http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Koniec protestu. Apteki będą otwarte

Judyta Watoła, pap
2012-01-23, ostatnia aktualizacja 2012-01-22 19:02

Farmaceuci nie będą zamykać aptek. Wciąż domagają się zniesienia kar za wydawanie leków ze zniżką na błędnie wypisane przez lekarzy recepty

Apteka
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
Apteka
SONDAŻ
Czy protest aptekarzy spowodował, że ucierpiałeś/aś w jakikolwiek sposób?

Tak
Nie

O zakończeniu protestu zdecydowali na VI Krajowym Zjeździe Aptekarzy, który w weekend odbył się w Szczyrku. Protest rozpoczął się w poniedziałek. Między godz. 13 a 14 część aptek w całym kraju obsługiwała tylko pacjentów w stanach nagłych.

Wielu farmaceutów nie wzięło jednak w nim udziału - jedni wyłamali się dlatego, że pracują w aptekach należących do dużych sieci i mieli zakaz protestowania, inni w obawie przed spadkiem obrotów. Dlatego za jego zakończeniem głosowali niemal wszyscy z blisko 300 delegatów na zjazd (przeciw było tylko kilka głosów).

Aptekarzom, podobnie jak lekarzom, nie podobały się zapisy obowiązującej od 1 stycznia ustawy refundacyjnej. Zgodnie z nimi lekarz, który wypisał receptę osobie nieubezpieczonej lub nie zaznaczył na niej, ile pacjent ma zapłacić za lek, mógł być karany przez NFZ. Za realizację błędnie wypełnionej recepty konsekwencje mieli też ponosić aptekarze, i to bez możliwości odwołania się od decyzji kontrolera z funduszu.

W Nowy Rok protest przeciw ustawie zaczęli lekarze, przybijając na receptach pieczątki z dopiskiem "refundacja do decyzji NFZ". Po tygodniu minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, którzy wcześniej mówił: "Ustawa jest nie do ruszenia", ugiął się i zaproponował jej nowelizację.

Miały się w niej znaleźć poprawki korzystne zarówno dla lekarzy, jak i aptekarzy. Kiedy jednak ustawa znalazła się w Sejmie, okazało się, że "aptekarskie" poprawki z niej wycięto, a posłowie przywrócili tylko część z nich. Ostatecznie więc farmaceuci będą mogli odwołać się od decyzji kontrolera NFZ, ale tylko do prezesa Funduszu. Lekarze zwolnieni zostali z odpowiedzialności za błędy na receptach, ale jeśli aptekarze wydadzą na takie recepty leki ze zniżką, NFZ będzie ich karać i żądać zwrotu pieniędzy.

Zamykanie aptek miało wymusić wprowadzenie poprawek, których żądali farmaceuci jeszcze w Senacie. Jednak i tam przegłosowano nowelizację bez korzystnych dla aptekarzy zmian, a prezydent Bronisław Komorowski ma już dziś ją podpisać.

- Nasz protest mógłby się powieść tylko wówczas, gdybyśmy byli równie radykalni jak lekarze. Oni przystawiali na receptach pieczątki "refundacja do decyzji NFZ", a my nie powinniśmy byli tych recept realizować, bo są niezgodne z przepisami. Wtedy ustawa zostałaby zmieniona szybciej i także po naszej myśli. Ale nasze środowisko nie jest gotowe do radykalnego protestu - twierdzi Stanisław Piechula, wiceprezes Śląskiej Izby Aptekarskiej.

Pokazały to także wybory prezesa Naczelnej Izby Aptekarskiej. Dotychczasowy szef Izby Grzegorz Kucharewicz był ostro krytykowany za zbyt ugodową postawę jeszcze w czasie prac nad ustawą refundacyjną, a także za ociąganie się z jej zaskarżeniem do Trybunału Konstytucyjnego (wniosek był gotowy już latem). W pierwszej turze głosowania większość mieli "radykalni" kontrkandydaci Kucharewicza, jednak ostatecznie to on zwyciężył.

Po wyborze podkreślał, że samorząd nadal domaga się zniesienia kar dla aptekarzy, którzy realizują niewłaściwie wypisane recepty. Problem ma być teraz rozwiązany z Ministerstwem Zdrowia podczas wspólnych prac nad nowym rozporządzeniem, które dokładnie określi, za co NFZ może karać aptekarzy.

Zgodnie z obietnicą daną przez Arłukowicza mają się one zacząć już dziś.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':