- Gdybyśmy podali faktyczną liczbę osób, które chciały dostać się na naszą uczelnię, wylądowalibyśmy na szarym końcu rankingu szkół wyższych - słyszymy od rzecznika prasowego jednej z uczelni, która uplasowała się w czołówce rankingu.
Zestawienie przygotowało
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które 18 stycznia oficjalnie podsumowało rekrutację na
studia.
Pierwsze miejsce zajęła
Politechnika Warszawska. Na stronie internetowej resortu czytamy: "Łącznie o przyjęcie na studia na Politechnice Warszawskiej starało się blisko 54 tys. kandydatów z całej Polski". I dalej: "Łącznie w roku akademickim 2011/2012 przyjęto na studia 555 439 osób, w tym 433 777 na uczelnie publiczne, a 151 662 kandydatów na niepubliczne".
Czyli ponad jedna dziesiąta kandydatów chciała studiować na PW.
Przygotowując ranking szkół wyższych i listę najpopularniejszych kierunków studiów, resort wykorzystał dane z formularza, który uczelnie corocznie wypełniają i składają do ministerstwa. Zawiera on informacje o kandydatach i przyjętych na studia w odniesieniu do poszczególnych kierunków.
Kluczem jest słowo "kandydat". Jedne podały faktyczną liczbę osób, które ubiegały się o indeks. Inne - liczbę rejestracji (jeden maturzysta może zarejestrować się na więcej niż jeden kierunek). Tak jest m.in. na Politechnice Gdańskiej, która w rankingu zajęła drugie miejsce.
- Kandydat raz płaci 85 zł i może zarejestrować się na dowolną liczbę kierunków, które szereguje w kolejności od najbardziej preferowanego po rezerwowy. Na studia stacjonarne pierwszego stopnia mieliśmy blisko 9,5 tys. kandydatów, a rejestracji blisko 40 tys. W formularzu wpisaliśmy tę drugą liczbę - przyznała Ewa Kuczkowska z biura prasowego uczelni.
Uczelnie, które podały liczbę osób, a nie rejestracji, wypadły z czołówki. Tak jest w przypadku krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej.
- Władze uczelni przyjmują zawsze zasadę podawania faktycznej liczby osób, które ubiegały się o indeks naszej uczelni. Każdy kandydat, który chce u nas studiować, może w ramach jednej opłaty rekrutacyjnej wybrać maksymalnie pięć kierunków, na które aplikuje. Traktujemy taką osobę jako jednego kandydata, który składa kilka podań. Nie jest jednak naszą rolą ocena, czy podawanie liczby wszystkich aplikacji oddaje rzeczywiste zainteresowanie kandydatów studiowaniem na wybranej uczelni - twierdzi Bartosz Dembiński, rzecznik prasowy uczelni.
Poprosiliśmy uczelnie o dane dotyczące rekrutacji na pierwszy rok studiów stacjonarnych i porównaliśmy je. Z tych danych wynika, że studiowaniem na AGH zainteresowanych było średnio 2,75 kandydata na jedno miejsce, a na Politechnice Warszawskiej 2,40. Rejestracji na AGH na jedno miejsce było średnio 7,93, a na PW - 9,08.
Tymczasem w czołówce rankingu ministerstwa znalazły się (studia stacjonarne pierwszego stopnia i jednolite magisterskie): Politechnika Warszawska (8,7), Politechnika Gdańska (7,6) i Politechnika Poznańska (7,1).
Analitycy zajmujący się przygotowywaniem tego typu opracowań krytykują metodologię tworzenia rankingu. - Trzeba zadbać o to, aby dane zbierane miały ten sam charakter i dotyczyły tego samego obszaru - ocenia Artur Olczak, kierownik działu rankingów i analiz w Perspektywy.pl.
I zwraca uwagę: - Ważna jest wysokość opłaty rekrutacyjnej. Tam gdzie za 100 zł kandydat może wskazać pięć kierunków studiów, należy przyjąć, że średnia kierunków wskazanych przez kandydata na uczelni będzie bliska pięć. W przypadku uczelni, w której opłata pobierana jest za każde zgłoszenie, kandydat za te same pięć kierunków musiałby zapłacić 500 zł. Należy się spodziewać, że wybory kandydatów będą bardziej przemyślane i racjonalne, a średnia na jednego kandydata będzie wynosiła 3-4. W tym raporcie nie widać również analizy ograniczeń liczby kierunków, na które może aplikować kandydat, lub formy odpłatności, która może determinować liczbę aplikacji. Taka analiza może w znacznym stopniu zniekształcać obraz rzeczywistości - twierdzi Olczak.
Zastrzeżenia mają też uczelnie, w których każda rejestracja na kolejny kierunek to kolejna opłata. - Trzeba się zastanowić, tworząc tego typu ranking, co te liczby znaczą: czy liczbę dokonanych rejestracji w systemie Elektronicznej Rejestracji Kandydatów, czy też efektywną liczbę kandydatów. Wtedy będzie też można porównać uniwersytety i politechniki. No i te szkoły, które umożliwiają rejestrację za jedną opłatę na nieskończenie wiele kierunków, z tymi, które pobierają opłatę za każdy kierunek studiów - podkreśla Katarzyna Pilitowska, rzeczniczka prasowa Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ministerstwo się tłumaczy. - Raport ma charakter poglądowy i został przygotowany według stosowanej od lat metodologii. W naszym przekonaniu pokazuje kluczowe trendy i oddaje faktyczne zainteresowanie kandydatów kierunkami studiów oraz typami uczelni. Precyzyjne dane pojawią się dopiero pod koniec roku akademickiego na podstawie danych uczelni o liczbie studentów - mówi Bartosz Loba, rzecznik MNiSW. Oczywiście - i trudno się dziwić - uczelnie, które znalazły się w czołówce ministerialnej listy, wykorzystują to marketingowo. "Politechnika Warszawska najczęściej wybieraną uczelnią wg raportu MNiSW", "Politechnika Poznańska w czołówce uczelni najchętniej wybieranych przez studentów w roku 2011/2012", "Politechnika Łódzka jest wśród najlepszych uczelni" - przyciągają nagłówki uczelni na stronach internetowych.