społecznościowych publikują zdjęcie dziewczynki wrzucone do sieci przez ojca wraz z podaną przez niego informacją, że rzekomy porywacz ubrany był w białą, puchową kurtkę z czarnym paskiem oraz czarne spodnie i ciemne buty.
Do wczorajszego wieczora Madzi z Sosnowca nie udało się odnaleźć.