''Kłamstwo smoleńskie pęka'' - to okładka dzisiejszego ''Uważam Rze''. Jest też zdjęcie krwawiącego wraku tupolewa: z biało-czerwonej szachownicy na kadłubie spływa photoshopowa kropla krwi. Eleganckie i dyskretne. W środku podniosły tekst Jacka Karnowskiego, w którym glanuje i odczłowiecza wszystkich, którzy w sprawie katastrofy mają inne zdanie niż on.
Zaczyna od dnia zero, w którym rano "w kierowniczej kanciapie" w "Wiadomościach" TVP nie zdążył otworzyć paczki z poranną prasą ("nie otworzyłem jej do dziś, mam ją w domu jako pamiątkę"). Dalej Karnowski opisuje powszechną narodową żałobę, ale daje do niej prawo tylko swojej stronie. Uczucia strony mojej, mój smutek, moja żałoba - to było tylko udawanie. "Prześmiewcy ze świata mediów przybrali maski, obniżyli głosy i założyli ciemne garnitury". Widząc żal społeczeństwa "media - te związane z przemysłem pogardy - nie miały wyjścia, musiały wbrew sobie podjąć ton drugiej strony. Rzucenie otwartego wyzwania nie wchodziło w grę, ponieważ groziło klęską całkowitą; ten system wie, kiedy musi się taktycznie wycofać".
Jak widać, Karnowski siedział przez ten czas w mojej i moich kolegów głowach, zna nasze myśli i potrafi odczytywać nasze uczucia. Robi to zdecydowanie sprawniej niż terapeuci, do których wszyscy biegamy, a na pewno dużo taniej (za jedyne 2 zł 90 gr). Dziękujemy pięknie, zaoszczędzone srebrniki wydamy na prezerwatywy i dzieła Marksa.
Żal mi Karnowskiego, że nie potrafi po przeciwnej stronie barykady dostrzec autentycznych uczuć. Sprowadzając do parteru swoich ideowych przeciwników w gruncie rzeczy sprowadza też do parteru siebie. Tylko o tym nie wie.
Dlaczego liberalne media wspólnym frontem propagują "kłamstwo smoleńskie"? - pyta Karnowski. I odpowiada: "Złożony na Wawelu śp. Lech Kaczyński jest de facto zdeponowanym na przyszłość wciąż aktualnym projektem IV RP. Do jego dorobku będą się odwoływać przyszłe pokolenia; jestem wręcz pewien, że tak się stanie, jeżeli nasze pokolenie nie wygra Polski".
Znowu mam tu podstawowy kłopot: Karnowski i jego koledzy uważają, że są jedynymi depozytariuszami wolnej Polski, moralna przewaga wylewa się z każdego ich tekstu.
Szanowni, spuśćcie nieco z tonu! Przeczytajcie tekst waszego szefa, Pawła Lisickiego. W tym samym ''Uważam Rze'', Lisicki zastanawia się, czy prawica powinna budować
''państwo podziemne'' i ubierać własne działania w tak wielkie słowa.
Lisicki: "Czy ci, którzy tyle mówią o tym, że są wolnymi Polakami i tak łatwo piętnują innych, nie popadają przez to w pychę i resentyment?".
Dobre pytanie skierowane do własnego obozu, wytnijcie, powiększcie i powieście sobie nad biurkami.
***
''Gazeta
Polska Codziennie'' wybija na pierwszej stronie zdanie, które idealnie podsumowuje oczekiwania polskiej prawicy w sprawie Smoleńska. Wypowiedziała je Ewa Błasik, wdowa po generale. Brzmi tak:
''Wszyscy intuicyjnie czujemy, co się stało pod Smoleńskiem, tylko jeszcze nie mamy na to dowodów''.
***
''Rzeczpospolita'' od tygodnia atakuje ''Gazetę'' za ''kłamstwo kokpitowe'', czyli za próby dociekania, czy w kokpicie był gen. Błasik. Fala pryncypialnej krytyki rozchodzi się jednak bardzo szeroko, a nawet odbija i zawraca. Dzisiaj ''Nasz Dziennik'' atakuje ''Rzeczpospolitą'' za to samo. Pisze na drugiej stronie, że ''Rzepa'' jest ''blisko Kremla''. Dlaczego? Bo w czerwcu 2011 roku napisała - tu cytat - ''nie ma wątpliwości, że w ostatniej fazie lotu w kokpicie był gen. Błasik''.
Dalej ''Nasz Dziennik'' rozwija stosowne teorie spiskowe (bo przecież nie jest możliwe, żeby dziennikarze ''Rzepy'' tak po prostu zmienili zdanie w tej sprawie pod wpływem nowych faktów): ''Nowy właściciel >>Rzeczpospolitej<< rozumie prawa rynku, z których jasno wynika, iż pisząc to samo, co >>
Gazeta Wyborcza<< - tylko nudniej - czytelników się nie utrzyma''. Dziękujemy!
***
''
Wyborcza'' i ''Rzepa'' potajemnie się dogadały i zrobiły czołówki z tego samego:
''WWWkurzeni'' (to ''Wyborcza'') i
''Anonymous poszedł na wojnę z Polską'' (to ''Rzepa'') - o ataku hakerów na strony rządowe. Było nawet porozumienie Hajdarowicza z Michnikiem, co do ujednolicenia tytułów i ''zorkiestrowania zgodnego chóru mediów'', ale w ostatniej chwili sprawę wykrył ''Nasz Dziennik'' i dla niepoznaki tytuły są inne. Celowo też rozjechały się komentarze (chociaż oba w rzeczywistości pisał Marek Pyza).
"Rzepa" (podpisał się na niby Andrzej Talaga): "Polskie władze zaczęły tłumaczyć, że podpisanie porozumienia ACTA, które chcą zablokować
hakerzy, wcale nie jest przesądzone. Od razu poddaliśmy się szantażowi. To zła metoda, trzeba było podjąć walkę i oświadczyć, że ataki nie wpłyną na naszą politykę".
"Gazeta" (podpisała się Ewa Siedlecka): "W demokracji rząd, który w tak kontrowersyjnych sprawach nie robi konsultacji i nie pracuje nad szerszym porozumieniem, nie potrzebuje opozycji. Sam padnie".
***
W "Naszym Dzienniku" prof. Zdzisław Krasnodębski po raz kolejny porównuje dzisiejszą Polskę do Peerelu. "Analogie do czasów Gierka są uderzające". Nic nowego, to już było. Tym razem jednak Krasnodębski idzie dalej: "Sytuację, w jakiej się znajdujemy, porównać można do sprawy znalezienia zabitego studenta Stanisława Pyjasa, gdy młodzi ludzie uświadomili sobie, że to jest system, który dopuszcza się takich rzeczy. Tamten system zabijał, w przypadku Smoleńska też mamy 96 prominentnych ofiar i niechęć do wyjaśnienia tej sprawy".
Do czego za tydzień porówna Polskę prof. Krasnodębski? Radziłbym nieco oszczędzać metafory, bo ich wkrótce zabraknie.