Amerykanie protestowali przeciwko proponowanym ustawom znanym jako SOPA i PIPA. Pod szlachetnymi nazwami typu "ustawa o powstrzymaniu internetowego piractwa" (SOPA) kryły one rozwiązania tyleż radykalne (np. blokowanie całego portalu za jeden nielegalny wpis na forum), ile nieskuteczne, bo dla prawdziwych przestępców nie byłoby to żadną przeszkodą.
Amerykanie protestowali przede wszystkim pokojowo. Najbardziej spektakularną formą protestu było "zaczernienie" 18 stycznia niektórych serwisów internetowych, przede wszystkim amerykańskiej Wikipedii.
Protest wystarczył, żeby argumenty przeciwników uwzględnił najpierw Biały Dom, a w końcu nawet inicjator SOPA senator Lamar Smith, który ogłosił zawieszenie prac, dopóki nie zostanie wypracowane "szersze porozumienie".
Z jednej strony Smith robił dobrą minę do złej
gry, bo pod wpływem protestów i tak kolejni kongresmeni wycofywali poparcie dla projektu. Głosowanie zakończyłoby się jego upokarzającą porażką. W tej sytuacji lepiej było wycofać się z twarzą. Z drugiej - to dobrze, że amerykańscy politycy potrafią się wycofywać i - przynajmniej w deklaracjach - doceniają potrzebę "szerszego porozumienia".
Tym gorzej na tym tle wygląda polska debata nad międzynarodowym porozumieniem o zwalczaniu podróbek towarów markowych ACTA.
Zamiast debaty mieliśmy zrobione na kolanie konsultacje międzyresortowe. Rząd zapewnia, że traktat nie będzie miał żadnych niepożądanych skutków ubocznych, jednak organizacje społeczne pokazują w nim "gumowe paragrafy", które interpretować można rozmaicie.
Nie wiem, kto ma w tym sporze rację. Ale to niedobrze, że nigdy nie doszło do porządnych konsultacji społecznych, w których strony mogłyby skonfrontować argumenty. Jak w Ameryce nie zadbano o "wypracowanie szerszego porozumienia".
Tylko że u nas, w odróżnieniu od Ameryki, nikomu to nie przeszkadza. Rzecznik rządu Paweł Graś niezmiennie tryska urzędowym optymizmem i zapewnia, że nie ma żadnego odwetowego ataku hakerów na rządowe serwery. Same padły!
Skoro serwery padają same z siebie, to znaczy, że nie ma problemu. Logika tego rozumowania jest tak powalająca, że trudno o polemikę. Zauważę tylko, że w demokracji rząd, który w tak kontrowersyjnych sprawach nie robi konsultacji i nie pracuje nad "szerszym porozumieniem", też nie potrzebuje opozycji. Sam padnie.
Multimedia w sieci. Modele biznesowe a potrzeby internautów
XX seminarium z cyklu "Rewolucja w komunikacji" już 31 stycznia w Warszawie
W trakcie konferencji poruszone zostaną tematy dotyczące piratów, konsumentów i producentów, przedstawione zostaną nowe metody konsumpcji oraz monetyzacji mediów. Omówiony będzie również wątek dotyczący sposobów prezentacji i przechowywania treści w internecie.
Rewolucja w komunikacji - szczegóły konferencji