Piątek. Dla obywateli dziewięciu krajów UE to był pierwszy dzień życia bez jednej literki. Dokładnie osiem dni temu agencja ratingowa Standard & Poor's obniżyła rating dziewięciu krajom
strefy euro - najwyższą ocenę, potrójne A, straciła m.in.
Francja. Przez cały weekend analitycy i media zachodzili w głowę, jak zareagują rynki. Niektórzy wróżyli kolejną panikę na giełdach. Teoretycznie państwa UE z obciętym
ratingiem powinny płacić większe odsetki wierzycielom kupującym ich obligacje.
Poniedziałek. Nic takiego nie nastąpiło. Indeksy europejskich giełd pną się w górę.
Wtorek i środa. Francja i inne kraje strefy euro nie miały problemu ze sprzedażą obligacji oprocentowanych niżej niż jeszcze kilka miesięcy temu.
Dlaczego opinia
agencji ratingowych rozjechała się z reakcją rynków? Tu już odpowiedź zależy od światopoglądu. Ci, którzy wciąż mocno wierzą w rynek i jego instytucje (a agencje ratingowe wydawały się jednym z filarów światowych finansów), odpowiadają, że decyzja była spodziewana od dawna, banki i fundusze inwestycyjne, które kierują się wskazówkami agencji ratingowych, już ją więc "zdyskontowały". Pytanie, po co im w ogóle rzeczywiste ratingi, skoro podejmują decyzje na podstawie plotek o nich?
Czwartek. Giełdy wciąż na plusie.Sceptycy coraz głośniej wyśmiewają ratingi. Kilka miesięcy temu ta sama agencja S&P obniżyła ocenę wiarygodności
USA. - W efekcie obserwowaliśmy napływ kapitału do USA. - Biznes agencji ratingowych staje się groteskowy. I to może być nawet początek końca tej branży - ostrzegał we wrześniu Marek Belka, szef Narodowego Banku Polskiego.
Ale potężnego bólu głowy, ewentualnie ataku śmiechu, można dostać dopiero, gdy się wczytamy w uzasadnienie decyzji agencji. Moritz Kraemer, ekonomista z S&P, ostro skrytykował forsowane przez kanclerz Angelę Merkel zaciskanie pasa w strefie euro. - Obecna polityka antykryzysowa UE stawia na oszczędzanie. Ale jeśli każdy oszczędza, wszędzie ogranicza się wydatki i kurczy się popyt, to rośnie ryzyko głębokich i długotrwałych recesji. To ono bardzo zaważyło na obniżkach ratingów - mówił Kraemer.
Merkel i jej zwolennicy tłumaczyli swoją politykę tak: zaciskanie pasa będzie służyło zwiększeniu zaufania na rynkach finansowych. Włosi, Irlandczycy, Hiszpanie mieli zmniejszyć swój deficyt, żeby znowu móc pożyczać pieniądze na rozsądnych warunkach. A tu niespodzianka - agencje ratingowe już nie chcą zaciskania pasa. Pytanie, dlaczego Kraemer nie mówił o tym wcześniej, kiedy Włosi, Irlandczycy, Hiszpanie cięli wydatki, co miało uratować ich ratingi?
Amerykański ekonomista Wesley Mitchell sto lat temu pisał, że nie może istnieć jakieś ogólnie dostępne panaceum na kryzysy finansowe, bo każdy ma inny przebieg i inne przyczyny. Od tego czasu ekonomiści napisali setki tysięcy stron, ekonomia zrobiła wielki krok naprzód i... wciąż jesteśmy tak samo bezradni.