Ambasador Białorusi w Polsce prof. Wiktar Gajsionak zarzucił "Gazecie Wyborczej" w liście do Adama Michnika, że piszemy o Białorusi tendencyjnie, co grozi pogorszeniem stosunków między naszymi krajami.
Adam Michnik odpowiedział, że nie dziwi się zaniepokojeniu ambasadora, bo "Gazeta" będzie zawsze bronić prześladowanych, solidaryzować się z więźniami politycznymi i wytykać dyktaturze Łukaszenki przypadki łamania praw człowieka. Oba teksty opublikowane w "Gazecie" komentuje znany białoruski publicysta i działacz opozycji Aleksander Fieduta.
Drogi Adamie! Przeczytałem twoją korespondencję z Wiktarem Gajsionakiem uznającym się za ambasadora Republiki
Białoruś w
Warszawie.
Jestem szczęśliwy, że wszystko zrozumiałeś jak trzeba. W dyplomacji istnieje procedura wręczania listów uwierzytelniających. Gajsionak wręczył takie listy z podpisem Aleksandra Łukaszenki. I reprezentuje wyłącznie jego i nikogo więcej.
Nie reprezentuje starego Wasilija Starowojtowa - wieloletniego szefa najlepszego gospodarstwa rolnego na Białorusi, który dwa razy otrzymał tytuł Bohatera Pracy. Rolnicy nawet w czasach radzieckich otrzymywali ten tytuł bardzo rzadko. Staruszka pracującego przez całe życie dla ludzi posadzono, żeby go upokorzyć i zhańbić. Ale nie mogli. Gdy wyszedł z więzienia, rolnicy z jego b. kołchozu podchodzili do niego z przeprosinami - za własne tchórzostwo i podłość władzy.
Nie reprezentuje maleńkiego Danika Sannikaua, któremu tata pisze bajki z więzienia, gdzie znalazł się dlatego, że ośmielił się wystartować jako opozycyjny kandydat w wyborach prezydenckich - w naszym kraju uznaje się to za przestępstwo. Danik już wie, czym jest KGB oraz że kierowniczka przedszkola może nie oddać go jego własnej babci, bo mama siedzi w więzieniu tylko za to, że jest żoną swego męża i dziennikarką o wyrazistych poglądach.
Nie reprezentuje Zinaidy Honczar, której w 1999 r. porwano męża Wiktora - najbardziej wyrazistego z ówczesnych polityków opozycji. Od tamtego czasu Zinaida nie może doprosić się prawdy o jego losie. Zresztą po co się o nią prosić, skoro wszyscy wiedzą, komu i po co było na rękę zniknięcie Honczara przed wyborami prezydenckimi 2001 r.
Nie reprezentuje swojego nauczyciela prof. Stanisława Szuszkiewicza, który ma najniższą w świecie emeryturę spośród b. głów państwa. Nie przekracza ona jednej trzeciej dolara!
Nie reprezentuje narodowego pisarza Białorusi Wasyla Bykaua i 105 tys. ludzi, którzy poparli pomysł budowy w Mińsku pomnika najbardziej znanego białoruskiego pisarza XX w. Władza zlekceważyła te 105 tys. ludzi. Adam, wyobrażasz sobie, że władze Warszawy lekceważą wolę 105 tys. wyborców?
Ale najważniejsze, Adamie, i tu tkwi powód waszych rozbieżności. Wiktar Gajsionak nie reprezentuje wszystkich białoruskich wyborców. Po prostu dlatego, że Białorusini są pozbawieni prawa wyboru. A ty jesteś redaktorem "Gazety Wyborczej" - gazety wyborców. Ty tę różnicę widzisz i czujesz.
Nie mogę przeprosić cię za zachowanie ambasadora reprezentującego Aleksandra Łukaszenkę. On nie reprezentuje mnie. Ale jestem wdzięczny, że zdanie prof. Gajsionaka znaczy dla ciebie dokładnie tyle, ile powinno znaczyć. I nie więcej.
Twój przyjaciel Aleksander Fieduta
* Aleksander Fieduta jest wybitnym białoruskim dziennikarzem i literaturoznawcą, na początku lat 90. był szefem białoruskiego Komsomołu przemianowanego później na Białoruski Związek Młodzieży. W latach 1994-95 popierał Aleksandra Łukaszenkę, a nawet był jego rzecznikiem. Potem odszedł od Łukaszenki ze względu na uzurpację władzy, rozpędzenie parlamentu, zmiany w konstytucji ograniczające demokrację na Białorusi. W wyborach prezydenckich w grudniu 2010 r. działał w sztabie opozycyjnego kandydata na prezydenta Uładzimira Niaklajeua. Był aresztowany i siedział w więzieniu.